niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 4

Lekcję się skończyły. Pożegnałam się z Caroline i Justinem. Szłam na parking gdzie czekała już Pattie. Wsiadłam do samochodu z wielkim uśmiechem na twarzy. Pattie coś wyczuła i zaczęła się wypytywać. To było bardzo zabawne. Po 20 minutach byłyśmy pod największym centrum handlowym. Pattie zaparkowała samochód bardzo blisko wejścia. Gdy już weszłyśmy przez obrotowe drzwi udałyśmy się do Sephory. Galeria była naprawdę wielka i wiedziałam, że to dopiero początek. W oko wpadło mi kilka rzeczy. Między innymi kosmetyki, których miałam niewiele. Zapytałam się Pattie czy mogłabym jakieś akcesoria do twarzy. Od razu się zgodziła i mi powybierała. Już wiedziałam, że to będzie bardzo długi dzień. Ale cieszyłam się, bo mogę spędzić go z Pattie. Może opowie mi coś o swoim synie-zaśmiałam się na tą myśl. Po chwili "mama" zapłaciła za kosmetyki i ruszyłyśmy do innego sklepu. Ten był z ubraniami. Gdy weszłyśmy od razu zobaczyłam świetne ciuchy ale już nie chciałam mówić Pattie. Rozejrzałam się dookoła i niegdzie jej nie widziałam. Lecz po chwili zobaczyłam ją jak idzie ze stertą ubrań na sobie.
-O nie, nie, nie!
-Oj Avalanna, chociaż przymierz.
-Ale tego zdecydowanie jest za dużo-mruknęłam
-Ale wiesz że i tak nie musimy kupować wszystkich ubrań?
-No tak... Ale...
-Nie ma ale tylko już do przymierzalni a ja zaraz ci przyniosę ubrania.
Nic nie odpowiedziałam tylko ruszyłam w stronę przymierzalni. Nie o to chodzi, że ubrania mi się nie podobały. Były naprawdę śliczne, ale nie czuje się zbyt komfortowo w tej sytuacji. Po chwili przyszła Pattie. Była cała obładowana ubraniami. Szybko do niej podbiegłam i jej pomogłam. Gdy już wszystko rozłożyłyśmy. Zaczęłam wszystko przymierzać i się prezentować jaj modelka. Niektórzy pracownicy usiedli na sofie przede mną i po kolei wszystko oceniali. Było naprawdę śmiesznie. Pattie powiedziała że we wszystkim mi ślicznie i dlatego poszła z całą kupką ciuchów do kasy. Nie zdążyłam się sprzeciwić bo ją zobaczyłam już po tym czynie. Ze sklepu wyszłyśmy obładowane torbami. Już naprawdę miałam dość. Poprosiłam ją abyśmy chwilę usiadły. To był dobry moment by zapytać ja o jej syna. 
-Patt.... Mamo?
-Co się stało skarbie?
-Pattie, opowiesz mi coś o swoim synie?
-Hmm... Justin rzadko bywa w domu. A jak już jest to siedzi u siebie w pokoju ze swoimi kolegami. Czasami mam wrażenie że coś jest grane lecz nie mam siły już mu zwracać uwagi. Już kilka razy musiałam go odbierać z posterunku. Najczęściej za to że był przyłapany na paleniu marihuany.
-Oh. Może to kwestia towarzystwa? Hmm może brakuje mu dziewczyny, która mu pomoże?
-Szczerze mówiąc to nie wiem ale raczej masz rację. Ja pracuję tak samo jak Jeremy. Chyba po prostu za mało czasu spędzamy razem całą rodziną.
-Zobaczymy. Może spotka księżniczke ze swojej bajki.-puściłam jej oczko i się uśmiechnęłam.
-Masz rację. Chodź idziemy jeszcze Ci coś kupić.
-Oh... Jeszcze?
-Tak... Czemu nie?!
-Tego jest tak dużo...
-Ale już nie z ubrań. Teraz akcesoria, optyk i fryzjer.
-Optyk?
-Yep... Idziemy po soczewki dla ciebie. Chyba nie myślałaś że pozwole Ci dłużej chodzić w tych okularach.
-Ej... Jestem do nich przywiązana!
-Skarbie od jutra do szkoły chodzisz jako najlepsza dupa w mieście a w tych okularach nie pozwolę Ci wyjść. Idziemy po soczewki.
-Boję się co chcesz ze mnie zrobić.
-Oj kochaniutka.... Nie ufasz swojej Pattie?
-Troszeczkę -zaśmiałam się.
-Nie bój się ale wiec że już nie będziesz w szkole szarą myszką i jutro nikt cię nie pozna.
Nie miałam nic do gadania bo pociągnęła mnie w stronę optyka. Szczerze to podobało mi się to że próbuje mnie zmienić. Nienawidziłam tych okularów zawsze mi przeszkadzały. Jeszcze ten aparat. Tak, wyglądałam na prawdziwą kujonkę, ale nie przeszkadzało mi to, bo i tak nikt nie zwracał na mnie uwagi. Drobna zmiana mi się przyda. Ale znając moją Pattie to nie będzie mała zmiana. Nie mogę się doczekać już miny ludzi z mojej szkoły. Najbardziej bandy szkolnych dziwek. Zapewne będą mnie dręczyły. Postanowiłam się nie przejmować. Nawet nie wiem kiedy ale doszłyśmy do optyka. Zobaczył on jaką mam wadę i pokazał Pattie soczewki miesięczne. Odwróciła się do mnie i się uśmiechnęła. Usłyszałam tylko ile chciała par tych soczewek. Kupiła mi 12. Czyli aż na rok. Czułam się niezręcznie. 
-Pattie...
-Tak słońce?
-Ugh wiesz o co mi chodzi...
-Proszę daj mi to kupić. Znaczy i tak je już kupiłam. Teraz chodź, idziemy do fryzjera.
-Co chcesz zrobić z moimi włosami?
-Obciąć końcówki które masz rozdwojone.
-Tylko?
-Resztę zostawię specjalistom
-No dobra. Skoro i tak nie mam wyboru...
~*~

Pattie odwiozła mnie do domu dziecka. Dzieci przybiegły i zaczęły mnie chwalić. Najpierw mnie nie poznały ale jak im powiedziałam że to naprawdę ja to były zdziwione że jeden wypad na zakupy aż tak zmienił mój wygląd. Nie mogłam im powiedzieć kto we mnie zainwestował. To było by nie fair. Ruszyłam do pokoju aby wszystkie ciuchy po wykładać. Dostałam nagle sms'a.
"Czekam jutro o 14.30 na parkingu :). Justin xx". Szybko mu odpisałam "Okey". I zaczęłam układać ubrania i kosmetyki. Gdy już wszystko zrobiłam usiadłam przy biurku i zaczęłam odrabiać lekcję. Ja dostawałam zawsze dodatkowe zadania, bo dla mnie nie były trudne. Szybko uwinęłam się z lekcjami. Postanowiłam się już położyć bo po tych zakupach byłam zmęczona. Umyłam się szybko, położyłam się na łóżku i zasnęłam.
 ~*~                                             
Szybko się ubrałam i pomalowałam. Założyłam soczewki. Nie powiem. Wyglądałam bosko. Wybiegłam z domu żeby nie spóźnić się na autobus. Naszczęście zdążyłam. Gdy weszłam wszyscy na mnie się spojrzeli. Podeszłam do miejsca gdzie siedział Justin.  
-Przepraszam. Zajęte jest to miejsce.                                   
-Um.. Wsumie to tak bo czekam na taką jedną śliczność. Może znasz Avalannę Routh?
-O, nie znam takiej.
-Och... Ale chyba jej dzisiaj nie będzie więc możesz ze mną usiąść.
Ruszyłam przed siebie, ale nie daleko, bo poczułam ciepłą rękę Justina. Odwróciłam się do niego i się uśmiechnęłam.
-Pięknie wyglądasz
-Dziękuję-dałam mu całusa w policzek, a on się uśmiechną. Jejku ten uśmiech jest cudowny.
-Ava? Mogę ci Tak mówić prawda? Jejku... Prawię cię nie poznałem.
-Naprawdę? To źle czy dobrze?
-Wyglądasz lepiej bez okularów. Masz przepiękne oczy. Więc chyba to jest dobre.
-Dziękuję.
-Nie masz za co dziękować. Zresztą nikt w autobusie cię nie poznał. Myślą że jesteś nową uczennicą.

-Zapowiada się ciekawie. Najbardziej obawiam się tych szkolnych plastików...


czytasz=komentujesz

2 komentarze:

  1. Rozdział świetny. Czekam na następny. Macie we dwie olbrzymi talent. Uwielbiam to opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty *-* Sorry ,ze z anonima ale jestem na mamy tel i nie jestem zalogiwana xoxo

    OdpowiedzUsuń