czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 8



"Ava wiesz co?" "Tak"

-Um.. już nic.
-Na pewno?
-Jasne. Wiem że się martwisz o Pattie ale jestem pewna że wszystko będzie dobrze.
Posiedzieliśmy tak z godzinę aż w końcu przyszedł lekarz i poprosił żebyśmy już wyszli, bo czas odwiedzin się skończył. Poprosiłam Justina aby odwiózł mnie do domu. Oczywiście się zgodził i ruszyliśmy w stronę parkingu. Juss otworzył drzwi od mojej strony, poczekał aż wejdę i za mną zamknął. W samochodzie było cicho lecz to nie była niezręczna cisza. Po 15 minutach drogi dojechaliśmy do "mojego domu". Pożegnałam się z Jussem i weszłam do domu. Przybiegła dyrektorka z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
-O mój Boże!I
"Od: Justin  
-Lecę do szkoły. Miłego dnia. Do widzenia!-rzuciłam do wszystkich domowników. Następnie podłączyłam słuchawki i zobaczyłam, że mam 2 sms'y.
"Od: Justin
Miłego dnia skarbie xx"
Odpisałam mu tym samym i przeczytałam 2 sms'a.
"Od: Justin
Zapomniałbym. Przyjadę po Ciebie do szkoły i pójdziemy zobaczyć mieszkanie xx"


-Tak. Mógłbym odwołać nasze jutrzejsze wyjście?
-Co jej jest?!-powiedziała spanikowana
-Ma złamaną lewą nogę w dwóch miejscach, połamane żebra i biodro. I jest w śpiączce...
-Nie wiadomo kiedy się obudzi.-powiedziałam szeptem.-Tak bardzo się boję...- nieco głośniej.
-Nie przejmuj się słoneczko. Może idź już spać-powiedziała z nutką troski
-Nie zasnę... Za dużo mam na głowie - powiedziałam lekko zamyślona - Chociaż spróbuj. Musisz być zmęczona. Poza tym jutro do szkoły idziesz
-Dobrze. Dobranoc.-przytuliłam ją, była zaskoczona i na początku nie odwzajemniła uścisku, lecz później delikatne gładziła moje plecy.
Weszłam na górę. Szybko chwyciłam piżamę, bieliznę i ruszyłam w stronę łazienki. Jeej była pusta więc nie musiałam czekać. Po prysznicu szłam po zimnych szarych płytkach w stronę swojego pokoju. Było zimno ale nie przeszkadzało mi to dopóki moja głowa aż pulsowała od nadmiaru myśli.Nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym wszystkim. Gdy już wszystko zaczęło się układać, coś musiało się spieprzyć. Zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam powiadomienie o przyjściu sms-a
Dobranoc księżniczko xx"
"Do: Justin 

Trzymaj się mój Księciu. Dobranoc xx"
Nie wiem czemu ale automatycznie zasnęłam. Dalej nie mogę uwierzyć że moja Pattie miała wypadek.
~*~
Obudziłam się o 6.00, byłam wyspana. Od razu popędziłam do szafy. Wybrałam ciemne jeansy i biały sweterek z wyciętym sercem na plecach. Było trochę po 6 jak ruszyłam do łazienki. Jest!!! Znowu pierwsza. Gdy się przebrałam, pomalowałam wróciłam do pokoju po rzeczy do szkoły. Chwyciłam plecak, telefon i słuchawki.
Autobus jak zwykle się spóźnił. Przyjechał 10 minut po czasie.
Weszłam do niego i ruszyłam w stronę pustego miejsca na końcu. Zawsze tam siadałam dopóki nie usiadłam pierwszy raz z Jussem. Założyłam, że nie będzie go dzisiaj w szkole. Zamyśliłam się tak, że słyszałam jakby mnie wołał. Zaraz nie wymyśliłam sobie tego, on naprawdę mnie woła. Czyli jednak jedzie do szkoły.
-Ava.. Halo!- machał mi ręką przed twarzą
-Przepraszam. Trochę się zamyśliłam
-A o czym tak myślałaś?
-O tobie.- czasami mogłabym ugryźć się w język.
-Ohhh...- uśmiechnął się szeroko i poruszał śmiesznie brwiami.- Siadaj obok mnie-dopowiedział
-Okey. Myślałam, że nie pojedziesz dzisiaj do szkoły.
-Miałem nie iść ale wtedy nie zobaczyłbym swojej księżniczki.
-Aha... Czyli kogo?-zapytałam
-Ciebie księżniczko-poczułam jak się rumienię
-Justin!-krzyknęłam na niego
-Wiesz, że kocham jak się rumienisz?
-Wiem... Ale nie lubię jak do tego doprowadzasz. Dzwonili do ciebie w sprawię Pattie?
-Niestety nie. Jadę do niej dzisiaj po szkole. Jedziesz ze mną?
-Oczywiście. To było głupie pytanie.
-Ava... Pamiętaj, że jeszcze jedziesz ze mną żeby obejrzeć dla ciebie mieszkanie. Chociaż mogłabyś zamieszkać z nami.
-Z nami?- zapytałam
-Ze mną, Pattie.
-Nie Justin! Nie chcę się wam narzucać.
-Skarbie jesteś jak rodzina.
-Juss. Nie zgadzam się, chcę mieć własne mieszkanie.
-Proszę. Za niedługo i tak będziesz miała osiemnaste urodziny. Co będzie jak nie znajdziesz mieszkania?
-Nie wiem. Zastanowię się jeszcze.
Gadaliśmy całą drogę do szkoły. Prawie każda wypowiedź Justina kończyła się prośbą o to żebym się do niego wprowadziła. Prawie wymiękłam jak powiedział, że nie lubi być sam w domu. Szliśmy przez korytarz aż spotkaliśmy Ryan'a.
-Siema Bieber, hej Av.
-Hejka-powiedziałam jednocześnie z Justinem
-Idziecie dzisiaj na imprezę do Tom'a?
-Ja nie mogę.-znowu razem powiedzieliśmy
-Jak to nie możesz iść Bieber.-zapytał Ryan
-Muszę zająć się moją mamą
-A co się z nią stało?!
-Wiesz... Um...-zaciął się
-Miała wczoraj wypadek.-powiedziałam za Justina
-To może ci pomogę?-zapytał Ryan z nutką troskliwości. Awwwwww... Ryan jest taki słodki... Lecz Justin i tak jest słodszy.
-Nie musisz Ryan. Już ja pomagam. -powiedziałam ze słodkością w głosie.
-Idź na imprezę do Tom'a.-powiedział Justin.
-Jaką imprezę?! Nie ma ciebie to nie ma wtedy imprezy tylko jakieś nudne spotkanie towarzyskie.
-Oj Ryan nie przesadzaj. Aż tak nudno nie będzie.-powiedział Justin- Przy okazji załatw mi jakiś towar.-to powiedział ciszej myśląc, że go nie słyszę.
-Nie Justin!!! Chyba oszalałeś!!!! Ryan masz mu nic nie załatwiać. Zrozumiano?!-wtrąciłam się w ich rozmowę
-Słyszałeś Avalannę Bieber nic Ci nie załatwię-mrugnął do Jussa okiem.
-Oh...?! Czyżby?! Jak weźmiesz to świństwo to nigdy się do ciebie nie odezwę. A i zapomnij o mnie w swoim domu. Chyba, że przyjdę odwiedzić Pattie.
Zaczęłam ruszać w stronę sali do matmy. W oddali usłyszałam:
-Ava zaczekaj! Proszę!-nie zareagowałam. Szłam dalej.
-Księżniczko stój!-dalej mnie wołał. Tym razem się zatrzymałam i odwróciłam się na pięcie.- Ava ja tylko żartowałem.
-Jakoś Ci teraz nie wierzę Justin.
-Skarbie ja naprawdę tylko żartowałem. Nie mów do mnie Justin. Bo wtedy czuję jakbyś była na mnie zła a nawet i wściekła.
-Bo jestem. Justin byłeś złapany już kilka razy na braniu maryhy. Na pewno żartowałeś?
-Tak! Oczywiście! Masz rację ale ja już naprawdę z tym skończyłem.
-Juss...
-PRZEPRASZAM, nie chciałem żebyś się aż tak wkurzyła. Naprawdę żartowałem
-Juss...
-Ava, wybacz proszę.
-Justin. Wierzę Ci i ufam. Przecież już ci to wczoraj mówiłam tylko nie chcę aby ktoś w moim towarzystwie brał takie świństwo.
Przytuliliśmy się do siebie, gdy nagle zadzwonił dzwonek na lekcje. Byliśmy przy sali od matematyki a tam mieliśmy pierwszą lekcję. Weszliśmy do środka, a pani Johnson jeszcze nie było. Dziwneeee... Nigdy się nie spóźniała. Juss i ja usiedliśmy w ostatniej ławce przy oknie. Nauczycielka nie pojawiała się dość długo więc ktoś musiał iść do dyrektorki, a że nie było dzisiaj naszej przewodniczącej to ja musiałam, bo jestem jej zastępczynią. Choć wpadałam na genialny plan. Jak w sali jest cicho to nikt do niej nie wchodzi, bo nauczyciel wtedy myśli, że jest sprawdzian. Dlatego namówiłam klasę (z drobną pomocą Justina) żeby starała się być cicho. Tylko nie za cicho, bo jak jest za cicho to woźny coś podejrzewa. Cała godzina minęła mi na gadaniu z Justinem, a klasa była mi wdzięczna za ten pomysł. Nikt się nie spodziewał, że JA taka grzeczna dziewczynka może coś takiego wymyślić. Gdy wychodziłam z sali złapałam Justina za rękę i ruszyliśmy w stronę sali od w-f'u. Nie jesteśmy parą ale lubię właśnie tak z nim chodzić. Podeszliśmy do szafek aby wziąć nasze stroje na w-f i odłożyć podręczniki od matmy, które i tak nam się nie przydały. Wszyscy się na mnie patrzyli z..... Zazdrością? Chyba tak. Czyżby pomyśleli, że jesteśmy parą? Justin mrugnął do mnie okiem. Przeszliśmy przez cały korytarz dochodząc do szatni od w-f'u. Pożegnałam się z Jussem i ruszyłam w stronę mojego sektora szafek. W oddali zobaczyłam Caroline. Podeszła do mnie.
-Hej, Ava!- powiedziała do mnie z radością.
-Hej-mruknęłam
-Co jest?!
-Um... Czemu nie odebrałaś ode mnie wczoraj telefonu?
-Dzwoniłaś do mnie?
-Tak...
-Oh..Sorry... Nie mogłam znaleźć telefonu. Dlatego mam teraz ten.-pokazała mi swojego nowego iPhone'a.
-Serio?! Caroline następny telefon zgubiłaś??? To chyba już dziesiąty w tym miesiącu.
-Um... Nieeee... To dziewiąty.
-Ugh... To podaj mi nowy numer do siebie.
-Poczekaj sprawdzę, bo jeszcze nie pamiętam.-chwilę pogrzebała w telefonie.- 536-907-8356
-Okej, dzięki.-zapisałam sobie na moim telefonie.
-Ava musisz sobie kupić porządny telefon.
-Oj... Car wiesz, że mnie nie stać. Moje oszczędności są na moje nowe mieszkanie, nie na jakiś super nowoczesny telefon. Wystarcza mi ten co mam.
Rozmowę przerwał nam dzwonek. Weszłam do szatni aby się przebrać. Złapałam za koszulkę i szybko ją zmieniłam. To samo zrobiłam ze spodenkami. Zasznurowałam moje adidasy i ruszyłam w stronę hali sportowej. Jak zwykle byłam pierwsza. Nie czekając na resztę dziewczyn zaczęłam swoją własną rozgrzewkę. Przebiegłam pięć okrążeń, a dziewczyny zaczęły się zbierać jak kończyłam szóste okrążenie. Po rozciągałam się chwilę i przyszedł nasz trener. Oznajmił, że dzisiejszą lekcję mamy z chłopakami. Chłopaki zaczęli się zbierać. Ostatni na salę wbiegł Justin. Uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Okej zaczynamy! Panie Bieber prowadzi pan dzisiaj rozgrzewkę.-wszyscy zaczęli biec za Justinem. Ja byłam wyjątkiem. Podeszłam do trenera.
-Trenerze ja już sobie zrobiłam rozgrzewkę.
-Ile kółek?
-Sześć plus rozciąganie.
-Świetnie. To idź teraz do magazynu po piłkę do siatkówki.
-Okej.
Poszłam do magazynu. Wzięłam piłkę i wyszłam z magazynu. Skończyli już rozgrzewkę. Podzieliliśmy się na drużyny. Moja drużyna (tak to ja byłam liderką) grała kontra „Justin i Ryan pack”. Kochałam tak na nich mówić jak ich nienawidziłam. Czyli jeszcze jakieś tydzień temu. Pierwsze serwy miałam ja. Ugh nie lubię serwować no ale mówi się trudno. I tak minął nam cały w-f. Wygrałyśmy 3:0. Myślę, że chłopaki dali nam wygrać. Jako pierwsza wyszłam z hali i od razu udałam się pod prysznic. Szybko się odświeżyłam i przebrałam. Po drodze do szafki spotkałam Justina. Miał on teraz chemię z panią Roadster, a ja z panem Grfĕr. Justin odprowadził mnie pod moją salę i ruszył w stronę swojej. Zadzwonił dzwonek. Weszłam do sali i usiadłam za Ryan'em i Chris'em. Razem ze mną usiadła Caroline. Chwilę później do sali przyszedł nauczyciel i zaczął prowadzić lekcje. W połowie lekcji przyszła do nas pani Roadster. Porozmawiała chwilę z panem Grfĕr i wyszła.
-Razem z panią Roadster uznaliśmy, że przydałoby się przeprowadzić z wami jakiś projekt, a że w waszej grupie jest nie równy podział chłopców i dziewcząt połączymy was z grupą pani Roadster. Będziecie podzieleni na pary damsko-męskie. Dziewczęta będą losowały imiona chłopców.- wypowiedź przerwało mu wejście do sali, grupy drugiej wraz z ich nauczycielką.- Dziewczęta proszę o ustawienie się w kolejności występowania w dzienniku.
-----**-----
Losowała teraz Caroline, a w dzienniku jestem po niej.
-Ryan- szepnęła do mnie z uśmiechem. Caroline od zawsze w nim zakochana. Teraz kolej na mnie. Podeszłam do koszyka i wyciągnęłam pierwszą kartkę. Odwinęłam ją. Wylosowałam... JUSS'A! Justin siedział z Tom'em i patrzył na mnie. Poszłam w stronę ławki Chris'a. Justin'owi uśmiech znikł. Mrugnęłam do Chris'a okiem i od tyłu podeszłam do Juss'a. Pokazałam mu karteczkę, i choć dalej nie wiedział, że jest moja uśmiechnął się. Odwrócił się do mnie i od razu wyszczerzył swoje białe ząbki w pięknym uśmiechu. Oh Juss potrafisz być taki zmienny w nastrojach. Normalnie jak nie jedna kobieta w ciąży.
-Aż tak się cieszysz, że jestem z tobą w parze?
-Mhm... Nie słyszałaś jeszcze tematu, prawda?
-No nie. Mam się bać? Jest aż taki zły?
-Dla mnie jest świetny. Nie powinnaś się bać.
-Dzieciaki cicho!- krzyknął pan Grfĕr.
-Temat brzmi.... Werbel proszę!-pan Grfĕr zaczął uderzać długopisami o ławkę.-Wasz temat brzmi: „Chemia nie tylko dziedzina naukowa ale także uczucie między ludźmi”. Projekt realizujemy przez dwa miesiące. Podczas tego okresu musicie zachowywać się jak małżeństwo. Czyli mieszkać ze sobą, spać ze sobą. Wszystko to co robią mąż z żoną. Tylko jest pewien problem. ŻADNEGO ROBIENIA DZIECI. ZROZUMIANO?! Przy wychodzeniu z sali dziewczęta proszone są o pokazanie waszych imion partnerów.-popatrzyłam na Caroline. Była szczęśliwa. Ja w sumie też. Ale uważałam, że nie powinniśmy dostawać takich zadań.
-Ava to co na razie nie potrzebujesz mieszkania?
-No, na razie nie Jussy. 
_____________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ