środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 3

Musiałam szybko wyskoczyć spod prysznica. Weszłam do pokoju i zaczęłam się ubierać. Lekko się jeszcze pomalowałam tak aby prawie go nie było widać. Gdy już skończyłam poranną toaletę poszłam po mój plecak do pokoju. Na nim zobaczyłam malutką jasnofioletową karteczkę zgiętą na pół. Podeszłam do plecaka i otworzyłam ją. Była ona od Pattie. "Pamiętaj że idziemy dzisiaj na zakupy. Podjadę pod twoją szkołę zaraz po twoich lekcjach". Uśmiechnęłam się głupio. Chwyciłam plecak i szybko wyszłam z pokoju. Ruszyłam szybko. Po drodze spotkałam naszą opiekunkę, ciepło ją przywitałam i wyszłam z domu. Podeszłam na przystanek i akurat przyjechał autobus. Weszłam do środka i zobaczyłam, że było tylko jedno wolne miejsce. Przy którym nie siedział nikt inny tylko Justin. Uśmiechnęłam się i nieśmiało ruszyłam w jego stronę. Na jego twarzy też widniał uśmiech. Taki podobny trochę do zalotnego. Usiadłam koło niego i nic się nie odzywałam. Jednak to nie była niezręczna cisza.
-Witaj Alavanno-powiedział śmiesznym tonem
-Chyba Avalanno...- odpowiedziałam
-Jejku, ale ze mnie ciołek. Przepraszam.
-Nic się nie stało.- uśmiechnęłam się do niego i zachichotałam. Zauważyłam też , że się zarumienił.
-Nie, nie wierzę. Justin Bieber się rumieni?
-Maleńka jestem zdolny do wszystkiego.
Teraz to ja się zarumieniłam. Resztę drogi odbyliśmy w ciszy. Trochę było niezręcznie. Na szczęście po 15 minutach autobus się zatrzymał i wysiedlismy pod szkołą. Gdy już miałam wchodzić do szkoły, Justin złapał mnie za rękę i przytulił. Byłam zdziwiona. Nie wiedziałam co mam zrobić, ale po chwili ulegałam. Wydawalo mi się, że nie ma złych zamiarów. Gdy już się od niego oderwałam, szepnęłam mu ciche, do zobaczenia. Widziałam zdziwione miny innych uczniów szkoły. Nie dziwiłam się, bo sama byłam zaskoczona. Nieznacznie się uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę klasy od Biologii. Przez całą lekcję nie mogłam się skupić. Moja głowę zapełnial tylko Justin. Nagle zobaczyłam że leży na mojej ławce liścik-kuleczka. Rozwinęłam ją. Była ona od Caroline. "Co to za akcja z Bieberem przed szkołą?" Odwróciłam się do niej i posłałam jej wzrok mówiący, że powiem jej później. Następnie znów wróciłam do spisywania notatek z tablicy. Chwilę później zadzwonił dzwonek. Wszyscy uczniowie wypadli pędem z klasy i ruszyli na korytarz. Ja poczekałam na Caroline.
Po jej minie wywnioskowałam, że to nie będzie łatwa rozmowa.
-A więc co chcesz wiedzieć? -Zapytałam jak bym naprawdę nie wiedziała o co chodzi.
-Co chcę wiedzieć?! Co cię łączy z Justinem?! - zapytała ze złością wpisaną na jaj twarz.
-Aaa o to Ci chodzi -udałam głupią- nie wiem o czym mówisz...
-Nie udawaj głupiej. Czemu się obściskiwaliście przed wejściem do szkoły?
-Nie obściskiwaliśmy się. Nie wyolbrzymiaj tak tego. Przytulił mnie i tyle.
- Po szkole krążą plotki że jednak Justin nie tylko cię przytulił.
-Oni znów coś gadają... Gdyby ludzie tylko kierowali się plotkami, to na świecie byłyby same dziwki.
-Masz rację... Ale i tak coś między wami iskrzy...
-Nie sądzę by takiemu JUSTINOWI podobała się taka JA
-Ava... Jesteś bardzo ładną dziewczyną.... Tylko brakuje ci stylu...
-Oh serio?! Sugerujesz coś?
-Nie nic... Nie ważne..
-Yhymn...
Rozmowę przerwał nam dzwonek. Uświadomiłam sobie że teraz mam matmę... A na niej siedzę z Justinem. Nie wiedziałam czy będzie czegoś próbował. Nie chce czuć się znów niezręcznie. Ruszyłam do sali 306. Próbowałam nie myśleć o złych rzeczach... Gdy weszłam do sali Justin już tam był. Usiadłam obok niego i wyciągnęłam swoje książki. Na początku lekcji było bardzo spokojnie, aż się zdziwiłam. Lecz to nie trwało długo. Poczułam jego rękę na moim ramieniu. Przybliżył się do mnie.. I szepnął mi ciche "Przepraszam że wczoraj cię przestraszyłem". Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Nie wiem dlaczego ale poczułam ulgę. Czy Justin naprawdę jest dla mnie miły czy to tylko gra/zabawa? To pytanie ciągle chodziło mi po głowie. Bałam się. Nie chciałam być ponownie zraniona. To by był dla mnie koszmar i wątpię, że sobie z tym poradzę. Ale szczerze mówiąc byłam także szczęśliwa bo w końcu rozmawiał od czasów podstawówki.












Czytasz=Komentujesz















wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 2


Szybko zleciały mi lekcje. Po szkole poszłam do kawiarni. Codziennie w niej byłam. Uwielbiałam pić tam kawę i jeść szarlotkę.Zazwyczaj spędzałam tam dużo czasu, lecz teraz musiałam troszeczkę przyspieszyć moje delektowanie się, ponieważ podjęłam pracę w lodziarni. Cieszyłam się, bo to moja pierwsza praca. Nie wiele w niej zarabiałam ale zawsze chciałam mieć swoje pieniądze i to co sobie sama kupię, bo w domu dziecka prawie nic nam nie dawali. Zawsze dostawaliśmy tylko książki od ludzi, którzy nam pomagali. Ubrania zazwyczaj mieliśmy po kimś.W pokoju mieliśmy tylko łóżko, biurko i jakieś stare krzesło. Na dodatek ściany były brudno różowe. Łazienkę mieliśmy wspólną na 10 dzieci. Ja byłam najstarsza z "Bandy Łazienkowej". Zawsze chodziliśmy według wieku. To było męczące, ale nie było wyjścia. Przed snem zawsze modlitwa. W sumie to nie był żaden rygor, jestem wierząca. Nigdy nie można było wrócić około godziny 20. Zawsze trzeba było przychodzić przed 19:30. To było męczące. Chciałam zawsze wychodzić na imprezy czy coś w tym stylu ale po prostu nie mogłam. Regulamin tego zabraniał.Jak ktoś się spóźnił to szedł do zimnej, wilgotnej piwnicy na całą noc. Tak, to było straszne, ale uczyło porządku i przestrzegania zasad. Ja na szczęście nigdy się nie spóźniałam. Pattie zawsze do mnie dzwoniła o 19 i mnie upominała żebym pamiętała o wróceniu na czas. Tylko ona się o mnie martwiła i wiedziała jak bardzo nie lubię wilgoci i ciemności.Zawsze mówiła mi, że traktuje mnie jak córkę, a ja zawsze mam łzy w oczach. To był dla mnie zaszczyt. Cieszę się, że ją mam. Z tego co wiem to tylko o mnie się tak troszczy. Mówiła mi, że ma syna. Opowiadała także, że praktycznie on jej nie traktuje jak mamę tylko bankomat. Dla mnie to było straszne, bo Pattie była miłą, krucha kobietą. Zauważyłam, że jest też wrażliwa. Zawsze gdy mi o nim opowiadała byłam przerażona. Nie wiem jak można było traktować tak swoich rodziców, którzy Cię kochają. Dupek powinien traktować swoich rodziców wspaniale. Gdyby chociaż na tydzień był w domu dziecka nauczyłby się szacunku. Nie wiedziałam kim był ten chłopak i nie chciałam go poznać. Wystarczyło mi, że Pattie cierpiała. Wiedziałam, że gdybym go spotkała wygarnęłabym mu wszystko. Szkoda mi jej. Ona mi mówiła jeszcze, że jej mąż traktuje ją podobnie. Gdy mi opowiadała strasznie smutno mi się robiło i chciałam ją jakoś stamtąd zabrać. Jednak nie miałam pomysłu. Wątpię, że w ogóle by się na takie coś zgodziła, bo pomimo tych wszystkich krzywd, ona nadal ich kocha. Jest strasznie silną kobietą, podziwiam ją. Dla mnie jest wzorem i przykładem.Dochodziłam już do lodziarni gdy nagle poczułam jak ktoś mnie złapał za rękę. Przestraszyłam się. Odwróciłam się i zobaczyłam Biebera.
-Co się stało?
-Um... Nic.
-To dlaczego mnie zatrzymałeś?
-W sumie nie wiem. Może spotkałabyś się ze mną jutro o 19?
-Mógłbyś trochę wcześniej, bo o 19 jestem zajęta? -nie mogłam powiedzieć mu prawdy-pomyślałam
-Um... O 16-18 mam trening więc raczej nie mogę. Ale... Może spotkamy się w środę po szkole? Chyba że po szkole jesteś zajęta...
-W środę mam czas, dziękuję.
-Spieszyłaś się chyba gdzieś. Mam rację?
-Oh tak.. Do zobaczenia Justin.
-Pa.. Um.. Avalanna.. Tak?
-T-tak-lekko się uśmiechnęłam.
-To do zobaczenia Avalanna- szczerze się uśmiechnął, chyba że umie bardzo dobrze grać.
Dalej szłam w stronę skromnej lodziarni. Oczywiście zastanawiałam się o co może mu chodzić. Nie powiem, że nie, ale się strasznie bałam. Gdy już doszłam do lodziarni okazało się, że jest już zamknięta. Byłam strasznie zdziwiona. Dalej po głowie chodziła mi myśl czego może ode mnie chcieć. Nie tyle bałam się spotkania co miejsca, w którym się spotkamy. Nie wiedziałam w co mogę się ubrać. Myślę, że mogę porozmawiać z Pattie. Wydaje mi się, że ona rozwieje wszystkie moje obawy. Pomyślałam, że nic tu po mnie, zawróciłam i szłam powoli do domu dziecka. Był lekki wietrzyk. Delikatnie rozwiewał moje włosy. Uwielbiam taką pogodę. Chyba dopiero po godzinie doszłam do "mojego domu". Weszłam do środka, a dzieci rzuciły się i mnie przytuliły. Kochałam je, wiem przez co przeszły i je rozumiem. Zazwyczaj przychodziły do mnie z problemami. Byłam dla nich jak matka, której większość dzieci nigdy nie widziało. To było smutne, ale zawsze starałam im się jak najlepiej pomóc. Dla mnie to były malutkie aniołki, bez których obecnie nie wyobrażam sobie życia. Gdy już się ode mnie "oderwały" poszłam na górę. Po wejściu zobaczyłam znajomą twarz. Była to Pattie. Ucieszyłam się na jej widok. Rzuciłam się w jej ramiona. Odwzajemniła uścisk. Tak bardzo się cieszyłam, że ją widzę. Wydaje mi, że to dobry czas na rozmowę o tym spotkaniu. Jednak wyprzedziła mnie i pierwsza zaczęła rozmowę.
-Słuchaj Avalanna. Jestem taka szczęśliwa, bo mój syn pierwszy raz umówił się z dziewczyną i przyjdą razem do nas do domu. Tak bardzo się cieszę.
-Oh to wspaniale. Mam nadzieję, że będzie idealna dla niego. Mówił Ci coś o niej?
-Mówił, że jest bardzo atrakcyjna i mądra.
-To się bardzo cieszę. Wydaje mi się, że przypadnie Ci do gustu. Właśnie też chciałam porozmawiać o spotkaniu. -Zawahałam się- zaprosił mnie na spotkanie taki kolega z klasy, nie wiem co mam myśleć. Wiesz przecież, że zawsze byłam szarą myszką. Nigdy prawie nie rozmawialiśmy. Jeszcze ten ostatni incydent...
-Nie przejmuj się. Może w końcu zrozumiał że jesteś bardzo fajna. Na pewno dobrze będziesz się bawić. A wiesz gdzie się spotykacie?
- Nie wiem, boję się. Nie powiedział mi, może to ma być "niespodzianka".
-I tak się nie przejmuj. Jak chłopak robi niespodziankę to zazwyczaj są one fajne. A kiedy się spotkacie?

-W środę po szkole. Nie wiem w co mam się ubrać- skrzywilam się.
-Chcesz iść jutro na zakupy?
-Ale ja nie mam pieniędzy...
-Ja stawiam- uśmiechnęła się do mnie. Miała uśmiech podobny do Justina.To było bardzo dziwne, ale postanowiłam nie zawracać sobie tym głowy.
-No nie wiem, nie będę czuła się komfortowo
-Zawsze chciałam mieć córkę i chodzić z nią na zakupy. Proszę daj mi zafundować chociaż tobie.
-Okej, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Pod takim, że nie będziesz kupować wszystkiego co popadnie. Nie chcę aby dzieciakom zrobiło się smutno.
-Okej.
Uśmiechnęłam się lekko i położyłam się na łóżku, a Pattie za mną. Często tak robiła. Czułam się bezpieczna i potrzebna w jej ramionach. Po chwili usłyszałam piękny śpiew przy moim uchu. Odwróciłam się i pocałowałam ją w policzek.
-Kocham Cię najmocniej na świecie mamo- szepnęłam
Nie wiem kiedy ale usnęłam. Poczułam tylko jak Pattie przykryła mnie kołdrą.Gdyby nie ona, chyba dawno mnie by tu nie było. To ona pomogła mi przejść przez to piekło. Nie wiem kiedy i nie wiem jak mogę się jej odwdzięczyć za to wszystko. Około 6 zadzwonił mój budzik. Żadne dziecko z "bandy łazienkowej" nie wstawało o tej porze więc była wolna łazienka. Zobaczyłam, że miałam na sobie te same ubrania co miałam wczoraj w szkole. Musiałam je zmienić. W szybkim tempie wzięłam ręcznik, ubrania i wskoczyłam pod prysznic, tego było mi trzeba. Uwielbiałam chłodną wodę spływającą po moim ciele. To był jedyny moment w dniu w którym mogłam być sama. Gdy brałam prysznice, to odrywam się od wszystkich problemów. Niestety nie trwało to długo, bo usłyszałam krzyki dzieci.


--------------------------------------------------

Czytasz = Komentujesz

jeżeli Chcesz się z nami skontaktować lub chcesz być informowany o rozdziałach. Podamy wam nasze twittery i facebooki

czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 1

Znów poniedziałek, jak zwykle czuję Déjà vu. O 6 wstaję. Szykuję się. O 7 jadę do szkoły, bo trochę mam daleko. I tak codziennie. Chciałabym coś zmienić w swoim życiu ale się boję. Boję się powtórki z sytuacji, ale co ja mogę zrobić? Zapomnieć? Tak się chyba nie da. Wydaje mi się, że jestem zbyt słaba. Pomagam wszystkim, a tak naprawdę to mi potrzebna jest pomoc, niestety nikt tego nie widzi. Najbardziej pomaga mi moja opiekunka- Pattie. Jest jeszcze dość młodą kobietą. Od kąt pamiętam się mną opiekowała. Była bardzo miłą kobietą. Zawsze gdy miałam jakiś problem to szłam do niej. Często do mnie przychodzi. Dobrze wie gdzie mieszkam, ale trzyma to w tajemnicy. Wiele razy zapraszała mnie do siebie, ale zawsze odmawiałam, po prostu nie miałam odwagi. Słyszałam, że ma męża i syna. A wiecie jak ja nie lubię być w towarzystwie chłopaków. Może nie tyle co nie lubię, ja się boję. Wizja mojej przyszłości wygląda tak, że będę sama z wielką gromadą kotów- to naprawdę przeraża. A nawet jeżeli nie gromadą kotów to gromadką dzieci z jakiegoś domu dziecka, bo nie chcę żeby coś im się stało tak jak mi. Jestem strasznie wrażliwą i troskliwą osobą. Oczywiście zachowuję się tak jak każdy inny. Oni nie wiedzą, że jestem tą gorszą. Tak czy inaczej usiadłam sobie na przystanku. Z mojego nikt inny oprócz mnie nie wyjeżdża. Autobus się spóźniał już 10 minut. Byłam trochę zła, bo autobus dojeżdża pod moją szkołę tuż przed rozpoczęciem lekcji. Jak już wiecie, jestem wzorową uczennicą. Przynajmniej się staram. Nie chcę zawieść Pattie, jest dla mnie jak mama. Przy niej czuję się wyjątkowo. Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos starego silnika autobusu. Wstałam z ławki i weszłam do autobusu. Usiadłam sama z tyłu. Włożyłam słuchawki do uszu mojej mp 4 i zaczęłam słuchać muzyki. Tak, zawsze siedziałam sama. Inni mieli własne grupy. Popularni, kujony, koszykarze, piłkarze, zwykli ludzie no i ja. Wiedziałam, że nie pasuję do żadnej z tych grup. Dobrze mi tak. Po 25 minutach byłam już na przystanku przy szkole. Inni ludzie z mojej szkoły byli już w grupkach. Po drodze do szafki spotkałam moją przyjaciółkę Przywitałyśmy się buziakiem w polik i zaczęłyśmy rozmawiać. Jak zwykle opowiadała mi o swoich chłopakach. Nic jej nie mówiłam, udawałam, że mi to nie przeszkadza, a tak naprawdę wbijała mi nóż w plecy. Wiedziałam, iż jak wrócę do pokoju położę się na łóżku i będę płakała. Ale nie gniewałam się na nią, bo nie wiedziała, że dla mnie to jest tabu. Po chwili zadzwonił dzwonek na lekcje, a każdy ruszył w stronę swojej klasy. Szybko zerknęłam na plan i zobaczyłam, że pierwszą mam matmę. Skrzywiłam się, pożegnałam z przyjaciółką i dołączyłam do reszty uczniów. Po 10 minutach lekcji otworzyły się drzwi. Po chwili ujrzałam w nich Justina Biebera.

-Witam pana, panie Bieber. - powitała go nauczycielka Susan Hataway. Szłam za nim jakby niezauważona. Przywitałam się z nauczycielką. Rozejrzałam się po klasie i zauważyłam jedno miejsce wolne. Nie miałam wyjścia. Usiadłam obok Biebera , a krzesło podsunęłam do samego końca. Widziałam jego szyderczy uśmiech. Niestety przede mną stały dwie osoby i usiadły do tamtej. Jestem prawie pewna, że Bieber ustawił ich żeby usiedli. Nie miałam innego wyboru musiałam z nim usiąść.Przez całą matematykę próbowałam się skupić, ale Justin mi to uniemożliwiał. Cały czas czułam na sobie jego wzrok. To było strasznie krępujące. Próbowałam unikać jego wzrok. Nagle poczułam jego dłoń na swoich plecach. Szybko wstałam i podeszłam do nauczycielki. Zapytałam czy mogę wyjść do łazienki, oczywiście się zgodziła. Bieber nie dawał za wygraną. Słyszałam kroki za sobą. Wiedziałam, że to właśnie on, przyspieszyłam kroku. Dosłownie wbiegłam do łazienki. Prawie byłam pewna, że tu nie wejdzie. Podeszłam do umywalki przemyłam twarz, następnie wytarłam. Po chwili zobaczyłam jak drzwi się otwierają, ukazała się sylwetka chłopaka. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że się nie boję.

-Co tu chcesz?-jąkałam się.

 -Co się dzieje?

-Nic, proszę zostaw mnie samą


Jak poprosiłam tak zrobił. Nie chciałam jego towarzystwa czy współczucia. Po prostu chciałam być sama. Zresztą jak zawsze. Również z tym wiazał się strach. Nie chciałam powtórki. 5 minut przed dzwonkiem wróciłam na lekcję. Pani podawała nam już pracę domową. Powiedziała, że możemy się już spakować. Wyszłam z sali jako pierwsza. Umówiłam się z moją przyjaciółką, że spotkamy się pod moją szafka. Po chwili zobaczyłam Caroline. Przywitałam się z nią. Znów zaczęłyśmy rozmawiać. W duchu tylko modliłam się, by nie zauważyła, że płakałam. Jak zwykle gadała o chłopakach, najwięcej o tych z bandy Biebera. Mówiła jacy oni są przystojni i w ogóle jacy oni są świetni. Nienawidziłam tego tematu. Słyszałam o nich codziennie na każdej przerwie. Jestem sama, samotna. Jest mi dobrze. Nie lubię ludzi zazwyczaj ze względu na to, że cały czas się uśmiechają. Co prawda jestem miłą, kulturalną dziewczyną. Uśmiecham się cały czas, ale to jest tylko maska. Na dworze przy szkole stało duże drzewo. Zawsze gdy czułam się samotna albo gdy chciałam być sama, siadałam na huśtawce która była przywieszona do tego drzewa. Usiadłam na niej i zaczęłam się lekko huśtać. Gdy to robiłam zawsze zapominałam o Bożym świecie. To było na prawdę magiczne. Straciłam poczucie czasu. Nagle zobaczyłam że przyszła do mnie moja wychowawczyni. Zapytała czemu nie ma mnie na lekcji. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie mogłam powiedzieć jej prawdy. Wolałam to zostawić dla siebie. Jedyną osobą która wiedziała była Pattie. Bardzo jej ufam dlatego jej powiedziałam. Jak na razie się zapowiada, że tylko ona będzie o tym wiedziała. Nie chcę zadręczać innych swoimi problemami. Wolę by to zabiło mnie od środka niż by ktoś się o tym dowiedział.

_________________________________________________

A więc, mamy pierwszy rozdział. Liczymy na szczere opinie. Dziękujemy, za miłe komentarze (, które okazały się w rozmowie prywatnej). 



CZYTASZ= KOMENTUJESZ


piątek, 11 kwietnia 2014

Prolog




Dzisiaj były moje 8 urodziny. Wieczorami uwielbiałam patrzeć na gwiazdy, a dzisiaj w tak piękną noc świeciły bardzo mocno. Nikt nigdy nie pamiętał o moich urodzinach. Wydaje ,mi sie, ze zdążyłam do tego przywyknąć. Dlatego co roku o tej porze siedze tu, na parapecie, przy otwartym oknie, a wiatr delikatnie muska moja twarz. Po 10 minutach patrzenia zmorzył mnie sen. Postanowiłam że się już położę. Założyłam na siebie moją ulubioną piżamę, którą dostałam od rodziny, która chyba od zawsze wspierała nasz dom dziecka. Położyłam się i szczelnie okryłam kołdrą. Po chwili spoczęłam w objęciach Morfeusza. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do mnie do pokoju. Nie drgnęłam. Pomyślałam, że może jakieś małe dziecko pomyliło pokoje. Lecz nagle poczułam, że ktoś się do mnie zbliża. Na początku myślałam, że to moja wyobraźnia spłata mi figle. Pomyliłam się. Poczułam zimną, szorstką dłoń na moich ustach. Chciałam krzyczeć, byłam przerażona. Myślałam, że to tylko sen. Lecz poczułam wrzynające się w moje dłonie sznury. Byłam przywiązana do łóżka. To było straszne. Poczułam ból przy okolicach brzucha jakby ktoś wkładał mi nóż w brzuch. Nie do końca wiedziałam co się ze mną dzieje. Przełamałam się i otworzyłam oczy. Zobaczyłam pana Lousia Hamiltonna. Jest to woźny w naszym domu dziecka. Ma już siwe włosy, szare oczy i jest wiecznie nieszczęśliwy. W stu procentach jest już po 40. Nie miał na sobie spodni, a jego przyrodzenie wpychał we mnie, był to koszmarny ból, czułam się jakby mnie rozrywało od środka. Zaczęłam szlochać. Nie mogłam nic zrobić. Trwało to chyba z godzinę lecz dla mnie ciągnęło się w nieskończoność. Gdy próbowałam się wyrwać bił mnie po twarzy.  Gdy już skończył włożył mi jakąś szmatę w usta żebym nie mogła krzyczeć. Oczywiście nie rozwiązał mnie. I zostawił przywiązaną do łóżka. Nawet mnie nie nakrył kołdrą. Przed wyjściem zagroził mi, że jak komuś to powiem to mnie zabije.Zostawił mnie samą. Zaczęłam płakać. Nie wiedziałam co mam zrobić. Co mam powiedzieć jak ktoś mnie tu znajdzie w takim stanie. Mam 8 lat. Nie do końca wiem co sie stało, ale on mnie strasznie skrzywdził. Nawet nie wiem, co go, albo kto go do tego zmusił. 
      


~~~  10 lat później  ~~~

Dzisiaj były moje 18 urodziny. W szkole tylko moja najlepsza przyjaciółka złożyła mi życzenia. W szkole dzisiaj była masakra. Pod masakrą czytaj banda Biebera. Wszyscy byli przystojni. Ale od tamtego zdarzenia nie ufam nikomu. Boje sie dotyku chłopaków, nie wierzę w ich dobre chęci, czy zauroczenie. Większość i tak była dla mnie wredna. Ze względu na to, że mieszkam w domu dziecka i na to, że jestem kujonką. Wszyscy uważali mnie za gorszą. Po pewnym czasie zaczęłam wierzyć, że tak jest. Od 10 lat nie wierzę w miłość, której także nigdy mi nie ofiarowano.