Usiedliśmy przy stole i ochoczo jedliśmy. W pewnym momencie odezwał się Justin.
-Świetnie gotujesz.-pochwalił z uśmiechem.
-Dziękuję.-odwzajemniłam uśmiech.
-To wspaniałe nie uważasz?
-Ale co?
-To wszystko. Nagle się zapoznajemy. Następnie stajesz się dla mnie bardzo ważna, najważniejsza, a teraz jeszcze ten projekt, który pozwoli nam poznać bliżej siebie. To niesamowite prawda?
-Zbieg okoliczności.
-Nie podoba Ci się to wszystko?-w jego głosie usłyszałam trochę wyrzutu, żalu, smutku.
-Justin nie bierz tego do siebie ale uważam, że to się dzieje za szybko.
-Rozumiem.-wrócił do jedzenia. Do końca posiłku nie zwracał na mnie uwagi-Dziękuję było pyszne-wstał i wstawił naczynia do zmywarki. Później wyszedł nie wiadomo gdzie.
Zadzwoniłam do niego ale się rozłączył. Tak samo przy następnych kilku próbach.
Włączyła się sekretarka.
-Justin proszę oddzwoń.
Usiadłam na kanapie mocno ściskając telefon w dłoni. Mijały godziny, a go nie było. Nie starczyło mi już łez. Oczy miałam całe spuchnięte, a go nadal nie było. Uznałam, że jest dość późno dlatego poszłam się umyć. Weszłam do pokoju i wyciągnęłam piżama. Szybko się umyłam i wyszłam spod prysznica. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam na łóżku Justina.
Wpadłam w histerię. Uklęknęłam na podłodze i zaczęłam ryczeć.
Justin szybko do mnie podszedł.
-Przepraszam Cię księżniczko-powiedział cicho. Zaczęłam go uderzać pięściami o klatkę piersiową.
-Nienawidzę Cię!!-nic nie powiedział tylko przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Przepraszam-pierwszy raz zobaczyłam jak płacze. Przytuliłam go, ale nic nie powiedziałam. Potrzebowałam ciszy.
-Jesteś zmęczona?
-Tak, bardzo.
-To chodź się położymy. Księżniczko ja na prawdę przepraszam. Nie wiem czemu tak się zachowałem.
-Justin, zapomnijmy o tym. Szczególnie teraz.
-Byłem u mojej mamy. Jej stan się polepszył ale dalej jest w śpiączce
-Cieszę się. To na prawdę wiele dla mnie znaczy-wtuliłam się w niego mocniej.- Idź się umyć Juss.
-Okej, zaraz będę-pocałował mnie w policzek. Położyłam się na łóżku i nie wiem kiedy ale usnęłam. Poczułam tylko jak Justin całuje mnie w głowę.
Obudziłam się rano przytulona do Justina. Zaczęłam mu się uważnie przyglądać. Oczy miał czerwone. Prawdopodobnie przez łzy. Ale dlaczego płakał? Wyrwała się z jego uścisku nie budząc go przy tym. Postanowiłam zrobić nam śniadanie.
Jak najciszej otworzyłam drzwi i ruszyłam w stronę kuchni. Postanowiłam zrobić ulubione danie Justina- naleśniki. Przygotowałam sobie wszystkie produkty i zabrałam się do pracy. Po 10 minutach wszystko było gotowe więc nałożyłam na talerze i zaniosłam na górę. Justin jeszcze spał. Postawiłam jedzenie na stoliku i lekko zaczęłam go budzić.
-Justin kochanie wstawaj-szturchnęłam nim lekko.
-Jeszcze minutkę-powiedział zaspanym głosem
-Jussy wstawaj-musnęłam jego usta.
-Takie pobudki to ja mogę mieć codziennie.-uśmiechną się lekko. Widziałam jego oczy i wiem, że nie miał dobrego samopoczucia.
-Justin?
-Tak skarbie?-zapytał z troską w głosie
-Dlaczego płakałeś?-zapytałam smutno.
-Nie chcę o tym teraz rozmawiać, możemy później? Proszę.
-Jasne misiu.-uśmiechnęłam się prawie niezauważalnie.
-To teraz. Dlaczego mnie obudziłaś?.. Jest dopiero 9.
-Zrobiłam Ci śniadanie, a po za tym chciałabym z tobą spędzić miło dzień.
-Ojej jak słodko-szybko pocałował mnie w czoło i przytulił mnie mocno. Z oczu zaczęły lecieć mi łzy.
- Jejku nie płacz.
-Ja Cię przepraszam Justin...
-Za co?-zapytał zmieszany.
-Tyle dla mnie zrobiłeś. Pomagasz mi i w ogóle, ale ja się boję...
-Czego się tak bardzo boisz?
-Że któregoś dnia po prostu mnie zostawisz... Tak jak moi rodzice...
-Księżniczko masz rodziców tylko nie wiesz gdzie... Nie chciałabyś ich znaleźć, poznać?
-Justin. Po co mam ich szukać skoro to oni mnie zostawili?
-Żeby o to ich zapytać. Dlaczego Cię zostawili.
-Jussy ja nie chcę mieć nic z nimi wspólnego.
- Okej to jest twoje życie.
- Ale ty jesteś jego częścią.
- Av...
- Tak mój księciu?
- Przepraszam...
- Wiem Justin.-pocałowałam go szybko w usta i podałam mu talerz z jedzeniem. - A teraz smacznego.
Gdy wstałam z łóżka Justin złapał mnie za dłoń.-Jadłaś coś?
-Nie. Nie jestem głodna.
-Kochanie, musisz jeść. Martwię się.-powiedział smutno.
-Misiu czuję się dobrze, na prawdę.
-Zostajesz ze mną i jemy razem.-uśmiechnął się, lekko pociągną mnie tak, że usiadłam z powrotem na łóżku.
Wzięłam tylko łyk soku pomarańczowego i zjadłam kawałek naleśnika. Justin dokończył jeść i zeszliśmy na dół.
-Co chcesz dzisiaj robić? - zapytał Justin.
-Chodźmy na spacer po parku. Kiedyś to było moje ulubione zajęcie.
-Oczywiście. Dla Ciebie wszystko kochanie-przytuliłam go mocno. - Gdzie jest ten park? Może zrobimy sobie w nim piknik? - zaproponował Justin
-Justin, mieszkasz tu tyle czasu i nie wiesz gdzie jest park? Jasne, czemu nie.
- To pójdę na szykować jedzenie.
- Justin nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
-No nie wiem. Nigdy tam nie byłem.
- Na prawdę?! To nie wiesz co traciłeś.
- Co chcemy na piknik? -zapytał Justin.
-Sok pomarańczowy, owoce, kanapki...
- Chcesz zrobić kanapki? - zapytał śmiesznie poruszając brwiami.
-O nie nie nie! Ja robiłam naleśniki-pocałowałam go w usta, a on przedłużył pocałunek.
- No dooooobra.
Poszłam do spiżarni po sok pomarańczowy. Zeszłam powoli po schodach, bo znając moje szczęście bym się na pewno wywaliła. Sięgnęłam po dwie butelki soku. Pod nogami zobaczyłam dwa szczury, zaczęłam piszczeć i skakać. Potknęłam się i upadłam na twardą nawierzchnię, a soki rozbiły mi się w rękach. Justin szybko przybiegł i do mnie podbiegł.
- Cholera księżniczko co Ci się stało?! -próbowałam wstać ale nie mogłam, bo straszny ból przeszył moją rękę.
-Aaaaa!
- Chyba złamałaś rękę. Musimy z tym jechać do lekarza. Teraz. Złap się za moją szyję a ja cię podniosę. Ugh... I nici z naszego pikniku. -ból był okropny. Nawet płacz nic nie dawał. Chciałam aby już było po wszystkim.
- Justin to boli.
- Wiem skarbie ale musisz jeszcze chwile wytrzymać. - Pocałował mnie delikatnie
Szybko zaniósł mnie do samochodu i zaraz sam do niego wszedł. Jechał na prawdę szybko, ale nie zwracałam na to uwagi. Chciałam się jak najszybciej pozbyć tego strasznego bólu.
Po niecałych pięciu minutach byliśmy na miejscu. Justin zaparkował jak najbliżej wejścia. Szybko podniósł mnie z fotela. Zaniósł mnie na ostry dyżur. Chwilę pogadał z pielęgniarką i zaraz siedziałam już na wózku inwalidzkim. Pojechali ze mną do jednej z sal szpitalnych, położyli na łóżku i kazali chwilę poczekać. Ból był nie do zniesienia. Na szczęście po chwili przyszedł lekarz.
-Nie założymy pani gipsu, ponieważ jest on za ciężki (6kg) i to jest już bardzo staroświecka metoda. Dlatego trzeba będzie kupić specjalny stabilizator.
- Stabilizator? - zapytałam zaskoczona.
-Tak. Będzie pani musiała nosić go przez 3 miesiące, a później uczęszczać na rehabilitację.
- Ugh. .. Czyli to poważnie wygląda?
- Tak. Czeka na panią przed drzwiami jakiś młodzieniec. Chce pani abym go zawołał?
-Jasne.-uśmiechnęłam się lekko. Po chwili w sali zjawił się Justin z czekoladkami.
-Jak się czujesz kochanie?
- Już lepiej ale teraz przez trzy miesiące muszę chodzić w stabilizatorze.
-Czyli przez trzy miesiące jesteś zależna ode mnie?
-Chyba tak- zaczął śmiesznie poruszać brwiami.
- Możemy już wracać do domu. Nie chcę tutaj już być. Proooszę.
-Okej skarbie-pocałował mnie w usta, ale teraz ja przedłużyłam pocałunek. Gdy już się od siebie lekko odsunęliśmy, Justin się do mnie uśmiechną.
-Przepraszam-szepnęłam mu niemal w usta.
- Za co skarbie?
-Zepsułam nam cały dzień...
- Nie zepsułaś. Przynajmniej teraz mam pretekst do opiekowania się tobą. Będziesz czuła się jak księżniczka.
-Kochanie ja już czuję się jak księżniczka.
- Jeszcze nie wiesz na co mnie stać. - pocałował mnie delikatnie w usta
-Niedługo się to okaże.
- Załatwiłem ci do stabilizatora. To taka podstawka dzięki ktorej łatwiej będzie Ci utrzymywać stabilizator.
-Liczyłam na to, że będziesz mnie nosił-zaśmiałam się, lecz Justin nie poją tego chyba jako żart, bo w następnej sekundzie chciał mnie podnieść-Justin żartowałam!
- Trudno.
-Justin puść mnie!
-Na pewno tego chcesz?
-No nie wiem...-cmoknęłam go szybko w usta
-Nie puszczę cię, nie chcę abyś się męczyła.
Podniósł mnie jednym płynnym ruchem. I już byliśmy przy samochodzie gdy do Justina zadzwonił telefon.
-Yo Usher...Nie mogę... Spierdalaj... Odpierdol się!- rzucił telefonem.
- Co się stało Jussy?
- Nic. Jesteś głodna?
-Jak chcesz... -Odpowiedziałam z rezygnacją-Nie jestem.
- Księżniczko, nie przejmuj się. Na prawdę nic się nie dzieje. To co jedziemy na piknik?
-Nie wiem J-popatrzyłam na moją rękę.
- To może zrobimy sobie maraton filmowy u nas w domu? Bo jednak miałem głupi pomysł z tym piknikiem gdyż nie możesz się przemęczać.
-Jestem za!
Jechaliśmy około 20 minut. W między czasie rozmawialiśmy o tym jak to będzie z nami w szkole. Gdy dojechaliśmy Justin podał mi kule i podał mi klucze.
- Księżniczko muszę jechać na chwilę do miasta. Jakbyś mogła to naszykuj filmy które chcesz oglądać i połóż je w sali kinowej.
-Dobrze-doczołgałam się do szafki pod telewizorem i zaczęłam przeglądać filmy-Justin!
-Tak skarbie?
-Mam 2 pytania. Za ile będziesz?
-20 minut a co?
-Tak pytam. A drugie to: po cholerę Ci to?!
-Fu! Justin!
-Jednak nie muszę nigdzie jechać. -Dlaczego jednak nie musisz nigdzie jechać?
-Bo Usher napisał mi że jednak nic ode mnie nie chce
-Okej. To który oglądamy?
-Może "Wilk z Wall Street"?
-Zawsze chciałam to obejrzeć.-uśmiechnęłam się.
-Okej. To ja pójdę po jakiś popcorn czy coś a ty usiądź i się nie przemęczaj.
-Nigdzie nie idź. I tak Cię prawie nie ma. Chodź do mnie.
-Ale do kuchni tylko...
-No chodź już!-pociągnęłam go za rękę.
-No dobrze księżniczko. -Justin usiadł i od razu mnie przytulił.
-To włączaj, księżniczko. - sięgnęłam po pilot i wcisnęłam przycisk 'play'.Zaczęliśmy oglądać. Justin w między czasie prawie cały czas mnie całował. Co mnie kompletnie dekoncentrowało .
-Jussy!
-Co się stało kochanie?
-Przestań mnie dekoncentrować. Ja tu próbuję oglądać film.
-Przepraszam... Ale...
-Tak?
-Po prostu... Nie mogę się Tobą nacieszyć.
-Justin będziesz miał jeszcze dużo czasu na na cieszenie się mną. A teraz daj mi dokończyć oglądać ten film.
-A co jeśli nie?
-Oj no Justin! Proszę...
-Okej. Dam Ci spokój.-uśmiechnął się.
- Ale zostaniesz ze mną?
-Nigdzie się nie wybieram kochanie.
- To dobrze, bo nigdzie Cię nie puszczę-przytuliłam go i pocałowałam w czoło.
-Mam taką nadzieję.
Wtuliłam się w niego i kontynuowałam oglądanie. Nagle usłyszałam głośne walenie do drzwi. Justin zerwał się z fotela i je otworzył. W drzwiach ujrzałam Caroline z Ryan'em.
-Co się stało, że musieliście tak głośno walić w te drzwi?! Jeszcze chwilę a byście je wywarzyli!
- Mogliście być bardzo zajęci. Więc chcieliśmy wam przeszkodzić-powiedział Ryan
-Spokojnie, tylko oglądaliśmy film.
- Szkoooda...-powiedział smutno Ryan
-Zamknij się!- krzyknął Justin.
- Chcecie obejrzeć z nami film? -zapytałam
-Jasne. Prawda Ryan?
-Oczywiście. Kurwa Av co Ci się w rękę stało? Justin?!
-Justin nic nie zrobił. Przewróciłam się. To tyle.
-Na pewno?
-No chyba nie sądzisz, że ja to zrobiłem co?!
- Spokojnie Ryan. Poszłam do spiżarni po sok i przestraszyłam się myszy. Wywróciłam się i złamałam rękę.
-Okej. A co oglądaliście?
- Ej właśnie co oglądaliśmy księżniczko?
- Wilk z Wall Street. Sam ten film wybrałeś.
-Ale zapomniałem bo...
- Wiem dlaczego... Caroline idziesz zrobić ze mną popcorn i coś tam jeszcze?
-Tak, nie zostanę tu z nimi patrząc jak się macają-zaśmiałam się i wzięłam ją za rękę prowadząc do kuchni.
-A teraz tak na serio... Co Ci się stało w nogę?
-Już Ci mówiłam. Której części nie rozumiesz?!
- Jezu Av wszyscy wiedzą ,że aż tak niezdarna to ty nie jesteś.
-Justin na pewno tego nie zrobił! Czemu wszyscy tak uważają?!
- Nie wiem. Ale w szkole przejdziesz piekło i Justin też.
-Niby dlaczego?
- Nie możesz przyjść ze złamaną nogą do szkoły
-Dlaczego?
- Jezu Av nie rozumiesz, że wszyscy już wiedzą że jesteście parą i oskarżą o to Justina
- I tak nie mogę chodzić na razie do szkoły lekarz mi tak kazał. Więc nie masz co się martwić
-A co z lekcjami? Twoja frekwencja?
- Mam zwolnienie. Car nie każ mi chodzić do szkoły.
-Nie każe... Ale... Szkoła zawsze była dla Ciebie najważniejsza...
-Bo to była moja ucieczka od problemów... Teraz mam Justina. Na prawdę mi pomaga.... Ranisz mnie mówiąc, że on krzywdzi mnie fizycznie... Jest dobrym człowiekiem. Jestem pewną, że nie podniósł by na mnie ręki...
-To prawda-usłyszałam głos Justina.
- Justin ja... ja...-Zaczęłam
-Nie tłumacz się księżniczko... Możesz mnie zostawić z Caroline na chwilę samych?
- Mhm... Oczywiście... Już idę-pocałowałam go szybko w usta szepcząc ciche "Przepraszam za nią".
Nic nie powiedział tylko się uśmiechną. W jego oczach widziałam to, że Carls go skrzywdziła. Nie jest idealny, nikt nie jest. Całe życie był uznawany za złego a wcale nim nie był. Nie znoszę pochopnego oceniania ludzi. Odeszłam trochę ale na tyle aby jeszcze słyszeć o czym gadają.
- Co ty jej zrobiłeś?!
- Nic, przysięgam.
- Justin!! Nie taka była umowa...-jak to usłyszałam zamarłam.
- Cicho Bądź bo Jeszcze Av usłyszy. -nic nie powiedziałam. Ze łzami w oczach wybiegałam z domu. Kierowałam się w stronę jeziora. Gdy już tam dobiegłam nie mogłam wytrzymać i wybuchłam płaczem. Wiedziałam, że to nie było prawdziwe. To wszystko byli zaplanowane. Przez długi czas się złościłam, ale później wszystko dotarło do mnie że zdwojoną siłą i rozbiłam się jak porcelanowa lalka. Nie chciało mi się żyć. Weszlam do zimnej wody, a później wspiełam się na bele wystające z wody. Zaczęłam po nich chodzić. Gdy doszłam do ostatniego. Zatrzymałam się. Przypominałam sobie wszystko. Ten czas spędzony z Justinem i Caroline. Gwałt. Chciałam już skoczyć ze świadomościa, że nie mam gruntu i braku umiejętności pływania.
-Av! Nie rób tego!-błagał.
- Nie Avalanno. Proszę. Zejdź do mnie. Porozmawiajmy.
-Sam wiesz ,że nie mamy o czym. A jak skoczę to będę mogła skończyć to swoje beznadziejne życia. Ja Ci uwierzyłam. Myślałam, że w końcu znalazłam kogoś kto pokocha mnie. Jednak teraz widzę ,że to było tylko złudzenie. Pogrywałeś sobie mną. Bawiłeś się moimi uczuciami. Chce tylko usłyszeć dlaczego?-jeszcze raz wybuchłam płaczem i usiadłam na tej belce.
-Nic nie rozumiesz...
-Nie rozumiem! Masz pierdoloną rację! Nie wiem jak możesz być takim bezdusznym palantem! Nie wiem tego!
-Proszę, chodź tu!
Milczę.
-Błagam
-Chcesz abym stąd zeszła bo nie chcesz mieć mnie na sumieniu! Wiem to! Możesz już się ze mną żegnać. -Wstałam.-Masz trzy sekundy!-przyzegnalam się.-trzy... dwa...
- Nie! Stój! Błagam!-wybuchł histerycznym płaczem- Nie odchodź! Proszę! Nie zostawiaj mnie! Księżniczko zejdź to Ci to wszystko pokoleji opowiem. Tylko nie skacz! Błagam!-ukląkł na kolana- Przepraszam! Błagam zejdź z tamtąd
-Nie mam cholernego zamiaru! Niby po co?! Żeby usłyszeć same kłamstwa! Jesteś hipokrytą!-płakałam- Nienawidzę cię! Zniszczyłeś mnie do końca! Ty i tamta pieprzona suka! Do diabła z wami!-z kieszeni wyjęłam scyzoryk- To jest rzecz, której nie użyłam od wieków! Możesz wybierać. Mam skakać czy wbić sobie to prosto w moje zniszczone serce?
Cisza.
-No mów!!
Czułam jak ulatują ze mnie uczucia i staję się potworem.
-Jak się zabijesz to ja zaraz po tobie, bo życie bez ciebie nie ma sensu. Nie zabijaj się proszę a obiecuję że więcej się do ciebie nie zbliżę. Obiecuję
-Pieprzysz głupoty! To był zakład! Nawet mnie nie chciałeś!
- Na początku tak myślałem... Ale się w tobie zakochałem. Proszę księżniczko....
-Nie mów tak do mnie...-nie miałam siły. Te wszystkie emocje spowodowały, że mdlałam. Usłyszałam tylko niewyraźne "Nieee" i plusk.
Przebudziłam się w szpitalu.
- No ładnie panno Routh dwa razy jednego dnia?-powiedział prawdopodobnie lekarz -Nie wiedziałam o czym mówi.
-O co chodzi?!-krzyknęłam wystraszona.
- Pan Bieber przywiózł tutaj panią nieprzytomną i całą mokrą
-Dlaczego? Co się stało?
- Szczerze to nie wiem ale mogę go zawołać
-Dziękuję. - Justin kilka sekund później był już przy moim łóżku. -Juss co się stało?
-Ja przepraszam... Ty nic..
-O co chodzi?!- przerwałam.
-N-nic nie pamiętasz?!
- Kompletnie.... Powiesz mi w końcu co się stało? !
-Na razie się nie przemeczaj. Jak wyjdziesz to Ci powiem...-powiedział jakby nieobecny.
-Justin..
-Nie! Prawie Cię straciłem...
- A powiesz mi chociaż dlaczego rękę mam w gipsie?
-Złamałaś ją po tym jak przestraszyłaś się szczura u mnie w piwnicy.
- Ugh... Jaka ja jestem nie zdarna
-To nie twoja wina.
- Ani twoja.
- Ale to przeze mnie teraz tu leżysz. Musisz mi coś obiecać.
- Obiecuję.
- Nie zostawisz mnie bez względu na to dlaczego się tu znalazłaś.
- Okey.
-Zaraz Ryan po nas przyjedzie.
- A będzie z nim Caroline?
- Raczej nie.
- Szkoda....-zrobiłam smutną minę.
- Księżniczko?
- Um?
-Przepraszam.
poniedziałek, 22 września 2014
Rozdział 10
Subskrybuj:
Posty (Atom)