czwartek, 2 października 2014
To nie rozdział!
poniedziałek, 22 września 2014
Rozdział 10
Usiedliśmy przy stole i ochoczo jedliśmy. W pewnym momencie odezwał się Justin.
-Świetnie gotujesz.-pochwalił z uśmiechem.
-Dziękuję.-odwzajemniłam uśmiech.
-To wspaniałe nie uważasz?
-Ale co?
-To wszystko. Nagle się zapoznajemy. Następnie stajesz się dla mnie bardzo ważna, najważniejsza, a teraz jeszcze ten projekt, który pozwoli nam poznać bliżej siebie. To niesamowite prawda?
-Zbieg okoliczności.
-Nie podoba Ci się to wszystko?-w jego głosie usłyszałam trochę wyrzutu, żalu, smutku.
-Justin nie bierz tego do siebie ale uważam, że to się dzieje za szybko.
-Rozumiem.-wrócił do jedzenia. Do końca posiłku nie zwracał na mnie uwagi-Dziękuję było pyszne-wstał i wstawił naczynia do zmywarki. Później wyszedł nie wiadomo gdzie.
Zadzwoniłam do niego ale się rozłączył. Tak samo przy następnych kilku próbach.
Włączyła się sekretarka.
-Justin proszę oddzwoń.
Usiadłam na kanapie mocno ściskając telefon w dłoni. Mijały godziny, a go nie było. Nie starczyło mi już łez. Oczy miałam całe spuchnięte, a go nadal nie było. Uznałam, że jest dość późno dlatego poszłam się umyć. Weszłam do pokoju i wyciągnęłam piżama. Szybko się umyłam i wyszłam spod prysznica. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam na łóżku Justina.
Wpadłam w histerię. Uklęknęłam na podłodze i zaczęłam ryczeć.
Justin szybko do mnie podszedł.
-Przepraszam Cię księżniczko-powiedział cicho. Zaczęłam go uderzać pięściami o klatkę piersiową.
-Nienawidzę Cię!!-nic nie powiedział tylko przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Przepraszam-pierwszy raz zobaczyłam jak płacze. Przytuliłam go, ale nic nie powiedziałam. Potrzebowałam ciszy.
-Jesteś zmęczona?
-Tak, bardzo.
-To chodź się położymy. Księżniczko ja na prawdę przepraszam. Nie wiem czemu tak się zachowałem.
-Justin, zapomnijmy o tym. Szczególnie teraz.
-Byłem u mojej mamy. Jej stan się polepszył ale dalej jest w śpiączce
-Cieszę się. To na prawdę wiele dla mnie znaczy-wtuliłam się w niego mocniej.- Idź się umyć Juss.
-Okej, zaraz będę-pocałował mnie w policzek. Położyłam się na łóżku i nie wiem kiedy ale usnęłam. Poczułam tylko jak Justin całuje mnie w głowę.
Obudziłam się rano przytulona do Justina. Zaczęłam mu się uważnie przyglądać. Oczy miał czerwone. Prawdopodobnie przez łzy. Ale dlaczego płakał? Wyrwała się z jego uścisku nie budząc go przy tym. Postanowiłam zrobić nam śniadanie.
Jak najciszej otworzyłam drzwi i ruszyłam w stronę kuchni. Postanowiłam zrobić ulubione danie Justina- naleśniki. Przygotowałam sobie wszystkie produkty i zabrałam się do pracy. Po 10 minutach wszystko było gotowe więc nałożyłam na talerze i zaniosłam na górę. Justin jeszcze spał. Postawiłam jedzenie na stoliku i lekko zaczęłam go budzić.
-Justin kochanie wstawaj-szturchnęłam nim lekko.
-Jeszcze minutkę-powiedział zaspanym głosem
-Jussy wstawaj-musnęłam jego usta.
-Takie pobudki to ja mogę mieć codziennie.-uśmiechną się lekko. Widziałam jego oczy i wiem, że nie miał dobrego samopoczucia.
-Justin?
-Tak skarbie?-zapytał z troską w głosie
-Dlaczego płakałeś?-zapytałam smutno.
-Nie chcę o tym teraz rozmawiać, możemy później? Proszę.
-Jasne misiu.-uśmiechnęłam się prawie niezauważalnie.
-To teraz. Dlaczego mnie obudziłaś?.. Jest dopiero 9.
-Zrobiłam Ci śniadanie, a po za tym chciałabym z tobą spędzić miło dzień.
-Ojej jak słodko-szybko pocałował mnie w czoło i przytulił mnie mocno. Z oczu zaczęły lecieć mi łzy.
- Jejku nie płacz.
-Ja Cię przepraszam Justin...
-Za co?-zapytał zmieszany.
-Tyle dla mnie zrobiłeś. Pomagasz mi i w ogóle, ale ja się boję...
-Czego się tak bardzo boisz?
-Że któregoś dnia po prostu mnie zostawisz... Tak jak moi rodzice...
-Księżniczko masz rodziców tylko nie wiesz gdzie... Nie chciałabyś ich znaleźć, poznać?
-Justin. Po co mam ich szukać skoro to oni mnie zostawili?
-Żeby o to ich zapytać. Dlaczego Cię zostawili.
-Jussy ja nie chcę mieć nic z nimi wspólnego.
- Okej to jest twoje życie.
- Ale ty jesteś jego częścią.
- Av...
- Tak mój księciu?
- Przepraszam...
- Wiem Justin.-pocałowałam go szybko w usta i podałam mu talerz z jedzeniem. - A teraz smacznego.
Gdy wstałam z łóżka Justin złapał mnie za dłoń.-Jadłaś coś?
-Nie. Nie jestem głodna.
-Kochanie, musisz jeść. Martwię się.-powiedział smutno.
-Misiu czuję się dobrze, na prawdę.
-Zostajesz ze mną i jemy razem.-uśmiechnął się, lekko pociągną mnie tak, że usiadłam z powrotem na łóżku.
Wzięłam tylko łyk soku pomarańczowego i zjadłam kawałek naleśnika. Justin dokończył jeść i zeszliśmy na dół.
-Co chcesz dzisiaj robić? - zapytał Justin.
-Chodźmy na spacer po parku. Kiedyś to było moje ulubione zajęcie.
-Oczywiście. Dla Ciebie wszystko kochanie-przytuliłam go mocno. - Gdzie jest ten park? Może zrobimy sobie w nim piknik? - zaproponował Justin
-Justin, mieszkasz tu tyle czasu i nie wiesz gdzie jest park? Jasne, czemu nie.
- To pójdę na szykować jedzenie.
- Justin nie odpowiedziałeś mi na pytanie.
-No nie wiem. Nigdy tam nie byłem.
- Na prawdę?! To nie wiesz co traciłeś.
- Co chcemy na piknik? -zapytał Justin.
-Sok pomarańczowy, owoce, kanapki...
- Chcesz zrobić kanapki? - zapytał śmiesznie poruszając brwiami.
-O nie nie nie! Ja robiłam naleśniki-pocałowałam go w usta, a on przedłużył pocałunek.
- No dooooobra.
Poszłam do spiżarni po sok pomarańczowy. Zeszłam powoli po schodach, bo znając moje szczęście bym się na pewno wywaliła. Sięgnęłam po dwie butelki soku. Pod nogami zobaczyłam dwa szczury, zaczęłam piszczeć i skakać. Potknęłam się i upadłam na twardą nawierzchnię, a soki rozbiły mi się w rękach. Justin szybko przybiegł i do mnie podbiegł.
- Cholera księżniczko co Ci się stało?! -próbowałam wstać ale nie mogłam, bo straszny ból przeszył moją rękę.
-Aaaaa!
- Chyba złamałaś rękę. Musimy z tym jechać do lekarza. Teraz. Złap się za moją szyję a ja cię podniosę. Ugh... I nici z naszego pikniku. -ból był okropny. Nawet płacz nic nie dawał. Chciałam aby już było po wszystkim.
- Justin to boli.
- Wiem skarbie ale musisz jeszcze chwile wytrzymać. - Pocałował mnie delikatnie
Szybko zaniósł mnie do samochodu i zaraz sam do niego wszedł. Jechał na prawdę szybko, ale nie zwracałam na to uwagi. Chciałam się jak najszybciej pozbyć tego strasznego bólu.
Po niecałych pięciu minutach byliśmy na miejscu. Justin zaparkował jak najbliżej wejścia. Szybko podniósł mnie z fotela. Zaniósł mnie na ostry dyżur. Chwilę pogadał z pielęgniarką i zaraz siedziałam już na wózku inwalidzkim. Pojechali ze mną do jednej z sal szpitalnych, położyli na łóżku i kazali chwilę poczekać. Ból był nie do zniesienia. Na szczęście po chwili przyszedł lekarz.
-Nie założymy pani gipsu, ponieważ jest on za ciężki (6kg) i to jest już bardzo staroświecka metoda. Dlatego trzeba będzie kupić specjalny stabilizator.
- Stabilizator? - zapytałam zaskoczona.
-Tak. Będzie pani musiała nosić go przez 3 miesiące, a później uczęszczać na rehabilitację.
- Ugh. .. Czyli to poważnie wygląda?
- Tak. Czeka na panią przed drzwiami jakiś młodzieniec. Chce pani abym go zawołał?
-Jasne.-uśmiechnęłam się lekko. Po chwili w sali zjawił się Justin z czekoladkami.
-Jak się czujesz kochanie?
- Już lepiej ale teraz przez trzy miesiące muszę chodzić w stabilizatorze.
-Czyli przez trzy miesiące jesteś zależna ode mnie?
-Chyba tak- zaczął śmiesznie poruszać brwiami.
- Możemy już wracać do domu. Nie chcę tutaj już być. Proooszę.
-Okej skarbie-pocałował mnie w usta, ale teraz ja przedłużyłam pocałunek. Gdy już się od siebie lekko odsunęliśmy, Justin się do mnie uśmiechną.
-Przepraszam-szepnęłam mu niemal w usta.
- Za co skarbie?
-Zepsułam nam cały dzień...
- Nie zepsułaś. Przynajmniej teraz mam pretekst do opiekowania się tobą. Będziesz czuła się jak księżniczka.
-Kochanie ja już czuję się jak księżniczka.
- Jeszcze nie wiesz na co mnie stać. - pocałował mnie delikatnie w usta
-Niedługo się to okaże.
- Załatwiłem ci do stabilizatora. To taka podstawka dzięki ktorej łatwiej będzie Ci utrzymywać stabilizator.
-Liczyłam na to, że będziesz mnie nosił-zaśmiałam się, lecz Justin nie poją tego chyba jako żart, bo w następnej sekundzie chciał mnie podnieść-Justin żartowałam!
- Trudno.
-Justin puść mnie!
-Na pewno tego chcesz?
-No nie wiem...-cmoknęłam go szybko w usta
-Nie puszczę cię, nie chcę abyś się męczyła.
Podniósł mnie jednym płynnym ruchem. I już byliśmy przy samochodzie gdy do Justina zadzwonił telefon.
-Yo Usher...Nie mogę... Spierdalaj... Odpierdol się!- rzucił telefonem.
- Co się stało Jussy?
- Nic. Jesteś głodna?
-Jak chcesz... -Odpowiedziałam z rezygnacją-Nie jestem.
- Księżniczko, nie przejmuj się. Na prawdę nic się nie dzieje. To co jedziemy na piknik?
-Nie wiem J-popatrzyłam na moją rękę.
- To może zrobimy sobie maraton filmowy u nas w domu? Bo jednak miałem głupi pomysł z tym piknikiem gdyż nie możesz się przemęczać.
-Jestem za!
Jechaliśmy około 20 minut. W między czasie rozmawialiśmy o tym jak to będzie z nami w szkole. Gdy dojechaliśmy Justin podał mi kule i podał mi klucze.
- Księżniczko muszę jechać na chwilę do miasta. Jakbyś mogła to naszykuj filmy które chcesz oglądać i połóż je w sali kinowej.
-Dobrze-doczołgałam się do szafki pod telewizorem i zaczęłam przeglądać filmy-Justin!
-Tak skarbie?
-Mam 2 pytania. Za ile będziesz?
-20 minut a co?
-Tak pytam. A drugie to: po cholerę Ci to?!
-Fu! Justin!
-Jednak nie muszę nigdzie jechać. -Dlaczego jednak nie musisz nigdzie jechać?
-Bo Usher napisał mi że jednak nic ode mnie nie chce
-Okej. To który oglądamy?
-Może "Wilk z Wall Street"?
-Zawsze chciałam to obejrzeć.-uśmiechnęłam się.
-Okej. To ja pójdę po jakiś popcorn czy coś a ty usiądź i się nie przemęczaj.
-Nigdzie nie idź. I tak Cię prawie nie ma. Chodź do mnie.
-Ale do kuchni tylko...
-No chodź już!-pociągnęłam go za rękę.
-No dobrze księżniczko. -Justin usiadł i od razu mnie przytulił.
-To włączaj, księżniczko. - sięgnęłam po pilot i wcisnęłam przycisk 'play'.Zaczęliśmy oglądać. Justin w między czasie prawie cały czas mnie całował. Co mnie kompletnie dekoncentrowało .
-Jussy!
-Co się stało kochanie?
-Przestań mnie dekoncentrować. Ja tu próbuję oglądać film.
-Przepraszam... Ale...
-Tak?
-Po prostu... Nie mogę się Tobą nacieszyć.
-Justin będziesz miał jeszcze dużo czasu na na cieszenie się mną. A teraz daj mi dokończyć oglądać ten film.
-A co jeśli nie?
-Oj no Justin! Proszę...
-Okej. Dam Ci spokój.-uśmiechnął się.
- Ale zostaniesz ze mną?
-Nigdzie się nie wybieram kochanie.
- To dobrze, bo nigdzie Cię nie puszczę-przytuliłam go i pocałowałam w czoło.
-Mam taką nadzieję.
Wtuliłam się w niego i kontynuowałam oglądanie. Nagle usłyszałam głośne walenie do drzwi. Justin zerwał się z fotela i je otworzył. W drzwiach ujrzałam Caroline z Ryan'em.
-Co się stało, że musieliście tak głośno walić w te drzwi?! Jeszcze chwilę a byście je wywarzyli!
- Mogliście być bardzo zajęci. Więc chcieliśmy wam przeszkodzić-powiedział Ryan
-Spokojnie, tylko oglądaliśmy film.
- Szkoooda...-powiedział smutno Ryan
-Zamknij się!- krzyknął Justin.
- Chcecie obejrzeć z nami film? -zapytałam
-Jasne. Prawda Ryan?
-Oczywiście. Kurwa Av co Ci się w rękę stało? Justin?!
-Justin nic nie zrobił. Przewróciłam się. To tyle.
-Na pewno?
-No chyba nie sądzisz, że ja to zrobiłem co?!
- Spokojnie Ryan. Poszłam do spiżarni po sok i przestraszyłam się myszy. Wywróciłam się i złamałam rękę.
-Okej. A co oglądaliście?
- Ej właśnie co oglądaliśmy księżniczko?
- Wilk z Wall Street. Sam ten film wybrałeś.
-Ale zapomniałem bo...
- Wiem dlaczego... Caroline idziesz zrobić ze mną popcorn i coś tam jeszcze?
-Tak, nie zostanę tu z nimi patrząc jak się macają-zaśmiałam się i wzięłam ją za rękę prowadząc do kuchni.
-A teraz tak na serio... Co Ci się stało w nogę?
-Już Ci mówiłam. Której części nie rozumiesz?!
- Jezu Av wszyscy wiedzą ,że aż tak niezdarna to ty nie jesteś.
-Justin na pewno tego nie zrobił! Czemu wszyscy tak uważają?!
- Nie wiem. Ale w szkole przejdziesz piekło i Justin też.
-Niby dlaczego?
- Nie możesz przyjść ze złamaną nogą do szkoły
-Dlaczego?
- Jezu Av nie rozumiesz, że wszyscy już wiedzą że jesteście parą i oskarżą o to Justina
- I tak nie mogę chodzić na razie do szkoły lekarz mi tak kazał. Więc nie masz co się martwić
-A co z lekcjami? Twoja frekwencja?
- Mam zwolnienie. Car nie każ mi chodzić do szkoły.
-Nie każe... Ale... Szkoła zawsze była dla Ciebie najważniejsza...
-Bo to była moja ucieczka od problemów... Teraz mam Justina. Na prawdę mi pomaga.... Ranisz mnie mówiąc, że on krzywdzi mnie fizycznie... Jest dobrym człowiekiem. Jestem pewną, że nie podniósł by na mnie ręki...
-To prawda-usłyszałam głos Justina.
- Justin ja... ja...-Zaczęłam
-Nie tłumacz się księżniczko... Możesz mnie zostawić z Caroline na chwilę samych?
- Mhm... Oczywiście... Już idę-pocałowałam go szybko w usta szepcząc ciche "Przepraszam za nią".
Nic nie powiedział tylko się uśmiechną. W jego oczach widziałam to, że Carls go skrzywdziła. Nie jest idealny, nikt nie jest. Całe życie był uznawany za złego a wcale nim nie był. Nie znoszę pochopnego oceniania ludzi. Odeszłam trochę ale na tyle aby jeszcze słyszeć o czym gadają.
- Co ty jej zrobiłeś?!
- Nic, przysięgam.
- Justin!! Nie taka była umowa...-jak to usłyszałam zamarłam.
- Cicho Bądź bo Jeszcze Av usłyszy. -nic nie powiedziałam. Ze łzami w oczach wybiegałam z domu. Kierowałam się w stronę jeziora. Gdy już tam dobiegłam nie mogłam wytrzymać i wybuchłam płaczem. Wiedziałam, że to nie było prawdziwe. To wszystko byli zaplanowane. Przez długi czas się złościłam, ale później wszystko dotarło do mnie że zdwojoną siłą i rozbiłam się jak porcelanowa lalka. Nie chciało mi się żyć. Weszlam do zimnej wody, a później wspiełam się na bele wystające z wody. Zaczęłam po nich chodzić. Gdy doszłam do ostatniego. Zatrzymałam się. Przypominałam sobie wszystko. Ten czas spędzony z Justinem i Caroline. Gwałt. Chciałam już skoczyć ze świadomościa, że nie mam gruntu i braku umiejętności pływania.
-Av! Nie rób tego!-błagał.
- Nie Avalanno. Proszę. Zejdź do mnie. Porozmawiajmy.
-Sam wiesz ,że nie mamy o czym. A jak skoczę to będę mogła skończyć to swoje beznadziejne życia. Ja Ci uwierzyłam. Myślałam, że w końcu znalazłam kogoś kto pokocha mnie. Jednak teraz widzę ,że to było tylko złudzenie. Pogrywałeś sobie mną. Bawiłeś się moimi uczuciami. Chce tylko usłyszeć dlaczego?-jeszcze raz wybuchłam płaczem i usiadłam na tej belce.
-Nic nie rozumiesz...
-Nie rozumiem! Masz pierdoloną rację! Nie wiem jak możesz być takim bezdusznym palantem! Nie wiem tego!
-Proszę, chodź tu!
Milczę.
-Błagam
-Chcesz abym stąd zeszła bo nie chcesz mieć mnie na sumieniu! Wiem to! Możesz już się ze mną żegnać. -Wstałam.-Masz trzy sekundy!-przyzegnalam się.-trzy... dwa...
- Nie! Stój! Błagam!-wybuchł histerycznym płaczem- Nie odchodź! Proszę! Nie zostawiaj mnie! Księżniczko zejdź to Ci to wszystko pokoleji opowiem. Tylko nie skacz! Błagam!-ukląkł na kolana- Przepraszam! Błagam zejdź z tamtąd
-Nie mam cholernego zamiaru! Niby po co?! Żeby usłyszeć same kłamstwa! Jesteś hipokrytą!-płakałam- Nienawidzę cię! Zniszczyłeś mnie do końca! Ty i tamta pieprzona suka! Do diabła z wami!-z kieszeni wyjęłam scyzoryk- To jest rzecz, której nie użyłam od wieków! Możesz wybierać. Mam skakać czy wbić sobie to prosto w moje zniszczone serce?
Cisza.
-No mów!!
Czułam jak ulatują ze mnie uczucia i staję się potworem.
-Jak się zabijesz to ja zaraz po tobie, bo życie bez ciebie nie ma sensu. Nie zabijaj się proszę a obiecuję że więcej się do ciebie nie zbliżę. Obiecuję
-Pieprzysz głupoty! To był zakład! Nawet mnie nie chciałeś!
- Na początku tak myślałem... Ale się w tobie zakochałem. Proszę księżniczko....
-Nie mów tak do mnie...-nie miałam siły. Te wszystkie emocje spowodowały, że mdlałam. Usłyszałam tylko niewyraźne "Nieee" i plusk.
Przebudziłam się w szpitalu.
- No ładnie panno Routh dwa razy jednego dnia?-powiedział prawdopodobnie lekarz -Nie wiedziałam o czym mówi.
-O co chodzi?!-krzyknęłam wystraszona.
- Pan Bieber przywiózł tutaj panią nieprzytomną i całą mokrą
-Dlaczego? Co się stało?
- Szczerze to nie wiem ale mogę go zawołać
-Dziękuję. - Justin kilka sekund później był już przy moim łóżku. -Juss co się stało?
-Ja przepraszam... Ty nic..
-O co chodzi?!- przerwałam.
-N-nic nie pamiętasz?!
- Kompletnie.... Powiesz mi w końcu co się stało? !
-Na razie się nie przemeczaj. Jak wyjdziesz to Ci powiem...-powiedział jakby nieobecny.
-Justin..
-Nie! Prawie Cię straciłem...
- A powiesz mi chociaż dlaczego rękę mam w gipsie?
-Złamałaś ją po tym jak przestraszyłaś się szczura u mnie w piwnicy.
- Ugh... Jaka ja jestem nie zdarna
-To nie twoja wina.
- Ani twoja.
- Ale to przeze mnie teraz tu leżysz. Musisz mi coś obiecać.
- Obiecuję.
- Nie zostawisz mnie bez względu na to dlaczego się tu znalazłaś.
- Okey.
-Zaraz Ryan po nas przyjedzie.
- A będzie z nim Caroline?
- Raczej nie.
- Szkoda....-zrobiłam smutną minę.
- Księżniczko?
- Um?
-Przepraszam.
sobota, 2 sierpnia 2014
Rozdział 9
-Cieszę się. Mam nadzieję, że jakoś ze mną wytrzymasz.-jego usta drgneły lekko w uśmiechu.
-Na pewno wytrzymam-wyszczerzyłam do Justina zęby w uśmiechu.
-Miło mi, bo już myślałem, że na prawdę jestem taki nieznośny i, że tak bardzo mnie nie lubisz.
-Poza tym to tylko dwa miesiące.
-Zobaczymy jak nam sie to wszystko ułoży skarbie.
-To co? Po lekcjach jedziemy po moje rzeczy?
-Oczywiście księżniczko.
-Ej stary chodź bo spóźnimy się na angielski!-wtrącił Ryan.
-Już idę-powiedział-zobaczymy się później - cmoknął mój policzek.
-Pa Jussy-przygryzłam wargę.
Moją następną lekcją była matematyka, więc ruszyłam w stronę sali nr 102. Była ona na 2 piętrze. Gdy doszlam do sali zadzwonil dzwonek. Usiadłam w ostatniej ławce. Gdy doszlam do sali zadzwonil dzwonek. Usiadłam w ostatniej ławce. Nie uważałam na całej lekcji. Wyobrażałam sobie jak to teraz będzie ze mną i Justinem. Nie mogłam uwieżyć że nauczyciele od chemii mogli wymyśleć takie zadanie. Nie wiem jak ja powiem o tym mojej dyrektorce z domu dziecka. Miałam mętlik w głowie. Bałam się co teraz będzie. Justin jest jedyną osobą, której na prawdę ufam. Jeżeli coś pójdzie nie tak to go stracę. No i jeszcze pojawił się problem z Pattie. Na moje nie szczęście leży w szpitalu i nie może mi doradzić a tak naprawdę to tylko Pattie umie mi pomóc. Muszę teraz Justinowi pomóc z Pattie jakbym była jego żoną. A najgorsze jest to że w szkole też musimy się tak zachowywać. Mam nadzieję, że damy radę. Że Pattie wyjdzie ze śpiączki i że w końcu wszystko się ułoży. Z zamyśleń wyrwał mnie głos nauczyciela.
-Avalanna?!
-Um słucham?
-Do tablicy. -Nie stresowałam się, bo umiałam wszystko. Podeszłam do tablicy, szybko rozwiązałam i spowrotem ruszyłam w stronę mojej ławki. Gdy nagle poczułam jak upadam na podłogę. Natan Collenman. Dręczy mnie od kąd tylko sięgam pamięcią. Należy do drużyny football'owej. Tym razem podstawił mi nogę. Nie wytrzymałam i wyszłam z sali do łazienki. Postanowiłam, że napisze do Justina.
"Do: Justin :)
Jak ci mija lekcja, bo moja do dupy?"
Chwilę poczekałam i dostałam odpowiedź.
"Od: Justin :)
Co się stało, księżniczko?"
"Do: Justin :)
Eh długa historia księciu"
"Od: Justin :)
Gdzie jesteś?:("
"Do: Justin :)
W łazience na drugim piętrze. A co?"
Od: Justin :)
Zaraz tam będę. Trzymaj się słońce"
Justin miał lekcję na 3 piętrze, ale tak czy siak nie czekałam na niego długo. Po 5 minutach stał już w drzwiach ze zmartwioną miną.
-Co się stało misiu?-podszedł do mnie w tempie "now".
-Kojarzysz Natan'a Collenman'a?
-Tak. To ten największy frajer w całej szkole. Dręczy tylko dziewczyny i myśli, że jest cool.
-No to właśnie jak wracałam od odpowiedzi to podstawił mi nogę i przez niego się wywróciłam. Właśnie dlatego tu jestem. Od kąd pamiętam mnie dręczy. A najgorsze jest to, że większość osób jak zwykle się ze mnie śmiało.
-Nie przejmuj się nim. Mogę Cię zapewnić, że już nic więcej nie zrobi.
-Justin tylko nic mu nie zrób. Obiecujesz?
-Postaram się. Nie chcę abyś już cierpiała. Chcę Cię chronić. Jesteś dla mnie powodem dzięki któremu szczerze się uśmiecham.-musną moje usta i czule przytulił. Poczułam motylki w brzuchu. Chyba... Chyba się zakochałam.
-Jussy ja... ja....-moją wypowiedź przerwał dźwięk otwierających się drzwi. Do łazienki weszła największa suka w całej szkole.
-Witaj Jussy, kochanie.
-Zostaw mnie w spokoju, dziwko. Chodź Av.-odpowiedział Justin z wściekłością w głosie. Nic nie powiedziałam tylko ruszyłam za nim.
-Widzę, że znalazłeś sobie nową suke do ruchania co Bieber?!-krzyknęła za nami. Czułam jak zbierają mi się łzy w oczach.
-Av... Nie przejmuj się tą dziwką... Ona jest nikim. A ty jesteś cudowną dziewczyną. Powtarzam ona jest tylko DZIWKĄ.
-Justin...
-Tak księżniczko?
-Nic nie jest takie proste. Wszystko biorę do siebie. Wierzę w to co mówią ludzie...
-Wierz tylko w to w co warto wierzyć kochanie. Tak jak w moją....-Znowu przerwano nam tym razem dzwonek na przerwę.
-Nie mam ochoty tam wracać....-jęknęłam.
-Odprowadzę Cię dobrze? Weźmiesz szybko swoje rzeczy z sali i pojedziemy po twoje ciuchy z domu. Zgadzasz się księżniczko?
-Okej... nie wiem czy dyrektorka będzie z zadowolona, że ponownie zerwałam się z lekcji.
-Kotku wszystko jej wytłumaczę. Dobrze?
-Dasz radę? Juss ona jest nieugięta.
-Mam dar przekonywania. Doda się trochę słodyczy w głosie i będzie dobrze a teraz już chodź. -zaśmiałam się-dobrze już przecież idę mój słodki rycerzyku.
Gdy zabrałam moje podręczniki i zamknęłam je w szafce. Wymknęłam się z Justinem i wsiedliśmy do jego samochodu. Zaraz przecież jego tu wcześniej nie było.
-Justin?
-Tak?
-Jak ten samochód się tu znalazł?
-Magia. Nie a tak na serio to mój szofer moim samochodem tu przyjechał i odjechał taksówką.
-Twój kto?
-Um sorry, nasz szofer.
-Justin nie wygłupiaj się. Nie jesteśmy małżeństwem
-...jeszcze-puścił mi oczko-Jednakże według szkoły mamy dwumiesięczne małżeństwo.
-Myślisz, że nie przesadzasz?
-Av... Może ty myślisz że przesadzam ale to będzie najlepsze 2 miesiące, bo spędzę je z tobą, księżniczko.
-Justin...
-Słucham
-Boję się...
-Czego? Tylko nie mów że mnie, bo nigdy sobie tego nie wybaczę.
-Nie-zaśmiałam się-jesteś łagodny jak baranek.
-Uff to dobrze. To czego się boisz?
-Że po tym projekcie stracimy wszystko co zbudowaliśmh do tej pory...
-Odkąd bliżej cię poznałem liczę na więcej nie tylko przyjaźń. Mam nadzieję że ten projekt nas zbliży do tego stopnia abyś mi zaufała że nie skrzywdzę cię.
-Justin, ja też coś zaczynam czuć. Ufam Ci jak nikomu innemu. Ja.. Ja po prostu nie chcę Cię stracić...
-I nie stracisz bo nie pozwolę Ci odejść. Av zostaniesz moją dziewczyną?
-Justin jesteś najmilszym, najprzystojniejszym i w ogóle najlepszym chłopakiem jakiego poznałam przez całe moje życie. Ale czy Ty na prawdę chcesz mieć za dziewczynę taką brzydką, słabą, bezbnronną, z taką przeszłością? Czy będziesz przy mnie szczęśliwy? Czy nie zranisz mnie nigdy bardzo mocno?
-Jesteś najcudowniejszą, najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Chce żebyś czuła się przy mnie szczęśliwa, a ja już jestem przy tobie szczęśliwy. Nigdy nie pozwolę aby Ci się coś stało więc sam cię nigdy nie zranię.-podeszłam do niego bliżej, popatrzyłam mu głęboko w oczy
-Justin, jesteś tego pewien?
-W stu procentach.-uśmiechnął się do mnie. Szeroko się uśmiechnełam, a następnie czule go pocałowałam. W brzuchu czułam miliardy motylków. To uczucie było magiczne. -Czyli się zgadzasz?-zapytał słodko
-Tak. -podniósł mnie i zaczął kręcić wokół własnej osi. Po chwili postawił mnie na ziemi mocno mnie przutulił i czule pocałował.
-Justin? Może pojedziemy już po moje rzeczy?
-Um... No tak... Jasne...
Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Powiedział, że pójdzie pogadać z dyrektorką i że mam iść na górę przygotować ubrania do przeniesienia. Szybko pozbierałam torby z ciuchami. Nagle wszedł Justin.
-Spakowałaś już wszystko?
-Tak. Wczoraj posprzątałam i od razu pochowałam do toreb więc dużo pracy nie miałam.
-Okej. Ja już wszystko zabieram.
-Poczekaj ja też coś wezmę.
-Dam radę. Księżniczki nie powinny taszczyć takich ciężarów.
-Justin ale tego jest dużo i w ogóle... Nie chcę żebyś wszystko robił za mnie.
-Dam sobie radę. Nie jestem aż takim cieniasem.
-Cokolwiek. Tylko potem nie narzekaj że cię plecy bolą chyba że chcesz mieć je później wymasowane.-uśmiechnęłam się do niego szeroko.
-O to mi właśnie chodzi.-uśmiechną się-Idź się pożegnać z Amandą.
-Zaraz wracam księciu-pocałowałam go w policzek
-Wolałbym całusa tu-pokazał na swoje usta
-Musisz zasłużyć sobie-powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Szybko do mnie podszedł, przytulił mnie tak, że nie mogłam ruszyć nawet rękoma.
-I co teraz?-uśmiechnął się.
-Hmmm...No nie wiem. Co powiesz na to?-pocałowałam go namiętnie w usta.
-Podoba mi się, mam nadzieję, że będzie zdarzało się coraz częściej.
-Może... A teraz mnie puść bo muszę iść do Amandy.
-A co jeśli nie?
-Sam mi kazałeś iść.
-Żartuję. Leć, leć bo u mnie w domu jeszcze mamy dużo roboty.-powiedział patrząc na te wszystkie torby-no raz!-pognał mnie z uśmiechem na twarzy.
-Do zaraz. - szłam trochę zdenerwowana bo nie wiedziałam co mam jej powiedzieć. Weszłam do jej pokoju.
- Hej Am!
-Um nic. Mam chłopaka, wyprowadzam się do niego na dwa miesiące bo musimy udawać małżeństwo.
-Okej. Cieszę się. Ale pamiętaj o mnie i jak coś się dzieje to wiesz gdzie mnie szukać. -powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Nie jesteś zła czy nie jesteś smutna?
-Cieszę się bo widzę, że ty jesteś szczęśliwa. -podeszłam bliżej, przytuliłam ją
-Dziękuję. Pamiętaj, nie ważne co się stanie zawsze będę Cię kochać.
-Dobra leć już do swojego kochasia-powiedziała śmiesznie.
-Av!-krzykną Justin z dołu
-Idę!-odkrzyknęłam-Pa!-przytuliłam ją szybko i niemalże wybiegłam z pokoju.
Zeszłam szybko na dół i zobaczyłam Justina jak męczy się z torbami.
-Juss daj pomogę Ci.
-Daaaa...-widziałam jak się potyka i prawie spada ze schodów, ale w ostatniej chwili go podtrzymałam.
-Oh Justin. Teraz mi dasz?
-Nie. Poradzę sobie.
-Jussy prawię się wywaliłeś. Bałam się. Myślałam że nie zdążę i spadniesz.
-Dobra, ale jedną. Tę-wskazał na najmniejszą i najlżejszą.
-Oh serio? Nie jestem taka słaba jeśli chodzi o siłę fizyczną.
-Ale nie chcę żebyś się przeciążyła. Chociaż wtedy to ja mógłbym cię wymasować-uśmiechnął się szeroko-Lecz jak chcesz wziąć jakąś torbę to tylko tą co Ci pokazałem.
-Dam radę. Poważnie.-spojrzał na mnie z niedowierzaniem-Oh no daj mi się wykazać!
-Dobra to możesz wziąć jeszcze-popatrzył na torby-ten plecak.
-Niech Ci będzie, ale patrz pod nogi-ostrzegłam.
-Poczekaj na dole księżniczko. Ja zaraz zejdę.
-Okej. Będę przy samochodzie.
Wyszłam z domu i ruszyłam w stronę samochodu gdy nagle usłyszałam głośny hałas. Wbiegłam do środka i zobaczyłam Justina na ziemi i porozrzucane walizki.
-Oh Justin! Coś Ci się stało?
-Nie. Tylko się poobijałem.
-I co ja mam z tobą zrobić?
-Obecnie możesz mnie przytulić i pocieszyć-porusza śmiesznie brwiami.
-Chodź tu skarbie-powiedziałam do niego-Pocieszę cię później. Dzieci patrzą. Mogę jedynie cię przytulić-przytuliłam go-i nakrzyczeć. Justin! Mówiłam że masz mi dać kilka toreb! Zachowałeś się nierozsądnie. Przecież mogło Ci się coś stać!
-Ej! Na mnie się nie krzyczy! Mnie się przytula!-robi udawaną oburzoną minę-Wiesz jak to boli?-wskazuje na serce-O tu?
-Mogę Ci pomóc? Jesteś cały poobijany daj mi te dwie walizki.
-No dobra... Oficjalnie stwierdzam fakt, że jestem największą cipą na całym świecie!
-Widzę-śmieje się Amanda, która stoi na samym szczycie schodów.
-Justin jednak Av ma rację z tym że wcześniej nie dałeś jej toreb-powiedziała Amanda.
-To wcale nie jest prawda. Po prostu się potknąłem.-jęczy.
-Justin... Przyznaj się że to przez to że miałeś za dużo walizek.
-Av zachowujemy się jak małe dzieci. Po prostu odpuść.
-Tak, masz rację. Jedźmy już.
Wyszliśmy z domu i po chwili byliśmy już przy samochodzie. Justin otworzył bagażnik a ja pomagałam mu spakować rzeczy. Weszłam do samochodu a tuz po mnie wszedł Juss. Odpalił silnik i już pędziliśmy w stronę um... Jego? Naszego? Domu. Po 20 minutach byliśmy na podjeździe do jego domu. Wypakowujemy rzeczy i maszerujemy do domu.
-Justin, gdzie ja będę spała?
-Ze mną-doszliśmy do drzwi. Otworzył je szybko i dopowiedział-księżniczko już ze mną spałaś. Poza tym mamy zachowywać się jak małżeństwo-dał mi szybkiego ale namiętnego całusa.
-Tak wiem. Justin nie uważasz, że...dobra jednak nic-podchodzę do łóżka i się na nim kładę.
-Powiedz skarbie co chciałaś powiedzieć- powiedział Justin błagającym tonem.
-Justin, to nie jest ważne-marudzę.
-No dobrze. Chcesz dzisiaj to wszystko rozpakować?
-Tak. Jestem pewna, że następnym razem nie będzie chciało mi się tego robić.
-Pomóc Ci?
-Jak byś mógł-lekko się uśmiechnęłam.
-To co mam robić?
-Mógłbyś rozpakować tamtą walizkę-wskazuję na największą, szarą torbę.
-Już się robi. -pociągnął za suwak i jednym sunięciem otworzył walizkę- OMG!
-Co się stało?-wychylam głowę z nad szafki i widzę jego przerażoną twarz. Ponosi mnie głośny śmiech.
-Czy ty się ze mnie śmiejesz?
-Tak bo co mi zrobisz?-Żartuję.
- Teraz nic. Idę zrobić coś do jedzenia. - Mi nic nie rób!-krzyknęłam za nim.
-Musisz coś zjeść! -krzyknął z dołu.
Postanowiłam zejść na dół i mu pomóc.
-Na prawdę nie jestem głodna.
-No dobrze. A może chcesz coś do picia?
-Herbatę, poproszę.
-Już się robi- cmoknął mnie szybko w usta i wstawił wodę do gotowania.
Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie i wygodnie się oparłam. Czułam jak moje powieki stają się coraz cięższe. Nie wiem nawet Morfeusz porwał mnie do swojej krainy. Poczułam jak ktoś mnie podnosi i gdzieś niesie.
~~*~~
Obudziłam się o 2. Byłam wtulona w Justina. Zachciało mi się pić. Starałam się jak najdelikatniej wywinąć się z jego ramion. Nie udało się.
-Mamo jeszcze pięć minut - mruknął.
Jak słodko. Chyba mu to rano powiem. A może i nie?
-Justin- szepnęłam. Przebudził się.
-Tak skarbie? -pocałował mnie w usta.
-Mogę iść się napić?
-Jasne. Dlaczego się pytasz?
-Bo mnie trzymasz?
-A już. Sorry. -zaśmiałam się i powolnym krokiem poszłam na dół. Podeszłam do lodówki, wyjełam sok pomarańczowy i nalałam do szklanki. Tym samym tempem ruszyłam na górę. Justina nie było w pokoju.
-Justin! Gdzie jesteś? !
Nagle ktoś objął mnie od tyłu. Pisnełam i miałam już łzy w oczach.
-Kochanie to tylko ja - szepnął mi do ucha. Obróciłam się i wtuliłam w jego klatkę piersiową, a po chwili rozpłakałam się jak małe dziecko.
-Ja...ja przepraszam- zająkał się Justin
-Justin..-łapałam powietrze między sylabami- to nie twoja wina.
-Moja. Nie powinienem był cię straszyć.
-Justin a ja nie powinnam aż tak się wystraszyć, a po za tym nie mogłeś tego przewidzieć. Nie obwiniaj się za każdym razem.
Jesteś tylko człowiekiem. Może położymy się jeszcze spać?
-Um.. Tak W końcu jest dopiero 2.
~*~
Obudziliśmy się w tym samym momencie.
-Idziemy zjeść śniadanie?
-Jasne-musnęłam jego usta, ale Justin przedłużył pocałunek.
-Kocham czuć twoje usta na moich księżniczko.
-Ja Twoje też-zarumieniłam się.
-Co chcesz na śniadanie?-zapytał się Justin.
-Naleśniki!-krzyknęłam jak mała dziewczynka, Justin zaśmiał się.
-A co będę z tego miał?-zaczą śmiesznie poruszać brwiami.
-Hmmm... Jeszcze nie wiem.
Justin zaczął robić naleśniki a ja usiadłam przy blacie i go obserwowałam.
-Zrób zdjęcie zostanie na dłużej.
-Okej-zaśmiałam się i wyjęłam mój stary telefon.
-Hmmm... Musimy załatwić Ci jakiś lepszy telefon.
-Nie chcę żadnych prezentów.
-Dobrze. Dzisiaj jest sobota więc mamy cały dzień dla siebie. Co więc chcesz porobić?
-Jussy, bądź kreatywny!
-Ugh... Nie wiem.- przerwał mu dzwonek przychodzącego sms-a. - Poczekaj chwilę. -szybko zaczął coś pisać- księżniczko muszę na chwilę wyjść. Możesz zjeść sama śniadanie?
-Jasne, nie ma problemu-pocałowałam go w usta.
Chwilę później Justina już nie było. Dokończyłam szybko śniadanie i ruszyłam do pokoju aby w końcu się rozpakować.
Rozpakowywanie z muzyką na full i dobrą zabawą przy tym zajęło mi dość sporo czasu. Był to dla mnie plus bo się nie nudziłam.
-Uważaj bo mogą Cię okraść-aż podskoczyłam.
-Jejku! Ale mnie wystraszyłeś.
-Ups... Przepraszam. Już się rozpakowałaś?
-Już kończę. Czemu pytasz?
-Moglibyśmy się gdzieś przejść.
-Jeszcze chwilka.
-Oczywiście. Pomóc Ci?
-Dam sobie radę.-uśmiechnełam się.
-No dobrze. Jesteś głodna?
-Nie. Niedawno jadłam.
-Niedawno czyli 5 godzin temu?
-Tak szybko to zleciało?
-Tak. Przepraszam że tak długo.
-Nie szkodzi. Nie nudziłam się- uśmiechnełam się do niego.
-Mam coś dla ciebie.-odwzajemnił uśmiech- czeka w salonie. Tylko żadnych problemów. Masz to przyjąć. Zgoda?
-Justin!-jęknęłam
- Proszę, księżniczko.
-Ale to nie jest nic kosztownego?
-Wiesz...-podrapał się po karku.
-Ostatni, ostateczny raz!-ostrzegłam.
- Jej. Chodź na dół. Albo nie. Zamknij oczy.
-Przewrócę się jak bede szła po schodach.
-Dlatego wezmę Cię na ręce.
-Ale ja jestem ciężka Justin-protestuję.
-Jesteś taka uparta- szybkim prostym ruchem złapał mnie i wziął na ręce tak jak małe dziecko.
Piszczę najgłośniej jak potrafię. Po chwili uświadamiam sobie, że go to nie rusza. Po chwili postawił mnie na ziemi. Pocałował mnie namiętnie i zakrył dłońmi moje oczy. Poczułam jak gdzieś idziemy. Gdy doszliśmy do celu odsłonił mi oczy i krzyknął:
-Niespodzianka! - zobaczyłam cały pokój w kwiatach i to moich ulubionych.
-Dziękuję-wskoczyłam na niego i mocno przytuliłam. Po chwili lekko się odsunęłam-To moje ulubione...
-Wiem-uśmiechną się szeroko.
-Skąd?-powiedziałam zaskoczona.
-Jak byłem mały mama opowiadała mi o księżniczce, która nie ma rodziców. Mówiła, że jest wspaniałą osobą, której trzeba pomóc. Zdradziła mi jak wygląda, jakie kwiaty lubi i tak dalej. Ale najważniejszą rzecz jaką mi powiedziała to ta, że muszę w przyszłości ją odnaleźć i pomóc.-przerwał i nieśmiało się umiechną-zawsze lubiłem słuchać opowieści o księżniczce. I zobacz ona stoi tu przede mną.
-To takie...-poczułam jak łzy spływają mi po policzkach- słodkie.
Pocałowałam go w usta a on pogłębił pocałunek.
-To jeszcze nie wszystko- wziął ze stołu jakieś pudełko- to dla ciebie. Masz tam już moje zdjęcia więc nie musisz na razie mi robić- powiedział i podał mi nowego iPhone'a.
-O nie!-jęknęłam- Justin tego już za wiele.
-Księżniczko...
-Justin...
-Ugh... No weź to. A ja idę do kuchni.
Nic nie powiedziałam tylko rzuciłam się na łóżko twarzą w poduszkę. Doceniam to, że Justin się o mnie troszczy, chce abym miała jak najlepszy sprzęt i w ogóle żeby mi było dobrze. Ale dla mnie to za wiele. Nie dość, że u niego mieszkam to jeszcze kupuje mi takie drogie prezenty.
Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni gdzie Justin przygotowywał obiad. Przytuliłam go od tyłu i szepnęłam.
-Justin ostatni raz przyjmuje od ciebie taki drogi prezent. -odwrócił się i mnie pocałował.
-Dlaczego jest Ci tak trudno je przyjmować?
-Bo nie lubię jak ktoś wydaje na mnie pieniądze.
-Av...
- Juss...
-Ja chcę abyś miała wszystko co najlepsze.
- Ja wiem. Tylko daj mi się przyzwyczaić. Sam wiesz że zawsze miałam mało.
-Wiem doskonale księżniczko.-powiedział smutno i przyciągnął mnie bliżej siebie.
-Kocham Cię Jussy.
-Na prawdę?-powiedział zaskoczony.
-Tak.
-Nie sądziłem, że odwzajemniasz moje uczucia.
-Jak mogłeś tak sądzić. Przecież zgodziłam się być twoją dziewczyną. Kocham Cię. Naprawdę - pocałował mnie namiętnie w usta.
-Avalanno Routh Kocham Cię najbardziej na świecie!-wykrzyczał z wielkim uśmiechem na twarzy.
-To co.. jemy na obiad?
-Wiesz miało być spaghetti ale coś mi nie wyszło.
-Dlaczego Ci nie wyszło?
-Chyba coś źle dodałem. Pomożesz?
-Jasne. Dla Ciebie wszystko kochanie.-uśmiechnełam się.
-Nie wiem . Justin a tak w ogóle to z czego zrobiłeś ten sos?
- Um... Z tego mięsa-pokazał na opakowanie po kurczaku- i...
-Justin sosu do spaghetti nie robi się z kurczaka. Ugh... Idź do pokoju a ja coś wykombinuje.
-Mogę Ci pomóc. Z wielką chęcią.
- Juss...
-Dobra, dobra już idę...
-Zawołam Cię jak skończę, mój księciu.
-Dobrze ale wymyśl mi jakieś zajęcie księżniczko-pocałował mnie w policzek.
-Hmm... Możesz jechać do sklepu i zrobić zakupy.
-Co trzeba? Zrobię liste, ale bedziesz musiała mi pomóc.
-Okej. - Szybko napisałam mu co trzeba kupić.
-Za 43 minuty będę. Pa-podszedł do mnie i cmokną mój policzek.
-Odliczam czas, bey bey.- podeszłam do niego i cmoknęłam jego usta
-Będę punktualnie. Jak zawsze.
-Okey! - krzyknęłam za nim. Gdy wyszedł. Zaczęłam gotować potrawkę. Zawsze lubiłam gotować. Wiem, że stawałam się coraz lepsza. Zazwyczaj pomagałam gotować w domu dziecka. Sprawiało mi to przyjemność, bo wiedziałam, że dzieciaki są najedzone. Po niecałej godzinie przyjechał Justin. Był cały obładowany w torbach. W jednej z toreb zauważyłam piwo.
- A to co Justin? - pokazałam na tą torbę.
-Piwo-odpowiedział głupio.
-Juss... Nie chcę abyś pił piwo w moim towarzystwie.
-Misiu to tylko jedno piwo.
- Ugh... No dobra...
-Nie lubię jak się denerwujesz.-powiedział z żalem- a tym bardziej na mnie...
-Ja po prostu się martwię... Chodź skończyłam gotować.
-----------------------------------
OMG! Rozdział był strasznie długo dodawany. Miał być już dodany w tamtą sobotę ale chyba z 10 razy musiałam od nowa pisać bo mi się usuwał. Dlatego z całego serca przepraszam.... A tutaj na pocieszenie macie zdjęcie Jussa. Buziaczki i do następnego :*
czwartek, 10 lipca 2014
Rozdział 8
"Ava wiesz co?" "Tak"
-Um.. już nic.
-Na pewno?
-Jasne. Wiem że się martwisz o Pattie ale jestem pewna że wszystko będzie dobrze.
Posiedzieliśmy tak z godzinę aż w końcu przyszedł lekarz i poprosił żebyśmy już wyszli, bo czas odwiedzin się skończył. Poprosiłam Justina aby odwiózł mnie do domu. Oczywiście się zgodził i ruszyliśmy w stronę parkingu. Juss otworzył drzwi od mojej strony, poczekał aż wejdę i za mną zamknął. W samochodzie było cicho lecz to nie była niezręczna cisza. Po 15 minutach drogi dojechaliśmy do "mojego domu". Pożegnałam się z Jussem i weszłam do domu. Przybiegła dyrektorka z przerażeniem wymalowanym na twarzy.
-O mój Boże!I
"Od: Justin
-Lecę do szkoły. Miłego dnia. Do widzenia!-rzuciłam do wszystkich domowników. Następnie podłączyłam słuchawki i zobaczyłam, że mam 2 sms'y.
"Od: Justin
Miłego dnia skarbie xx"
Odpisałam mu tym samym i przeczytałam 2 sms'a.
"Od: Justin
Zapomniałbym. Przyjadę po Ciebie do szkoły i pójdziemy zobaczyć mieszkanie xx"
-Tak. Mógłbym odwołać nasze jutrzejsze wyjście?
-Co jej jest?!-powiedziała spanikowana
-Nie wiadomo kiedy się obudzi.-powiedziałam szeptem.-Tak bardzo się boję...- nieco głośniej.
-Nie przejmuj się słoneczko. Może idź już spać-powiedziała z nutką troski
-Nie zasnę... Za dużo mam na głowie - powiedziałam lekko zamyślona - Chociaż spróbuj. Musisz być zmęczona. Poza tym jutro do szkoły idziesz
-Dobrze. Dobranoc.-przytuliłam ją, była zaskoczona i na początku nie odwzajemniła uścisku, lecz później delikatne gładziła moje plecy.
Weszłam na górę. Szybko chwyciłam piżamę, bieliznę i ruszyłam w stronę łazienki. Jeej była pusta więc nie musiałam czekać. Po prysznicu szłam po zimnych szarych płytkach w stronę swojego pokoju. Było zimno ale nie przeszkadzało mi to dopóki moja głowa aż pulsowała od nadmiaru myśli.Nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym wszystkim. Gdy już wszystko zaczęło się układać, coś musiało się spieprzyć. Zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam powiadomienie o przyjściu sms-a
Dobranoc księżniczko xx"
"Do: Justin
Trzymaj się mój Księciu. Dobranoc xx"
Nie wiem czemu ale automatycznie zasnęłam. Dalej nie mogę uwierzyć że moja Pattie miała wypadek.
~*~
Obudziłam się o 6.00, byłam wyspana. Od razu popędziłam do szafy. Wybrałam ciemne jeansy i biały sweterek z wyciętym sercem na plecach. Było trochę po 6 jak ruszyłam do łazienki. Jest!!! Znowu pierwsza. Gdy się przebrałam, pomalowałam wróciłam do pokoju po rzeczy do szkoły. Chwyciłam plecak, telefon i słuchawki.
Autobus jak zwykle się spóźnił. Przyjechał 10 minut po czasie.
czwartek, 26 czerwca 2014
Rozdział 7
-Czy ty coś sugerujesz?
-Nie wiem...
-Och... Wiesz jutro szkoła więc raczej musimy iść już spać Justin
-Okej. Chodź
-Ale gdzie?
-Do mnie.
-Ale...
-Żadnych 'ale' Av. Nic Ci nie zrobię, obiecuję.
-No dobrze... Ale... Mam pytanie
-Tak?
-Przyjaciele?
-Oczywiście skarbie
-Mogę jakiegoś ciuszka do spania?
-Pewnie. Poczekaj minutkę. -Poszedł do jednego z pomieszczeń, widziałam jak czegoś szukał, po chwili wrócił.-trzymaj-podał mi fioletowy t-shirt-chyba już wiesz gdzie mam łazienkę-puścił mi oczko.
-Tak pamiętam. Zaraz wracam
-Okej, ja pościelę łóżko
Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę łazienki. Nagle usłyszałam jak woła mnie Pattie ze swojego pokoju. Weszłam tam i zapytałam.
-O co chodzi?
-Chodź na chwilkę. Muszę z tobą porozmawiać
-Mam się bać?
-Nie. Chciałam się ciebie zapytać o Justina. Jaki on jest?
-On jest... Uroczy. Wszystko co na dzisiaj wymyślił było cudowne. Skok ze spadochronem, kino i te piękne miejsce z widokiem na całe miasto. A właśnie. Gdzie mam spać, bo on mówi, że z nim ale wiesz... -Justin Ci nic nie zrobi. Wie? -O czym?- Pattie popatrzyła na mnie chwilę uświadamiając mi o co jej chodzi -Tak wie. -To tym bardziej Cię nie tknie. A jeżeli to zrobi to pożałuje. -Hah Pattie zaczynam się Ciebie bać. -I prawidłowo, a teraz szoruj do łazienki. -Już. Dobranoc Pattie. -Dobranoc skarbie.
Ruszyłam do łazienki, przebrałam się szybko i poszłam do Jusa. Czekał na mnie siedząc na łóżku i patrząc coś w telefonie. Gdy tylko usłyszał jak weszłam przerwał wykonywać poprzednią czynność i poklepał miejsce obok siebie.Usiadłam koło niego i poczułam jak zamykają się moje powieki.
-Chodź mycho. Jesteś już zmęczona. Obiecuję, że ni... -Okej, Justin ufam Ci. Wiem, że nie zrobił byś nic. Kocham Cię mój przyjacielu.
Położyłam się a Justin obok mnie. Wtuliłam się w niego i usnęłam.
~*~ Obudziło mnie otwieranie drzwi. Uchyliłam oczy i zobaczyłam Justina jak wchodzi z tacą. -Wstawaj księżniczko-uśmiechną się promiennie
-Um.... Która godzina?
-10.30 śpioszku. A teraz wcinaj. Smacznego.
-Juss... Ale szkoła.
-Nadrobimy. Jesteś wzorową uczennicą nic Ci nie zrobią.
-A co z moim domem. Muszę tam jechać.
-Justin!!!
-Co się stało?-powiedział przestraszony
-Nic chciałam zobaczyć jak szybko zareagujesz. Żałuj, że nie widziałeś swojej miny.
-Serio?! Teraz pożałujesz!-przerzucił mnie przez plecy tak, że brzuchem leżałam na jego ramieniu. Szedł w kierunku swojego pokoju. Po chwili położył mnie na łóżku i zaczął gilgotać. -Ju-Ju-Justiiiiiiiiiin!
-Przeproś ładnie. -powiedział nie przestając mnie łaskotać
-No więc, słucham.
-Przemyślałam wszystko-powiedziała szeptem.
-I?
-Nie wiem co o tym myśleć...
-Co Pani sugeruje?
-Sama nie wiem... Ja zachowuję się tak bo... U mnie w domu nie było łatwo.
-Myśli Pani że mi jest łatwo?! Przez całe moje życie byłam wyśmiewana. Ostatnio pierwszy raz zostałam przyjęta do nowych ludzi. Przez całe życie dzieliłam się jedzeniem tylko po to by nikt nie zachorował.
-Przepraszam...
-Nie ma za co... Poza tym Justin to mój przyjaciel a jak pani weszła to go tuliłam w podzięce za to że jako jedyny podał mi lekcje.
-Ja nie wiedziałam, muszę go przeprosić.. -Koniecznie. On pomaga mi i jestem pewna, że pomógł by i tu.
-Naprawdę?
-Tak, jest naprawdę wspaniały.-uśmiechnęłam się szeroko
O wilku mowa. Nagle Justin zapukał do pokoju i wychylił przez drzwi głowę pytając:
-Mogę już wejść?
-Pewnie Justin, mam Ci coś do powiedzenia, co na 100% Cię zaskoczy-powiedziała dyrektorka -Okej, robi się ciekawie.
-Chciałam cię bardzo mocno przeprosić.
-Naprawdę? Miała pani rację. Nie spodziewałem się tego. Szczerze mówiąc to też przepraszam za to że na panią naskoczyłem.
-Teraz może być już tylko lepiej, ale musimy się wspierać-wtrąciłam
-W 100% się z tobą zgadzam Av...-gdy Justin był w połowie swojej wypowiedzi zadzwonił jego telefon. Przeprosił nas i odebrał. "Halo?" "Coś się stało?" "Zaraz tam będę" i się rozłączył.
-Przepraszam muszę uciekać, moja mama miała wypadek. -Jadę z tobą!- krzyknęłam
-Av ale..
-Nie ma ale! Ona jest dla mnie jak matka!
-Mogę jechać?-zapytałam się dyrektorki
-Oczywiście! Zaraz sprowadzę wszystkie dzieci i się pomodlimy. Wiem jak one ją kochają! Uciekajcie!
Wybiegliśmy z domu i ruszyliśmy samochodem. Justin jechał jak szalony. Widziałam jak się denerwuje aż się trzęsie. Sama się bałam.
Po 15 minutach drogi dojechaliśmy do szpitala. Wybiegliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę rejestracji.
-W której sali jest pani Pattie Bieber?!
-Chwilkę....196. Drugie piętro, ostatnie drzwi po lewej.
-Dziękujemy-krzyknął Justin i ruszyliśmy w stronę schodów
Złapałam go za rękę i biegliśmy razem. Po chwili byliśmy już pod drzwiami. Nie wachalismy się i wpadliśmy do pokoju. Gdy Justin zobaczył swoją matkę czułam jak świat mu się zawalił mi także. Miałam łzy w oczach, on padł na kolana i płakał jak mały chłopak. Podeszłam do niego i zamknęłam go w szczelnym uścisku. Odwzajemnił uścisk. Przez szybę od drzwi do sali gdzie leżała Pattie zobaczyłam lekarza. Szybko oderwałam się od Justin i pobiegłam do niego z zapytaniem o stan Pattie.
-Pani Pattie, jest w bardzo strasznym stanie. Jest w śpiączce, ma połamaną lewą nogę w 2 miejscach, uszkodzone biodro i połamane żebra. -Jak to się stało? -Rozmawialiśmy z policją i określili, że Pani została potrącona przez samochód pędzący z prędkością około 80 km/h wyrzucając ją na wysokość 3 metrów.
-O matko! Kiedy się obudzi?
-Tego nie wiadomo, ale robimy wszystko co w naszej mocy.
-Dziękuję możemy jeszcze zostać przy Pattie?
-Tak ale nie długo.
-Okey
-Ja wpadnę później.
Wyszłam z gabinetu i ruszyłam w stronę sali. Gdy weszłam zobaczyłam jak Justin siedzi nad łóżkiem i obserwuje stan Pattie.
-Pamiętaj, że nie ważne co się stanie, ja będę przy tobie-szepnęłam
-Av... Dziękuję-spojrzał na mnie. W jego oczach było widać smutek i strach
-Będzie dobrze Juss-staję za nim, pocałowałam jego włosy i wtuliłam się w jego szyję. Po chwili odwrócił się i posadził mnie na swoich kolanach i wtulił się we mnie. Oddychał nie równo.
-Ava... Wiesz co?
-Tak?
-------------------------------------------------------------------------------------
Jeej w końcu wstawione :D. Jutro zakończenie roku szkolnego. WAKACJE!