czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 7


Popatrzyłam na Justina ze zdziwioną miną i zapytałam.
-Czy ty coś sugerujesz?
-Nie wiem...
-Och... Wiesz jutro szkoła więc raczej musimy iść już spać Justin
-Okej. Chodź
-Ale gdzie?
-Do mnie.
-Ale...
-Żadnych 'ale' Av. Nic Ci nie zrobię, obiecuję.
-No dobrze... Ale... Mam pytanie
-Tak?
-Przyjaciele?
-Oczywiście skarbie
-Mogę jakiegoś ciuszka do spania?
-Pewnie. Poczekaj minutkę. -Poszedł do jednego z pomieszczeń, widziałam jak czegoś szukał, po chwili wrócił.-trzymaj-podał mi fioletowy t-shirt-chyba już wiesz gdzie mam łazienkę-puścił mi oczko.
-Tak pamiętam. Zaraz wracam
-Okej, ja pościelę łóżko
Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę łazienki. Nagle usłyszałam jak woła mnie Pattie ze swojego pokoju. Weszłam tam i zapytałam.  
-O co chodzi?
-Chodź na chwilkę. Muszę z tobą porozmawiać
-Mam się bać?
-Nie. Chciałam się ciebie zapytać o Justina. Jaki on jest?
-On jest... Uroczy. Wszystko co na dzisiaj wymyślił było cudowne. Skok ze spadochronem, kino i te piękne miejsce z widokiem na całe miasto. A właśnie. Gdzie mam spać, bo on mówi, że z nim ale wiesz... -Justin Ci nic nie zrobi. Wie? -O czym?- Pattie popatrzyła na mnie chwilę uświadamiając mi o co jej chodzi -Tak wie. -To tym bardziej Cię nie tknie. A jeżeli to zrobi to pożałuje. -Hah Pattie zaczynam się Ciebie bać. -I prawidłowo, a teraz szoruj do łazienki. -Już. Dobranoc Pattie. -Dobranoc skarbie.
Ruszyłam do łazienki, przebrałam się szybko i poszłam do Jusa. Czekał na mnie siedząc na łóżku i patrząc coś w telefonie. Gdy tylko usłyszał jak weszłam przerwał wykonywać poprzednią czynność i poklepał miejsce obok siebie.Usiadłam koło niego i poczułam jak zamykają się moje powieki.
-Chodź mycho. Jesteś już zmęczona. Obiecuję, że ni... -Okej, Justin ufam Ci. Wiem, że nie zrobił byś nic. Kocham Cię mój przyjacielu.
Położyłam się a Justin obok mnie. Wtuliłam się w niego i usnęłam.
~*~ Obudziło mnie otwieranie drzwi. Uchyliłam oczy i zobaczyłam Justina jak wchodzi z tacą. -Wstawaj księżniczko-uśmiechną się promiennie
-Um.... Która godzina?
-10.30 śpioszku. A teraz wcinaj. Smacznego.
-Juss... Ale szkoła.
-Nadrobimy. Jesteś wzorową uczennicą nic Ci nie zrobią.
-A co z moim domem. Muszę tam jechać.


-Pojedziemy. Teraz jedz! No raz raz!-popędził mnie z uśmiechem przyklejonym do twarzy.
Szybko zjadłam. I poszłam do łazienki się przebrać. Ubrałam dresy i bokserkę. Stwierdziłam, że jeśli i tak nie idziemy do szkoły to ubiorę się luźno i wygodnie.
-Justin!!!
-Co się stało?-powiedział przestraszony
-Nic chciałam zobaczyć jak szybko zareagujesz. Żałuj, że nie widziałeś swojej miny.
-Serio?! Teraz pożałujesz!-przerzucił mnie przez plecy tak, że brzuchem leżałam na jego ramieniu. Szedł w kierunku swojego pokoju. Po chwili położył mnie na łóżku i zaczął gilgotać. -Ju-Ju-Justiiiiiiiiiin!
-Przeproś ładnie. -powiedział nie przestając mnie łaskotać



-Nie zrobię tego

-Sama tego chciałaś- zaczął mnie gilgotać znacznie szybciej tak że nie mogłam złapać tchu.-Albo przeprosisz albo będę cię męczył baaardzo długo
-Przeeeee... -Co? -Przestań, prooosze -Przeprosisz?-przestał
-Hah chyba śnisz skarbie- poruszyłam śmiesznie brwiami.
-Czyli mam Cię gilgotać? Okej
-Justin... Przepraszam
-Dziękuję-pocałował mój polik
-A teraz mnie zawieź
-Eh no okej
Wyszliśmy z domu Justina, a ja skierowałam się w stronę samochodu Jussa. Szedł tuż za mną. Przed samym samochodem wyprzedził mnie i otworzył mi drzwi.
-Dziękuję panie Bieber
-Nie ma za co pani Bieber.
-Widzę, że już po ślubie-puściłam mu oczko
-No tak. Nie pamiętasz? A no tak... Jaki ja głupi jestem... To było w moim śnie a nie w realu... Poczekaj czy ja ci powiedziałem mój sen?!
-Oczywiście panie Bieber. Czyli nie oficjalnie jestem panią Bieber-zasmiałam się
-Dokładnie
Po 15 minutach rozmowy byliśmy już na miejscu. Wyszłam z samochodu poprzedzając to całusem Justina w policzek.
-Spotkamy się jutro?-krzyknął gdy byłam już przy drzwiach.
-Jutro jadę wybrać mieszkanie więc jak chcesz się ze mną męczyć....
-Z Tobą nie da się nudzić skarbie
-To do jutra...
-Do jutra
Weszłam do domu i usłyszałam krzyk dyrektorki.
-Co się stało?
-Miałaś być później nie rano!!!
-Myślałam, że Pattie dzwoniła
-Dzwoniła ale to ty powinnaś zadzwonić.
-Przepraszam. Nie wiedziałam...
-Idź już na górę i mnie nie męcz
-Naprawdę przepraszam... -Bąknełam i ruszyłam do swojego pokoju. Jak ja nie lubiłam tej dyrektorki. Wolałam poprzednią, Pattie. Na całe szczęście Pattie często tu przyjeżdża. Również zadowala mnie fakt, że niedługo się wyprowadzam, ale będę odwiedzała ten dom. W końcu spędziłam tu moje całe życie. Poszłam na górę i nie miałam co robić więc zaczęłam robić porządki w szafie, bo jednak dawno ich nie robiłam. Przy okazji zaczęłam zbierać już swoje rzeczy, ponieważ tak czy siak musiałam się niedługo wyprowadzic. Taki był nakaz Domu. W szafie znalazłam kilka za małych dzieci więc oddam je Amber. Jest ona trochę niższa ode mnie i bardzo lubi rzeczy po mnie. Zawsze gdy coś jej podaruje widzę te iskierki w jej błękitnych oczach. Po około 4 godzinach miałam wszystko uporządkowane. Postanowiłam zadzwonić do Caroline aby mi podała lekcje. Wzięłam telefon do ręki i nagle dostałam sms'a.
"Od: Justin Dziękuję za wczorajszy dzień i dzisiejszy poranek . O której jutro mam po Ciebie przyjechać panno Bieber?"
"Do: Justin
Hmm... Myślę że możesz koło 16 przyjechać"
"Od: Justin Z wielką przyjemnością panno Bieber ;*"
Zaczęłam się uśmiechać do telefonu.
Nagle przypomniałam sobie że miałam zadzwonić do Caroline. Wybrałam połączenie. Bip...bip...bip...bip... Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału
-Oh no serio?! Akurat teraz nie odbierasz?!-warknelam do telefonu.
Postanowiłam zadzwonić do Justina i zapytać czy wziął już nadrobił lekcje. Lecz nagle uświadomiłam sobie że mu się pewnie nie chciało. Nagle przypomniałam sobie że mam numer do jeszcze jednej kujonki z mojej klasy więc pomyślałam, że może mi podać lekcje. Od razu do niej zadzwoniłam. Bip...bip...bip...
-Halo-powiedziała zaspanym głosem -Obudziłam Cię?-spytałam -Nie, ale jestem chora i od tygodnia leże w łóżku. -Ojej. Więc życzę Co szybkiego powrotu do zdrowia.-powiedziałam lekko zdenerwowana -Dziękuję. Pa.-rozłożyła się
I co ja mam teraz zrobić?! Nie mam do kogo innego zadzwonić,bo nie mam do nikogo innego numeru oprócz Caroline, Justina i Kate-druga kujonka.
Postanowiłam zadzwonić do Justina, może on mi jakoś pomoże. Wybrałam jego numer bip... -Halo?-jak szybko odebrał-pomyślałam.
-Justin nadrobiłeś już lekcje?
-Tak. A co księżniczko?
-Bo nikt nie odbiera ode mnie telefonu... Mógłbyś mi podać?
-No nie wiem... -Oh proszę Justin!-błagałam -Hmm a co będę z tego miał? -Co tylko chcesz! -Aby na pewno? -Tak! Błagam! -Dobrze panno Bieber-zaśmialiśmy się.
-Hmm.. Będę u ciebie za 10 minut, okey?
-Okej, to do... Zaraz-nie czekając na nic, rozłączyłam się i zbiegłam na dół poinformować dyrektorkę.
Zapukałam lecz dyrektorka była zajęta. Chwilę później jedna dziewczynka wyszła z gabinetu a mnie do niego zaproszono.
-Przyszłam poinformować, że za chwilę zjawi się tu mój kolega z klasy, z lekcjami, które muszę nadrobić z dzisiejszego dnia.
-Dobre posunięcie Avalanno...
-Przepraszam?
-Byłaś z nim całe wczorajsze popołudnie, noc tylko po to żeby nie iść do szkoły
-Oczywiście, że nie proszę pani! Wie pani jak bardzo szkoła jest dla mnie ważna! Zna mnie pani tyle lat... Nie sądziłam, że ma pani o mnie takie zdanie...-powiedziałam łamiącym się głosem
-Avalanno każdy człowiek się zmienia. A ty ostatnio zmieniłaś styl ubieranie i charakter też
-Nikt się nie zmienia. Każdy całe życie jest taki sam. Wiem, że pani pod tą twardą skorupą jest naprawdę ciepłą, miłą i kochaną osobą. Inaczej nie byłoby niczego co jest tutaj...
-Koniec rozmowy idź po swojego "kolegę" tylko żeby za długo nie siedział.
-Tak jest proszę pani...-wyszłam zrezygnowana. Usłyszałam dzwonek do drzwi i od razu tam popędziłam. -Hej Justin-powiedziałam bez entuzjazmu. -Witaj księżniczko. Stało się coś? -Tak i nie... Chodź na górę.
-Tak jest proszę pani...-wyszłam zrezygnowana. Usłyszałam dzwonek do drzwi i od razu tam popędziłam. -Hej Justin-powiedziałam bez entuzjazmu. -Witaj księżniczko. Stało się coś? -Tak i nie... Chodź na górę.Weszliśmy po schodach a niecałą minutę później byliśmy już u mnie w pokoju. Zobaczyłam że nie sprzątnęłam toreb z ciuchami a także ujrzał Justina który wlepia na mnie swoje karmelowe oczy. Zaśmiałam się cicho i powiedziałam.  
-Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej.  
-W sumie to czemu nie - wyciągnął telefon i robił mi zdjęcia
Zaczęłam się śmiać, a Justin zrobił mi wiele zdjęć. -Już skończyłeś swoją sesję?-powiedziałam lekko rozbawiona. -Na tą chwilę tak.-uśmiechną się -Dobra to teraz dawaj mi zeszyty.-podał mi zeszyty, a ja zaczęłam przepisywać, jednak Justin chyba się nudził, bo ciągle dźgał mnie palcami lub łaskotał na początku trochę mi to przeszkadzało lecz za setnym razem gwałtownie wstałam, podeszłam do Justina żwawym tempem i to ja zaczęłam go gilgotać. Chwilę dał za wygraną lecz nagle zaatakował mnie z podwojoną siłą (hah zaczął mnie bardziej łaskotać). Zaczęliśmy się śmiać w niebo głosy. Po chwili usłyszeliśmy otwierane drzwi. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Poczułam ulgę gdy zobaczyłam Amandę.
-Kobieto ale nas przestraszyłaś!-zaśmiałam się nerwowo
-Um... Chciałam cię poprosić żebyś pożyczyła mi jedną sukienkę.
-Pewnie. O właśnie. To jest Justin mój najlepszy przyjaciół, a to jest Amanda jest dla mnie jak siostra. -Miło mi Cię poznać Amando. -Mi również Justin. -W szafie wisi na wieszaku. -Jejku! Wielkie dzięki. Ratujesz moją dupę!-pisnęła
Chwilę później Amandy już nie było. Powiedziałam Justinowi że muszę dokończyć przepisywać lekcje.
Po 10 minutach miałam zrobione już wszystko. Usiadłam obok niego, a on objął mnie ramieniem.
Lubiłam jego dotyk, łaskotanie, uśmiech były one cudowne. Czekaj... Ja nie mogę się w nim zakochać. Nie teraz
-Jesteś wspaniała-szeptał mi do ucha-jesteś moim ideałem
Awww. To było takie słodkie. Już miałam też mu coś powiedzieć lecz nagle wparowała do mojego pokoju dyrektorka. Szybko od siebie odskoczyliśmy.
-Witam pana. Myślałam, że mieliście się uczyć a nie obściskiwać! Nie życzę sobie tego w tym Domu! Kim wy jesteście?! Za kogo się uważacie?!
-Jak miło panią poznać. Widzę, że nie źle wiedzie się pani na starym stanowisku mojej mamy. Jednak nie rozumiem pewnej rzeczy. Dlaczego zachowuje się Pani jak suka dla takich cudownych podopiecznych?!
-Słucham?!
-To co słyszałaś ty...-już miał kończyć zdanie gdy ja się wtrąciłam
-Justin stop!!
-Przepraszam, ale to się w głowie nie mieści! Jak można traktować tak innych ludzi?! Oni nie są gorsi! Nie można tak ich traktować!
-Chłopcze czy mógłbyś na chwilę wyjść?
-Dlaczego miałbym?
-Justin na pięć minut, proszę-powiedziałam do niego
-Okej-westchnął. Wyszedł, lekko zamykając drzwi.
-No więc, słucham.
-Przemyślałam wszystko-powiedziała szeptem.
-I?
-Nie wiem co o tym myśleć...
-Co Pani sugeruje?
-Sama nie wiem... Ja zachowuję się tak bo... U mnie w domu nie było łatwo.
-Myśli Pani że mi jest łatwo?! Przez całe moje życie byłam wyśmiewana. Ostatnio pierwszy raz zostałam przyjęta do nowych ludzi. Przez całe życie dzieliłam się jedzeniem tylko po to by nikt nie zachorował.
-Przepraszam...
-Nie ma za co... Poza tym Justin to mój przyjaciel a jak pani weszła to go tuliłam w podzięce za to że jako jedyny podał mi lekcje.
-Ja nie wiedziałam, muszę go przeprosić.. -Koniecznie. On pomaga mi i jestem pewna, że pomógł by i tu.
-Naprawdę?
-Tak, jest naprawdę wspaniały.-uśmiechnęłam się szeroko
O wilku mowa. Nagle Justin zapukał do pokoju i wychylił przez drzwi głowę pytając:  
-Mogę już wejść?
-Pewnie Justin, mam Ci coś do powiedzenia, co na 100% Cię zaskoczy-powiedziała dyrektorka -Okej, robi się ciekawie.
-Chciałam cię bardzo mocno przeprosić.
-Naprawdę? Miała pani rację. Nie spodziewałem się tego. Szczerze mówiąc to też przepraszam za to że na panią naskoczyłem.
-Teraz może być już tylko lepiej, ale musimy się wspierać-wtrąciłam
-W 100% się z tobą zgadzam Av...-gdy Justin był w połowie swojej wypowiedzi zadzwonił jego telefon. Przeprosił nas i odebrał. "Halo?" "Coś się stało?" "Zaraz tam będę" i się rozłączył.
-Przepraszam muszę uciekać, moja mama miała wypadek. -Jadę z tobą!- krzyknęłam
-Av ale..
-Nie ma ale! Ona jest dla mnie jak matka!
-Mogę jechać?-zapytałam się dyrektorki
-Oczywiście! Zaraz sprowadzę wszystkie dzieci i się pomodlimy. Wiem jak one ją kochają! Uciekajcie!
Wybiegliśmy z domu i ruszyliśmy samochodem. Justin jechał jak szalony. Widziałam jak się denerwuje aż się trzęsie. Sama się bałam.
Po 15 minutach drogi dojechaliśmy do szpitala. Wybiegliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę rejestracji.
-W której sali jest pani Pattie Bieber?!
-Chwilkę....196. Drugie piętro, ostatnie drzwi po lewej.
-Dziękujemy-krzyknął Justin i ruszyliśmy w stronę schodów
Złapałam go za rękę i biegliśmy razem. Po chwili byliśmy już pod drzwiami. Nie wachalismy się i wpadliśmy do pokoju. Gdy Justin zobaczył swoją matkę czułam jak świat mu się zawalił mi także. Miałam łzy w oczach, on padł na kolana i płakał jak mały chłopak. Podeszłam do niego i zamknęłam go w szczelnym uścisku. Odwzajemnił uścisk. Przez szybę od drzwi do sali gdzie leżała Pattie zobaczyłam lekarza. Szybko oderwałam się od Justin i pobiegłam do niego z zapytaniem o stan Pattie.
-Pani Pattie, jest w bardzo strasznym stanie. Jest w śpiączce, ma połamaną lewą nogę w 2 miejscach, uszkodzone biodro i połamane żebra. -Jak to się stało? -Rozmawialiśmy z policją i określili, że Pani została potrącona przez samochód pędzący z prędkością około 80 km/h wyrzucając ją na wysokość 3 metrów.

-O matko! Kiedy się obudzi?
-Tego nie wiadomo, ale robimy wszystko co w naszej mocy.
-Dziękuję możemy jeszcze zostać przy Pattie?
-Tak ale nie długo.
-Okey
-Ja wpadnę później.
Wyszłam z gabinetu i ruszyłam w stronę sali. Gdy weszłam zobaczyłam jak Justin siedzi nad łóżkiem i obserwuje stan Pattie.
-Pamiętaj, że nie ważne co się stanie, ja będę przy tobie-szepnęłam
-Av... Dziękuję-spojrzał na mnie. W jego oczach było widać smutek i strach
-Będzie dobrze Juss-staję za nim, pocałowałam jego włosy i wtuliłam się w jego szyję. Po chwili odwrócił się i posadził mnie na swoich kolanach i wtulił się we mnie. Oddychał nie równo.
-Ava... Wiesz co?
-Tak?
-------------------------------------------------------------------------------------
Jeej w końcu wstawione :D. Jutro zakończenie roku szkolnego. WAKACJE!

wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 6

-Nie powiem nic ciekawego. A więc.. Nie jestem jak każdy inny nastolatek. Niby mam rodzinę. Ale.. Ja do niej nie pasuje. Jestem zupełnie inny niż Pattie i Jeremy. Nie umiem kochać i ufać. Jestem zamknięty w sobie. Moje życie skrywa wiele tajemnic.
-Justin myślę że więcej tajemnic skrywam ja. Ty jesteś zamknięty w sobie? Ja mam tylko jedną przyjaciółkę.
-Ja tak na prawdę nie mam nikogo. Ci w szkole mnie nie znają. Nikt mnie nie zna, ale też to nie jest tak, że nie lubię samotności. Bardzo dobrze się w niej czuję.
-Tak Ci się wydaje Justin. Nikt nie chcę być sam. Mówisz, że nikt Cię nie zna. Mnie też nie. Nikt nie wie o mojej przeszłości. Wydaje mi się, że możemy sobie pomóc. Ale musimy współpracować.
-Szczerze mówiąc chciałbym żeby ktoś mi pomógł jednak nigdy nie miałem odwagi się do tego przyznać
-Ja się postaram,obiecuję.
-Wiesz co Av? Jesteś pierwszą osobą dla której się otworzyłem. Nie wiem dlaczego ale działasz na mnie w pozytywny sposób -uśmiechnęłam się- To miłe, dziękuję. Ty jesteś pierwszym chłopakiem, przed którym się otworzyłam i zaufałam
Nagle do pokoju Justina wpadła Pattie. Powiedziała że już dzwoniła do dyrektorki i że mogę zostać tutaj na noc. Na twarzy Justina zagościł szeroki uśmiech. Nie wiedziałam co planuje.
Gdy tylko Pattie wyszła powiedziałam:                          -Jay co ty kombinujesz?
-Ja? Nic. O czym ty mówisz?-udawał, że o niczym nie wie
-Justin ty wiesz że to po tobie widać
-Co? Przecież ja nic nie wiem
-Ja dobrze wiem że ty coś knujesz tylko jeszcze nie wiem co
-Dowiesz się niebawem mycho
-Justin...-zarumieniłam się.
-słucham Cię skarbie
-Powiedz mi co kombinujesz, prooooszę. Obiecuję że się zgodzę...
-Ja wiem, że się zgodzisz
-No to chociaż daj mi podpowiedź co to jest....
-Nie, bo nie będzie niespodzianki
-Juustin prooszę...
-Nie ma opcji, zobaczysz za -spojrzał na zegarek- 30 minut. Masz coś wygodniejszego?
-Hm... W sumie to tak... Tak przez przypadek wzięłam jeszcze trochę rzeczy...
-Jasne.. Po prostu wiedziałaś, że zostaniesz na noc-po chwili parsknelismy śmiechem
-Szczerze mówiąc to myślałam że może być mi w tym nie wygodnie bo nie wiedziałam dokąd mnie zabierasz.
-Okej, rozumiem. Łazienka jest na samej górze po lewej, idź się przebierz zaraz wyjeżdżamy.
-Okej zaraz wracam
Wzięłam torebkę, ruszyłam za wskazówkami Jusa. Trafiłam do na prawdę wielkiej łazienki. Na sam początek związałam włosy w kucyk. Założyłam rurki, bluzkę na ramiączka oraz skórzaną kurtkę. Przemyłam jeszcze trochę twarz wodą i zeszłam na dół gdzie czekał na mnie Justin.
-Gotowa?
-Tak jest tapitanie! -zasalutowałam na co Justin się zaśmiał. Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę samochodu Justina. Znaczy tak mi się zdawało. Po chwili usłyszałam za sobą krzyk...       
-A dokąd ty idziesz księżniczko?!
-Ummm gdzie idziemy?
-Po mój motor.
-Co?! O nie! Nie ma opcji, że tam wsiądę!
-Kochanie spokojnie. Jeżdżę na nim od 3 lat
-Można coś robić 1000 razy, a za 1001 coś się wydarzy.
-Spokojnie... Wtulisz się, zamkniesz oczy i wtedy nic nie poczujesz.
-Justin, nie wsiądę tam, koniec kropka!- odwróciłam się i założyłam ręce na piersi, po chwili poczułam ciepłe ręce i jak sie podnosze-JUSTIN PUSZCZAJ!
-Av niedawno powiedziałaś że mi ufasz, prawda?
-Juss, ale to co innego
-To to samo. Jeżeli mi ufasz to ze mną pojedziesz. Poza tym powiedziałaś że na pewno się zgodzisz.
-Ugh dobra- sapnęłam
-Wsiadaj i załóż ten kask-podał mi śliczny błękitny kask. Nałożyłam go, a później mocno się do niego przytuliłam. Oh, strasznie się bałam. Miał cudowne ciało. Jezu jakie on ma mięśnie. Po chwili ruszyliśmy na ulicę. Zamknęłam oczy żeby nic nie widzieć. Gdy czułam jak przyspiesza, ściskałam go jeszcze mocniej. Kilka minut później byliśmy już na miejscu. Było to lotnisko. 
-Co my tu robimy?
-Będziemy skakać.-uśmiechną się
-Ju.. Ju... Juss... Ja ... Ja się boję
-Obiecuje, będę przy Tobie.Będziemy przypieci razem. Do tego będziesz miała przystojnego instruktora.-podszedł do mnie i ują moją twarz w dłonie.
-Ciebie?
-A więc.. uważasz, że jestem przystojny. Dziękuję, dziękuję.
-No może trochę. Ale tak troszeczkę. -uśmiechnęłam się do Justina On się zaśmiał
-choćmy, zaraz wylatujemy.
-Justin ale ja naprawdę się boję
-Będziesz że mną bezpieczna. Nie pozwolę Cię skrzywdzić, rozumiesz?
-Skoro tak mówisz... Ufam ci
-Cieszę się-podszedł do mnie i objął mnie w talii
Zapięli nas pasami i ruszyliśmy samolotem. Czułam jakby wirowania w moim brzuchu. Nagle poczułam jak ktoś zbliża się do mnie bliżej. Był to Justin. Powiedział mi że zaraz wyskakujemy i że muszę się przygotować. Drzwi helikoptera się otworzyły, a ja stałam na skraju podłoża. 
-Justin, ja nie sko-nie dał mi dokończyć, bo popchnął mnie delikatnie, że wypadlśmy razem. Spadaliśmy powoli a ja zamknęłam oczy. Czułam jego ręce na moich biodrach. To było miłe. Chwilę później leżeliśmy na trawie przykryci spadochronem.
-Dziękuję, że mnie do tego namówiłeś! To było cudowne!
-Tak? Przecież cały czas miałaś zamknięte oczy.
-Niee prawda.
-Av przez prawie cały lot patrzyłem na ciebie więc widziałem
-Widocznie źle widziałeś- zaśmiałam się
-Oj już nie kłóćmy się-pocałował mnie w polik a ja się zarumieniłam
-miałeś tego nie robić!
-Przepraszam ale to samo z siebie wychodzi-jeszcze bardziej się zarumieniłam
-Nie lubię się rumienić, strasznie wtedy wyglądam, dlatego proszę Cię oszczędź mi tego.-uśmiechnęlam się  i spuściłam głowę.
-Zawsze wyglądasz cudownie no ale skoro tak uważasz to postaram się nie doprowadzać cię do rumieńców
-Dziękuję- teraz to ja pocałowałam go w policzek, a on się głupio uśmiechnął
-Chodźmy, bo to jeszcze nie koniec niespodzianek na dzisiaj
-Prawda, że jak się zapytam to i tak mi nie powiesz?
-W sumie mógłbym ci powiedzieć..
-Jest haczyk?
-Nie dokończyłem... Mógłbym ci powiedzieć ale tego i tak nie zrobię
-Justin! Proszę Cię!
-No doobra... Jedziemy do kina i restauracji
-Justin, ja nie chcę żebys wydawał na mnie pieniądze
-Oj Av... Ja muszę się przyzwyczaić że non stop przepraszasz to ty musisz się przyzwyczaić że ja za wszystko płacę.
-Ale nie czuje się z tym dobrze
-Av...-powiedział błagającym głosem
-Nie Justin.
-Avalanna to tylko kino i kolacja..
-Ugh
-Czyli się zgadzasz?
-To wsiadaj na motor i załóż kask.
-Znów to? O niee-zrobiłam minę zbitego szczeniaczka.
-Jak chcesz iść pieszo to proszę bardzo tylko mój dom jest dobre 30 km stąd.
Nic nie powiedziałam, tylko usiadłam na motor, założyłam kask i spuściłam głowę. Wiem, że się na mnie denerwuje, ale co ja zrobię? Nie czuję się z tym dobrze. Od zawsze mieszkam w domu dziecka, nigdy nic nie miałam, nic nie dostawałam dlatego tak strasznie się z tym źle czuję, bo nie chcę go wykorzystywać. Nie chcę ranić, bo później ranią mnie, a ja jestem krucha niczym lalka z porcelany. Po 20 minutach drogi dojechaliśmy pod kino. Wstałam z motoru i podeszłam do Justina 
-Jussy jesteś zły?-przytuliłam się do niego.
-Troszeczkę. Musisz mnie pięknie przeprosić.
-Przecież nie lubisz jak cię przepraszam.
-Ale nie chodziło mi o takie przeprosiny.
-Hm... Może takie-podeszłam do niego i go pocałowałam w policzek.
-Myślę, że takie mogą być- zasmial się.
-Na co idziemy do kina?
-umm horror?
-Hm... Chyba zabardzo się boję
-Skarbie będę tam 
-No dobrze...
-Cieszę się, że mi ufasz
-No to chodźmy
Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w kierunku sali. Mieliśmy miejsca na środku sali. Chwilę później Justin wyszedł z sali. Wrócił po 5 minutach obładowany popcornem i napojami. Usiadł przy mnie. Po reklamach rozpoczął się film. Zaczął się spokojnie. Lecz po pierwszej strasznej akcji wtulilam się w Justina, on się cicho zasmial, po czym także mnie objął. Cały film tak przesiedziałam. Tak - wtulona w Justina. Film był naprawdę straszny. Jednak uświadomiłam sobie że jakoś tak w połowie nie patrzyłam na film tylko na Justina. Po chwili chyba też to zauważył zasmial się pod nosem i dał mi buziaka w policzek. Zrobiłam się czerwona i schyliłam głowę. Justin szepnął mi do ucha: 
-Dlaczego opuściłaś głowę? Przecież  tylko pocałowałem cię w policzek.
-Umm ale się tak długo na Ciebie patrzyłam i wiesz... no...mhm
-Av... nic się nie stało...
-ale jest mi głupio
-Lecz nie powinno
-Justin, wiesz,że dla mnie to nowe
-Wiem, ale...
-Justin, daj mi trochę czasu
-Okej
-Będzie dobrze
-Wiem... Na pewno będzie dobrze
-Chodzmy stąd-powiedział nagle
-Ale film...
-Jeszcze nie raz go zobaczysz, chodź. Pokażę Ci coś
- A co to takiego?
-Moje ulubione miejsce. Obiecuję, że Ci się też spodoba.
Wyszliśmy z kina i ruszyliśmy w stronę jakiegoś lasu. Byłam przerażona.
-Justin do kąd ty mnie prowadzisz?
-Zobaczysz. Spokojnie skarbie. Nic Ci nie zrobię. Jak bym w ogole mógł?
-Justin ja... ja.... Przepraszam
-Za co?
-Tak ogólnie
-To znaczy?
-Za to że non stop ci sprawiam kłopot...
-Jaki znów kłopot? Av gdybyś była dla mnie kłopotem, nie zaprosił bym Cię nigdzie. Ale nim nie jesteś i   naprawdę bardzo Cię lubię zrozum to w końcu.
-Jednocześnie bardzo ci dziękuje.
-To żaden problem
-To um... Gdzie idziemy?
-w moje tajemnicze miejsce
-A daleko jeszcze???
-Nogi Cię bolą?
-Tylko trochę.
-Wskakuj na barana!
-Justin?! Ty mówisz poważnie?! Jestem strasznie ciężka!!
-Wskakuj!
-Justin ale ja nie chcę żebyś się przemęczał.
-Avalanna!
-Muszę?
-Tak
-No doobra-wskoczyłam mu na plecy
-Jesteś lekka. W ogóle Ty coś jesz?
-Um... Tak... Ale często jem mało bo dzielę się z innymi
-Co masz na myśli?
-Wolę żeby maluchy się najadły
-Nie starcza tam jedzenia dla wszystkich?
-Czasami tak się zdarza....
-nie wiem co powiedziec
-Twoja mama bardzo pomaga
-przykro to mówić ale nigdy z nią nie rozmawiam
-Pattie jest przy mnie od kąd byłam mała
- opowiadaj dalej
-Jako jedyna się mną interesowała... Zawsze mówiłam jej wszystkie moje sekrety
-To dlaczego tam trafiłas i co tam się stało to dla Ciebie temat tabu prawda? 
-Tak i wolę narazie o tym nie opowiadać
-Okej, kiedyś przyjdzie na to czas. Rozumiem.
-Ile jeszcze?
-Jeszcze chwilka, nie bądź taka niecierpliwia skarbie
-Jussy ja już sama dojdę
-Dam radę, to tylko kawałeczek

-Czyli już nie daleko?-ucieszyłam się
-Tak-jak się okazało, przeszliśmy przez krzaczek, a to co zobaczyłam było po prostu cudowne. Był to widok na całe miasto, a nocą gdy wszystkie lampy były zapalone wyglądało to cudownie. Podeszłam niepewnie do barierki. Wychiliłam się, ale to był zły ruch. Nie wiedziałam, że mam lęk wysokości. Od razu doskoczyłam jak poparzona.
Justin szybko do mnie podbiegł i zapytał.
-Co się stało?!
-Chyba mam lęk wysokości..
-To może chodź już...
-Gdzie?
-Do mnie
-Okej, chyba już czas. Tak w ogóle to która godzina?
-Jest... Um 23:25.
-Juz jest tak późno?
-Jakie późno? Teraz zaczyna się życie w tym mieście
-Ja nigdy w życiu nie chodziłam do takiego późna. Nigdy, naprawdę nigdy nie widziałam miasta nocą!
-Dzięki mnie zobaczysz co traciłaś, ale to już nie dzisiaj, bo widzę że jesteś już zmęczona. Prawda skarbie?
-Troszeczkę. To był zdecydowanie najlepszy dzień w moim życiu!!!!
-Mój również. Kotku?
-Tak?
-Ufasz mi?
-Tak, a dlaczego...- nie dał mi dokończyć
-To powiesz mi co Ci się stało?
-Kiedy?-zmarszczyłam czoło
-Gdy byłaś mała...
-Justin...Okej. Tylko to pomimo co się stanie zostaje między nami. Jasne?
-Oczywiście
-I wiesz jakie jest to dla mnie trudne?
-Av... Uwierz mi...
-A więc jak wiesz, mieszkam w domu dziecka, można powiedzieć, ze od zawsze. Nie znam moich rodziców. Nawet nie chcę. Widocznie jak mnie tu oddali to mnie nie chcieli, więc ja nie będę się narzucała. Jak pojawiła się Pattie to ona zastąpiła mi mamę. Jest cudowną kobietą. Cieszę się, ze się tam pojawiła, jest taka ciepła, oddałabym za nią wszystko co mam. Wracając do tego zdarzenia.-w oczach miałam już łzy-Justin oni mnie tam...-teraz już szlochałam.
-Cii jestem tu i nigdzie się nie wybieram-przytulił mnie i jeździł opuszkami palców po moich plecach
-...oni mnie tam zgwałcili-jak tamto to był szloch to ja nie wiem co to teraz było
-Ale... Jak to?-patrzył na mnie z przerażeniem.
-Ja...ja nie wiem!
-Dlaczego???
-Justin... Ja nie wiem... Nic...
Nic nie powiedział tylko objął mnie w niedźwiedzim uścisku.
-Cii, spokojnie jestem tu dla Ciebie. Damy radę. Będziemy niepokonani. A tą sprawą sam się zajmę. Obiecuję.
-Justin ale nie musisz niczego robić
-Ale ja chcę! Chcę się dowiedzieć kto Ci tak spieprzył życie! 
Ale proszę nie płacz już, nie lubię patrzeć jak kobieta płacze a szczególnie taka piękna.-wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Nigdy nie dostałam takiego wsparcia. Oczywiście kocham Pattie i jej też wiele zawdzięczam.
-Dziękuję
-Wracajmy już do domu.
-Okej-szepnęłam
-Skarbie, zaufaj mi. Nie chcę Cię skrzywdzić.
-Trzymam Cię za słowo. Bo dobrze wiesz, że po takiej przeszłości nie jest kolorowo. Nie ufam nikomu, kocham tylko tych co na to zasłużyli.
-Wiem-szepnął i się we mnie wtulił. Po chwili poczułam ciepłą ciesz na mojej szyi.
-Justin.. Justin co się stało?
-Przepraszam ja nie mogę..
-Każdy ma dzień słabości. Wszyscy płaczą, nie jesteś mięczakiem. W ten sposób pokazujesz, że masz uczucia-chwyciłam jego twarz w obie dłonie-jesteś dobrym człowiekiem, pamiętaj. Nie ważne co zrobiłeś źle, bo każdy popełnia błędy, ale trzeba umieć je wybaczyć. Jesteś wyjątkowy-musnęłam jego usta. Dopiero po kilku minutach do mnie dotarło co zrobiłam
-Przepra...-wpił się w moje usta.
-Nic się nie stało. To było bardzo miłe.
-Justin my chyba nie powinniśmy...
-Dlaczego? Co jest w tym złego?
-To, że my nawet nie jesteśmy parą. Dopiero co się poznaliśmy, jesteśmy na dobrej drodze do przyjaźni, nie chcę tego zepsuć.
-Av, ja...
-Nie. Ja nie wiem co ty chcesz ze mną zrobić. Jak już powiedziałam wcześniej dopiero co się poznaliśmy.
-Av..
-Nie Justin.
-Błagam no...
-Jak w ogóle możesz, hm?!
-Mogę co?!
-Przed chwilą powiedziałam Ci o tym co przeszłam, jak jest mi trudno, a ty co?! Prosisz mnie tak właściwie o co?!
-Proszę Cię, żebyś dała nam szansę.
-Pamiętaj, nie jestem i nigdy nie będę jedną z tych Twoich zabawek!
-Nigdy, obiecuję-patrzyłam na niego zdezorientowana
-Co?
-Nie chcę mieć Cię jako zabawki. Nie jesteś taka jak one. Jesteś wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Idealna.
-Jus...-zagarnął mój kosmyk włosów i ułożył za uchem
-Tak, jesteś idealna dla mnie. Nie mów mi, że nie, bo wiem co mówię. Jesteś piękna, chcę abyś była moją małą księżniczką, która będzie miała księcia, który się naprawdę stara i teraz wie czego chce.-uśmiechną się delikatnie jakby obawiał się mojej reakcji
-A czego ten książę chce?
-Ciebie-szepnął
-Jak wiesz, jest to dla mnie zupełnie nowe. Od kad pojawiłes się Ty wszystko się zmienia. Oczywiście na lepsze-uśmiechnełam się ciepło-ale daj nam najpierw szansę na przyjaźń, jest to naprawdę ważne. Poznajmy siebie-ucałowałam go w policzek
-Przepraszam...
-Nie masz za co
-Mam. Za to, że jestem świnią, frajerem...
-Jus...
-Ciotą...
-Just...
-Kutasem, cipą...
-Zamknij się wreszcie!
-Co?
-Jesteś naprawdę uroczym mężczyzną. Każdy ma prawo czegoś nie wiedzieć i nie rozumieć. Jesteś tylko człowiekiem.

-To mi zaufaj. Nigdy nie chciałem Cię skrzywdzić. Chce mieć Cię przy sobie nie ważne w jakiej sytuacji i gdzie.



---------------------------------------------------------
Ufff... Nareszcie dodany. Nie był tak długo dodawany gdyż jedna z nas była w ciągłym wyjeździe.. Wiecie koniec roku, poprawanie... I takie różne duperele... Tak więc za niedługo zakończenie roku i może teraz rozdziały będą dodawane na bieżąco. Także do następnego rozdziału ♥♥♥
I pamiętajcie 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!