Podróż trwała około 30 minut. Wyszłam z autobusu zaraz po Justinie. Wszystkie oczy skierowały się na mnie. Znów to samo. Słyszałam szepty, tak wszystkie na mój temat. Lecz w żadnej z tych wypowiedzi nie słyszałam mojego imienia. Większość z tych rozmów było typu "Kim do cholery jest ta dziewczyna?". Byłam zagubiona, nie wiedziałam co o tym myśleć. To wszystko było dla mnie takie nowe. Justin chyba zauważył moje zakłopotanie, bo ostrożnie złapał mnie za dłoń, zwróciłam głowę ku niemu, a on uśmiechną się, co dodało mi otuchy. Szepnął mi do ucha "Nie przejmuj się. Może się nimi trochę pobawisz skoro nie wiedzą że to ty?". "Co masz na myśli?" spojrzałam na niego jeszcze bardziej zdezorientowana.
-Nie nic... Już nie ważne. Chodź mamy teraz matmę.
-Okej-spojrzałam na nasze splecione palce uśmiechnęłam się i lekko zaczerwieniłam. Podeszliśmy pod moją szafkę. Włożyłam do niej książki zostawiając tylko matematykę. Chwile później zadzwonił dzwonek. Na matmie jak zwykle siedzieliśmy razem. Zaczynałam się przyzwyczajać do jego towarzystwa. Przy nim czułam się inna. O kurcze. Niedługo mam się z nim spotkać. Nie wiem gdzie idziemy i jak mam się ubrać. Tuż za nami weszła nasza baba od matmy. Zaczęła sprawdzać listę. Wyczytała już nazwisko Justina i innych uczniów.
-Avalanna?
-Um... Tutaj.
Nagle wzrok całej klasy skoncentrował się na mnie. Czułam się strasznie niezręcznie. -I czego się tak gapicie?!?!- zapytał wkurzony Justin.
-Spokojnie Justin-położyłam mu swoją dłoń na jego. Poczułam jak jego ciało się rozluźnia. To było cholernie fajne.
-Naprawdę nic się nie dzieje. Pocałował mnie w policzek i cicho podziękował. Przez całą lekcję gadaliśmy. Tak naprawdę to o wszystkim. Lekcja minęła mi bardzo szybko. Po dzwonku się z nim pożegnałam. Następnie lekcję zleciały strasznie szybko i po tej lekcji mamy lunch. Zawsze siedzę w rogu, sama. Równocześnie z dzwonkiem wszyscy się wyrwali na stołówki. Nie dziwię się im bo dzisiaj jest "Środa z Taco".Gdy weszłam do środka wszystkie głosy umilkły a wzroki skierowały się na mnie. W oddali zobaczyłam Justina kierującego się w moją stronę.
-Nie gapcie się tak!
-Przepraszam
-Za co?-powiedział zmieszany
-Za to że non stop robię Ci kłopot.
-Nie masz za co przepraszać. To jest nic, w porównaniu z nią-spojrzał w lewo, a ja wzrokiem podążyłam tą samą drogą moje oczy spotkały tleniona blondynę, która patrzyła w naszą stronę, a twarz miała koloru dojrzałego pomidora. Widać było że była wkurzona. Zapewnie na mnie. Wiedziałam że tak będzie po zakupach z Pattie. Teraz jestem osaczona przez wszystkich. Nie wiem co zrobić, to jest krepujące. Nie jestem do tego przyzwyczajona i nie wiem czy odpowiada mi taka zmiana. Ale wsumie zawsze miałam w dupie opinię innych. Byłam szarą myszką, na którą nikt nie zwracał uwagi. A teraz... Z zmyśleń wyrwał mi głos Justina.
-Może usiądziesz z nami?
-Nie, dzięki. Już mi wystarczy po tym wszystkim.
-Avalanna nie chcę żebyś siedziała sama. Boję się że znowu ktoś się do ciebie przyczepi.
-Justin...
-Proszę- posmutniały mu oczy -O nie tylko nie ta mina. Nie, nie nabiorę się na to.-odwróciłam głowę w innym kierunku.
-Nie to nie- złapał mnie za rękę i odwrócił tak że staliśmy twarzą w twarz- ale jeszcze się zastanów. Proszę. Zamknęłam oczy-okej-powiedziałam szeptem.
-To może chodź po Taco bo zabraknie.
-O tak, to dobry pomysł. Poszliśmy po jedzenie. Dość krótko stałam w kolejce. Usiadłam koło Justina i jego kolegi Zacka. Było naprawdę miło. Nie zjadłam dużo. Może 1/3 Taco. Naprawdę nie byłam głodna. Justin się na mnie dziwnie spojrzał.
-Już nie jesz? -Nie, najadłam się.
-Przecież prawie nic nie zjadłaś. A powinnaś bo jesteś strasznie chuda.
-Jay, jest okej. Nie mam apetytu.
-No dobra skoro tak uważasz. Ale dzisiaj po szkole się najesz.
-A właśnie gdzie mnie zabierasz? I jak mam się ubrać?-Justin milczał
-Ubierz jakąś ładną sukienkę.
-A gdzie mnie zabierasz? -Tajemnica kochanie-puścił mi oczko-jak mnie nazwał? "kochanie"? Czuję, że płonę.
-Rumienisz się kotku -szepnął mi do ucha i przytulił.
-To przez ciebie- walnęłam go lekko w ramię i się zaśmiałam
- Proszę powiedz gdzie mnie zabierasz. Bo się na ciebie obrażę.
-To niespodzianka misiu, a tak poza tym słodko wyglądasz jak się rumienisz. Jak zwykle rozmowę przerwał nam dzwonek. Justin odprowadził mnie na moją lekcję czyli wf. Akurat ten przedmiot miałam ze wszystkimi szkolnymi plastikami. Szłam niechętnie pod moją szafkę. Wzięłam spodnie dresowe i luźny t-shirt, szybko się przebrałam i ruszyłam w stronę hali. Jednak nie było mi to dane. Podeszły do mnie 3 blondynki i jedna ruda. Mówi się że rude to wredne. W tym przypadku ona wychodzi po za skalę wredności. Ruda obeszła mnie dookoła, przyglądając się dokładnie.
-Co mój Justin w Tobie widzi co? Jesteś brzydka, gruba, obleśna, pewnie masz jakiegoś HIV'a-czułam łzy w moich oczach. Ale nie chciałam ich uronić. Nagle usłyszałam znajomy głos. Należał on do nikogo innego tylko Caroline.
-Odczepcie się od niej!-wrzasnęła-suki-splunęła im w twarz.
-Jak ja cię zaraz...-nie dane było jej dokończyć bo zobaczyłam Zacka. Szybko tą rudą złapał i mrugnął do mnie. Próbowałam się uśmiechnąć, ale one strasznie mnie przybiły. Nie mam już ochoty na cokolwiek. Szybkim krokiem ominęłam te suczki i poszłam na wf. Po drodze na hale gadałam z Caroline. Opowiedziałam jej o Justinie i w ogóle o wszystkim co się tylko nie dawno zdarzyło. W jej oczach było widać zazdrość i gniew. Po chwili poczułam jak ktoś zakrywa mi oczy.
-Jak myślisz kto to? -powiedział Justin śmiesznym głosem.
-Justin?-powiedziałam smutno
-Ej co się stało?-nic nie powiedziałam tylko spuściłam głowę, a po mojej twarzy poleciały łzy, ta byłam wrażliwa.
-Nie nic... Nie przejmuj się mną... Przecież jestem brzydka, gruba i obleśna, a no i mam HIV.
-Co?! Kto Ci takich głupot naopowiadał?!
-Amber i jej "przyjaciółki"-zrobiłam cudzysłów palcami
-Brzydka?! Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką widziałem. Gruba?! Na obiedzie kazałem Ci więcej zjeść bo według mnie jesteś strasznie chuda. Obleśna?! Tamte dziwki są obleśne puszczając się z każdym. Hiv?! Nie sądze bo Amber wszystko wymyśla.
-A teraz kochanie leć na wf. Widzimy się na przerwie.
-Ale ja nie chcę tam iść.
-Kotku nie możesz iść na wagary. Jesteś zbyt mądra aby na nie iść.
-Wiem, to wszystko jest takie chore.
-Skarbie ja po prostu nie chce żebyś miała złą frekwencje i zachowanie tak jak ja. Więc idź teraz na wf i jak coś to powiedz że byłaś u pielęgniarki bo cię brzuch boli. Dobrze?
-No okej... Dziękuję -cmoknęłam go w polik.
-Do zobaczenia... Na przerwie...!!!-Krzyknął z oddali. Odwróciłam się i pokazałam mu kciuk w górę. On jest taki kochany. To jest pierwszy chłopak, którego się nie boję, wręcz czuję się bezpieczna. Gdy weszłam na hale nauczyciel zapytał się mnie czemu jestem spóźniona. Opowiedziałam mu wersję Justina. Uwierzył mi bez większych problemów. W sumie mu się nie dziwię, zawsze byłam i jestem wzorową uczennicą. Bardzo długo nad tym pracowałam, aż doszłam do punktu kulminacyjnego. "Praca się opłaca". Dzisiaj grałyśmy w siatkówkę... Ugh... Nienawidzę tego sportu. Lecz nawet nie źle gram pewnie dlatego byłam dwa razy na zawodach z siatki. Było dobrze dopóki piłka nie uderzyła w moją głowę. Obudziłam się u pielęgniarki.
-Jak się tu znalazłam?-próbowałam usiąść ale ból był zbyt silny.
-Taki jeden młodzieniec cię tu przyniósł. Czeka on na holu. Zawołać go?
-Tak, proszę. Usłyszałam zmartwiony głos Justina. Nagle wszedł do pokoju. Od razu do mnie podszedł i się zapytał:
-Ava nic Ci nie jest?
-Boli mnie głowa, a tak to jest okej. Wiem mówię Ci to nie wiem , który raz, ale naprawdę Ci dziękuję za wszystko, a najbardziej za to, że jesteś.
-Nie ma za co. Chcesz już wracać do domu? Skończyły się już twoje lekcje. Jak chcesz możemy przełożyć nasze spotkanie....
W tym momencie przyszła pielęgniarka z paczką tabletek. Podała mi jedną i kazała popić wodą. Poinformowała mnie, że za 10 minut powinno być okej, ale przez ten czas muszę tu zostać. Nie było źle. Zagrałam z Justinem w 20 pytań.
-Co mi powiesz na temat swojej mamy?-zapytałam.
-Hm... Jest cudowną kobietą. Często źle ją traktuję, czasami jak bankomat ale tak naprawdę ją bardzo mocno kocham. Dość często jest na mnie zła ale nie wiem czemu nigdy jeszcze na mnie nie nawrzeszczała...
-A co powiesz o sobie? zawsze chciałam wiedzieć coś więcej.
-Ej, ej! Teraz moja kolej.-uśmiechnął się
-No dooobra... To pytaj o co chcesz.
-Opowiedz mi coś o sobie.
-Hm... A co chcesz wiedzieć?
-Powiedz co Ci leży na sercu. Widzę, że jesteś cicha, krucha, zamknięta w sobie i inna od tych laluń.
-Nie wiem dlaczego taka jestem, chyba dlatego że od zawsze nie miałam koleżanek i kolegów. Jedyną moją przyjaciółką taką z którą do tej pory się przyjaźnię jest Caroline.
-patrzyłam na swoje ręce
- zawsze byłam sama, miałam swój świat, jakiekolwiek uczucia kryłam głęboko w sobie. Gdy byłam mała zostałam strasznie skrzywdzona, do tej pory nie wiem dlaczego. Mam nadzieję, że się kiedykolwiek dowiem. Jesteś pierwszym, któremu pozwalam się dotknąć. Staram się rozmawiać, co jest cholernie trudne, bo jestem nieśmiała, nie nawiązuję żadnych kontaktów z kimkolwiek. Nie wiem co myśleć, bo tak nagle się pojawiłeś, boję się, że będziesz chciał mnie skrzywdzić, tak wiele przeszłam i następnym razem nie wiem czy bym podołała. Mam bardzo niską samoocenę, łatwo wierzę ludziom w to co o mnie mówią, jak już zdążyłeś zauważyć. To chyba tyle.
-Jak to zostałaś skrzywdzona?! Co Ci się stało?!
-Justin, to jest naprawdę wiele, co Ci powiedziałam, jest mi na prawdę ciężko. Nie ufam nikomu, kocham tych co na to zasłużyli. Kiedyś na pewno Ci powiem, obiecuję.
-Dobrze skarbie. Jedziemy? Zawiozę Cię do domu a później odbiorę.
-O nie, nie, nie On nie może się dowiedzieć gdzie mieszkam, nie teraz-pomyślałam.
-Tak, jedziemy.-wstawałam, ale nogi miałam jak z waty, prawie upadłam, ale Jus wziął mnie na ręce.
-Dziękuję Jay.
-Uh... Za dużo dziękujesz, jest okej.
-Justin musisz się przyzwyczaić że dużo dziękuję.
-Tak, to jest pewne.
-Teraz moja kolej na pytanie.
-Słucham.
-Dlaczego mnie wcześniej unikałeś?
-Kiedy?
-Jeszcze jakieś dwa miesiące temu mi dopiekałeś a teraz jesteś miły i kochany. -Ja...ja..ja.. Nie wiem... Namawiali mnie do tego moi kumple, ale się źle z tym czułem.
-Och... Czyli to tak... No to teraz pora na twoje pytanie...
-Czego Ci w życiu brakuje?
-Tak naprawdę brakuje mi miłości....
-Od strony kogo?
-Od moich bliskich...
-Dobrze wiesz, że Twoja mama Cię kocha i oddałaby za Ciebie wszystko. Może jej też tego brakuje?
-Może.... Nie wiem....
-Na każdy problem najlepsza jest rozmowa.
-Może masz rację.... Trzeba chyba będzie spróbować.
-Na pewno-puściłam mu oczko i się uśmiechnęłam.Przez całą drogę zadawaliśmy siebie pytania. Byłam zdziwiona kiedy podjechał pod mój dom.
-Um... Justin?
-Tak?
-Skąd wiesz gdzie mieszkam?
-Tajemnica.
-To ile ty masz tajemnic?
-Naprawdę wiele, ale umiem je dotrzymać-uśmiechnął się.
-Okey... Ale kiedyś będziesz musiał mi przynajmniej jedną z nich powiedzieć. Na przykład tą skąd znasz mój adres...
-Myślę, że Ci to nie umknie.
-A teraz sio... Wróć za godzinę Jay.
-Będę-musną mój polik -Chyba do tych buziaków będę musiała się przyzwyczaić, co?
-Będziesz...Będziesz...-musnął jeszcze raz mój polik. Zaśmiałam się. To było cholernie miłe, Wiedział, gdzie mieszkam i nic sobie z tego nie robił, naprawdę mnie zaskoczył. Pędem weszłam do domu pobiegłam do dyrektorki mojego domu dziecka. Podeszłam do niej i się zapytałam.
-Proszę pani mogłabym dzisiaj później wrócić?
-A z jakiego to powodu młoda damo?
-Um... Bo umówiłam się z takim chłopakiem...
-Słucham, nie bój się.
-No bo z nim się spotkam i po prostu chciałam panią prosić o pozwolenie na późniejszy powrót. Zabiera on mnie... Nawet nie wiem gdzie bo jest to niespodzianka... I nie wiem o której skończymy spotkanie.
-Dobrze- uśmiechnęła się. Jeju,pierwszy raz widzę, jak się uśmiecha. Zawsze była ponura i sroga.
-Dziękuję.
-Nie ma za co Avalanno, idź się zbieraj. Spóźnianie się nie jest kulturalne.
-Do widzenia!!- krzyknęłam do niej wychodząc z jej gabinetu. Ruszyłam do pokoju. Gdy już tam byłam podbiegłam do szafy z ubraniami. Wyciągnęłam śliczną sukienkę. Oczywiście skromną. Nie chciałam wyglądać jak te dziewczyny z mojej szkoły. Pobiegłam do łazienki. Umyłam się i zabrałam za malowanie oczu. Postanowiłam zrobić kreski nowym eyelainer' em, podkład, róż na kości policzkowe, a na usta lekki błyszczyk. Gdy skończyłam się malować usłyszałam usłyszałam samochód Justina. Wzięłam torebkę i zbiegłam na dół po schodach.Wyszłam z domu. Justin wyszedł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera. Weszłam do środka. Justin zamknął drzwi i sam wszedł do samochodu.
-Hej, dawno się nie widzieliśmy.
-Ślicznie wyglądasz skarbie...
-Nie rób tego-schowałam twarz w dłonie, bo znów byłam czerwona
-Ale ja kocham jak się rumienisz, kotku
-Wyglądam wtedy jak zgniły pomidor.
-Nie prawda... Wyglądasz prześlicznie
-Dziękuję-mruknęłam
Jechaliśmy jakieś 20 minut aż w końcu dojechaliśmy do ślicznego domku. Był naprawdę wspaniały. Nie spodziewałam się, że należał do Justina. Justin wyszedł z samochodu i otworzył moje drzwi. Leniwie wygramoliłam się z tego fotela. Przeszliśmy przez zadbany ogródek. Stresowałam się coraz bardziej. Nie wiem czemu mnie tu przywiózł. Przecież on prawie mnie nie zna. Boję się. Otworzył drzwi i mnie wpuścił. Zawołał:
-Już jesteśmy mamo!
Lekko poprawiłam włosy, a Justin objął mnie delikatnie w tali. Weszliśmy do kuchni. Tyłem do nas stała niska, drobna brunetka. Skądś tą figurę i postawę znałam. Przypominała ona moją ukochaną Pattie.
-Mamo poznaj Avalannę.
-Dzień dobry.-nagle kobieta się odwróciła, a ja nie wierzyłam własnym oczom. To była PATTIE!! Nie mogłam w to uwierzyć. Ale jak to....
-Dzień dobry skarbie-powiedziała jak dyby nigdy nic
-Pattie? Ale jak?
-To wy się znacie?-Justin powiedział zmieszany
-Tak i to bardzo dobrze Justin-powiedziałam. Justin cały czas mnie trzymał, tak jakby bał się, że mu ucieknę.
-Ale skąd?-kurwa musiał drążyć ten temat?!
-Z domu dziecka-Pattie mnie ocaliła
-A okey. Co tak smacznie pachnie?
-Zrobiłam ciasto na tą specjalną okazję. W końcu to pierwsza dziewczyna, która tu przyprowadziłes.
-Och mamo...-zarumienił się. Wyglądał tak seksownie gdy się rumienił
-Taka prawda, mam nadzieję, że to ostatnia
-Mamo.... Proszę nie kompromituj mnie jeszcze bardziej.
-Jest okej-zachichotałam
-To kiedy jemy? Bo narobiłaś tym ciastem zapachu-Justin powiedział głosikiem małego chłopca
-Justin oprowadź Avalannę po domu, a ja nakryję do stołu.
-Okey..... Ava idziesz?
-Umm.. Pewnie
Po 10 minutach obeszliśmy prawie cały dom. Został nam tylko pokój Justina. Widziałam jak niechętnie tam szedł.
-Justin jak nie chce..
Nie dał mi dokończyć.
-Jeżeli chcę abyś Ty mi zaufała, to musisz poznać mnie. Moje życie nie jest takie kolorowe, na jakie wygląda Av.
-Justin nikt nie jest perfekcyjny
-Wiem..
-To może chodź na dół. Chyba można jeszcze w czymś Pattie pomóc.
Nic nie powiedział tylko chwycił mnie za dłoń. Po drodze opowiadaliśmy sobie śmieszne historię. Pattie zaprosiła nas do stołu. Wszyscy razem usiedliśmy i się pomodliliśmy. Pattie pokroiła ciasto i mi podała kawałek. Mmmm... czekoladowy....
-Mniam. To jest niesamowite. Nigdy nie mówiłaś, że lubisz gotować.
-Hm... Jakoś nie było okazji
-Oh czyżby?
-Ona nie lubi się chwalić, prawda?
-No nie...
-Dobra dzieciaki. Koniec o mnie. Jak tam u was?
-U mnie dobrze-Justin się odezwał
-U mnie również coraz lepiej-uśmiechnęłam się i spojrzałam na Justina
-Mamo... Mogę jeszcze kawałek ciasta?
-Jeszcze się pytasz? Wcinaj!
-Jay jak za dużo zjesz tego ciasta to będzie Ci nie dobrze, a kto mnie wtedy do domu zawiezie?
-zostaniesz u nas
-O nie nie-spojrzałam na Pattie. Chyba zrozumiała o co mi chodzi bo powiedziała
-Spokojnie zadzwonię do dyrektorki i powiem że jesteś u mnie.
-Pattie ja nie chcę być problemem
-Nie będziesz...
-Pattie..
-Moja mama wie co mówi.-wtrącił
-Justin... No dobra skoro muszę.
Nic nie powiedział tylko uśmiechnął się zwycięsko. Nie wiedziałam co planuje. Pattie też się uśmiechnęła. To był uroczy uśmiech. Teraz już wiem dlaczego był taki sam jak Justina. Takie same perliste zęby. Po posiłku poszłam z Justinem do jego pokoju. Zauważyłam zdjęcia jego, rodzeństwa i Pattie. Na półkach różne dyplomy i puchary. Wszystko było w idealnym porządku.
-Sam tu sprzątasz?
-Um... Tak... Jak mi się nudzi czy coś to tu sprzątam.
-Oh... Opowiedz mi coś o sobie. Prosze-przedłużyłam litere "o".
Kiedy następny? <3
OdpowiedzUsuńJutro lub pojutrze powinien być
Usuń