czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 7


Popatrzyłam na Justina ze zdziwioną miną i zapytałam.
-Czy ty coś sugerujesz?
-Nie wiem...
-Och... Wiesz jutro szkoła więc raczej musimy iść już spać Justin
-Okej. Chodź
-Ale gdzie?
-Do mnie.
-Ale...
-Żadnych 'ale' Av. Nic Ci nie zrobię, obiecuję.
-No dobrze... Ale... Mam pytanie
-Tak?
-Przyjaciele?
-Oczywiście skarbie
-Mogę jakiegoś ciuszka do spania?
-Pewnie. Poczekaj minutkę. -Poszedł do jednego z pomieszczeń, widziałam jak czegoś szukał, po chwili wrócił.-trzymaj-podał mi fioletowy t-shirt-chyba już wiesz gdzie mam łazienkę-puścił mi oczko.
-Tak pamiętam. Zaraz wracam
-Okej, ja pościelę łóżko
Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę łazienki. Nagle usłyszałam jak woła mnie Pattie ze swojego pokoju. Weszłam tam i zapytałam.  
-O co chodzi?
-Chodź na chwilkę. Muszę z tobą porozmawiać
-Mam się bać?
-Nie. Chciałam się ciebie zapytać o Justina. Jaki on jest?
-On jest... Uroczy. Wszystko co na dzisiaj wymyślił było cudowne. Skok ze spadochronem, kino i te piękne miejsce z widokiem na całe miasto. A właśnie. Gdzie mam spać, bo on mówi, że z nim ale wiesz... -Justin Ci nic nie zrobi. Wie? -O czym?- Pattie popatrzyła na mnie chwilę uświadamiając mi o co jej chodzi -Tak wie. -To tym bardziej Cię nie tknie. A jeżeli to zrobi to pożałuje. -Hah Pattie zaczynam się Ciebie bać. -I prawidłowo, a teraz szoruj do łazienki. -Już. Dobranoc Pattie. -Dobranoc skarbie.
Ruszyłam do łazienki, przebrałam się szybko i poszłam do Jusa. Czekał na mnie siedząc na łóżku i patrząc coś w telefonie. Gdy tylko usłyszał jak weszłam przerwał wykonywać poprzednią czynność i poklepał miejsce obok siebie.Usiadłam koło niego i poczułam jak zamykają się moje powieki.
-Chodź mycho. Jesteś już zmęczona. Obiecuję, że ni... -Okej, Justin ufam Ci. Wiem, że nie zrobił byś nic. Kocham Cię mój przyjacielu.
Położyłam się a Justin obok mnie. Wtuliłam się w niego i usnęłam.
~*~ Obudziło mnie otwieranie drzwi. Uchyliłam oczy i zobaczyłam Justina jak wchodzi z tacą. -Wstawaj księżniczko-uśmiechną się promiennie
-Um.... Która godzina?
-10.30 śpioszku. A teraz wcinaj. Smacznego.
-Juss... Ale szkoła.
-Nadrobimy. Jesteś wzorową uczennicą nic Ci nie zrobią.
-A co z moim domem. Muszę tam jechać.


-Pojedziemy. Teraz jedz! No raz raz!-popędził mnie z uśmiechem przyklejonym do twarzy.
Szybko zjadłam. I poszłam do łazienki się przebrać. Ubrałam dresy i bokserkę. Stwierdziłam, że jeśli i tak nie idziemy do szkoły to ubiorę się luźno i wygodnie.
-Justin!!!
-Co się stało?-powiedział przestraszony
-Nic chciałam zobaczyć jak szybko zareagujesz. Żałuj, że nie widziałeś swojej miny.
-Serio?! Teraz pożałujesz!-przerzucił mnie przez plecy tak, że brzuchem leżałam na jego ramieniu. Szedł w kierunku swojego pokoju. Po chwili położył mnie na łóżku i zaczął gilgotać. -Ju-Ju-Justiiiiiiiiiin!
-Przeproś ładnie. -powiedział nie przestając mnie łaskotać



-Nie zrobię tego

-Sama tego chciałaś- zaczął mnie gilgotać znacznie szybciej tak że nie mogłam złapać tchu.-Albo przeprosisz albo będę cię męczył baaardzo długo
-Przeeeee... -Co? -Przestań, prooosze -Przeprosisz?-przestał
-Hah chyba śnisz skarbie- poruszyłam śmiesznie brwiami.
-Czyli mam Cię gilgotać? Okej
-Justin... Przepraszam
-Dziękuję-pocałował mój polik
-A teraz mnie zawieź
-Eh no okej
Wyszliśmy z domu Justina, a ja skierowałam się w stronę samochodu Jussa. Szedł tuż za mną. Przed samym samochodem wyprzedził mnie i otworzył mi drzwi.
-Dziękuję panie Bieber
-Nie ma za co pani Bieber.
-Widzę, że już po ślubie-puściłam mu oczko
-No tak. Nie pamiętasz? A no tak... Jaki ja głupi jestem... To było w moim śnie a nie w realu... Poczekaj czy ja ci powiedziałem mój sen?!
-Oczywiście panie Bieber. Czyli nie oficjalnie jestem panią Bieber-zasmiałam się
-Dokładnie
Po 15 minutach rozmowy byliśmy już na miejscu. Wyszłam z samochodu poprzedzając to całusem Justina w policzek.
-Spotkamy się jutro?-krzyknął gdy byłam już przy drzwiach.
-Jutro jadę wybrać mieszkanie więc jak chcesz się ze mną męczyć....
-Z Tobą nie da się nudzić skarbie
-To do jutra...
-Do jutra
Weszłam do domu i usłyszałam krzyk dyrektorki.
-Co się stało?
-Miałaś być później nie rano!!!
-Myślałam, że Pattie dzwoniła
-Dzwoniła ale to ty powinnaś zadzwonić.
-Przepraszam. Nie wiedziałam...
-Idź już na górę i mnie nie męcz
-Naprawdę przepraszam... -Bąknełam i ruszyłam do swojego pokoju. Jak ja nie lubiłam tej dyrektorki. Wolałam poprzednią, Pattie. Na całe szczęście Pattie często tu przyjeżdża. Również zadowala mnie fakt, że niedługo się wyprowadzam, ale będę odwiedzała ten dom. W końcu spędziłam tu moje całe życie. Poszłam na górę i nie miałam co robić więc zaczęłam robić porządki w szafie, bo jednak dawno ich nie robiłam. Przy okazji zaczęłam zbierać już swoje rzeczy, ponieważ tak czy siak musiałam się niedługo wyprowadzic. Taki był nakaz Domu. W szafie znalazłam kilka za małych dzieci więc oddam je Amber. Jest ona trochę niższa ode mnie i bardzo lubi rzeczy po mnie. Zawsze gdy coś jej podaruje widzę te iskierki w jej błękitnych oczach. Po około 4 godzinach miałam wszystko uporządkowane. Postanowiłam zadzwonić do Caroline aby mi podała lekcje. Wzięłam telefon do ręki i nagle dostałam sms'a.
"Od: Justin Dziękuję za wczorajszy dzień i dzisiejszy poranek . O której jutro mam po Ciebie przyjechać panno Bieber?"
"Do: Justin
Hmm... Myślę że możesz koło 16 przyjechać"
"Od: Justin Z wielką przyjemnością panno Bieber ;*"
Zaczęłam się uśmiechać do telefonu.
Nagle przypomniałam sobie że miałam zadzwonić do Caroline. Wybrałam połączenie. Bip...bip...bip...bip... Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału
-Oh no serio?! Akurat teraz nie odbierasz?!-warknelam do telefonu.
Postanowiłam zadzwonić do Justina i zapytać czy wziął już nadrobił lekcje. Lecz nagle uświadomiłam sobie że mu się pewnie nie chciało. Nagle przypomniałam sobie że mam numer do jeszcze jednej kujonki z mojej klasy więc pomyślałam, że może mi podać lekcje. Od razu do niej zadzwoniłam. Bip...bip...bip...
-Halo-powiedziała zaspanym głosem -Obudziłam Cię?-spytałam -Nie, ale jestem chora i od tygodnia leże w łóżku. -Ojej. Więc życzę Co szybkiego powrotu do zdrowia.-powiedziałam lekko zdenerwowana -Dziękuję. Pa.-rozłożyła się
I co ja mam teraz zrobić?! Nie mam do kogo innego zadzwonić,bo nie mam do nikogo innego numeru oprócz Caroline, Justina i Kate-druga kujonka.
Postanowiłam zadzwonić do Justina, może on mi jakoś pomoże. Wybrałam jego numer bip... -Halo?-jak szybko odebrał-pomyślałam.
-Justin nadrobiłeś już lekcje?
-Tak. A co księżniczko?
-Bo nikt nie odbiera ode mnie telefonu... Mógłbyś mi podać?
-No nie wiem... -Oh proszę Justin!-błagałam -Hmm a co będę z tego miał? -Co tylko chcesz! -Aby na pewno? -Tak! Błagam! -Dobrze panno Bieber-zaśmialiśmy się.
-Hmm.. Będę u ciebie za 10 minut, okey?
-Okej, to do... Zaraz-nie czekając na nic, rozłączyłam się i zbiegłam na dół poinformować dyrektorkę.
Zapukałam lecz dyrektorka była zajęta. Chwilę później jedna dziewczynka wyszła z gabinetu a mnie do niego zaproszono.
-Przyszłam poinformować, że za chwilę zjawi się tu mój kolega z klasy, z lekcjami, które muszę nadrobić z dzisiejszego dnia.
-Dobre posunięcie Avalanno...
-Przepraszam?
-Byłaś z nim całe wczorajsze popołudnie, noc tylko po to żeby nie iść do szkoły
-Oczywiście, że nie proszę pani! Wie pani jak bardzo szkoła jest dla mnie ważna! Zna mnie pani tyle lat... Nie sądziłam, że ma pani o mnie takie zdanie...-powiedziałam łamiącym się głosem
-Avalanno każdy człowiek się zmienia. A ty ostatnio zmieniłaś styl ubieranie i charakter też
-Nikt się nie zmienia. Każdy całe życie jest taki sam. Wiem, że pani pod tą twardą skorupą jest naprawdę ciepłą, miłą i kochaną osobą. Inaczej nie byłoby niczego co jest tutaj...
-Koniec rozmowy idź po swojego "kolegę" tylko żeby za długo nie siedział.
-Tak jest proszę pani...-wyszłam zrezygnowana. Usłyszałam dzwonek do drzwi i od razu tam popędziłam. -Hej Justin-powiedziałam bez entuzjazmu. -Witaj księżniczko. Stało się coś? -Tak i nie... Chodź na górę.
-Tak jest proszę pani...-wyszłam zrezygnowana. Usłyszałam dzwonek do drzwi i od razu tam popędziłam. -Hej Justin-powiedziałam bez entuzjazmu. -Witaj księżniczko. Stało się coś? -Tak i nie... Chodź na górę.Weszliśmy po schodach a niecałą minutę później byliśmy już u mnie w pokoju. Zobaczyłam że nie sprzątnęłam toreb z ciuchami a także ujrzał Justina który wlepia na mnie swoje karmelowe oczy. Zaśmiałam się cicho i powiedziałam.  
-Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej.  
-W sumie to czemu nie - wyciągnął telefon i robił mi zdjęcia
Zaczęłam się śmiać, a Justin zrobił mi wiele zdjęć. -Już skończyłeś swoją sesję?-powiedziałam lekko rozbawiona. -Na tą chwilę tak.-uśmiechną się -Dobra to teraz dawaj mi zeszyty.-podał mi zeszyty, a ja zaczęłam przepisywać, jednak Justin chyba się nudził, bo ciągle dźgał mnie palcami lub łaskotał na początku trochę mi to przeszkadzało lecz za setnym razem gwałtownie wstałam, podeszłam do Justina żwawym tempem i to ja zaczęłam go gilgotać. Chwilę dał za wygraną lecz nagle zaatakował mnie z podwojoną siłą (hah zaczął mnie bardziej łaskotać). Zaczęliśmy się śmiać w niebo głosy. Po chwili usłyszeliśmy otwierane drzwi. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. Poczułam ulgę gdy zobaczyłam Amandę.
-Kobieto ale nas przestraszyłaś!-zaśmiałam się nerwowo
-Um... Chciałam cię poprosić żebyś pożyczyła mi jedną sukienkę.
-Pewnie. O właśnie. To jest Justin mój najlepszy przyjaciół, a to jest Amanda jest dla mnie jak siostra. -Miło mi Cię poznać Amando. -Mi również Justin. -W szafie wisi na wieszaku. -Jejku! Wielkie dzięki. Ratujesz moją dupę!-pisnęła
Chwilę później Amandy już nie było. Powiedziałam Justinowi że muszę dokończyć przepisywać lekcje.
Po 10 minutach miałam zrobione już wszystko. Usiadłam obok niego, a on objął mnie ramieniem.
Lubiłam jego dotyk, łaskotanie, uśmiech były one cudowne. Czekaj... Ja nie mogę się w nim zakochać. Nie teraz
-Jesteś wspaniała-szeptał mi do ucha-jesteś moim ideałem
Awww. To było takie słodkie. Już miałam też mu coś powiedzieć lecz nagle wparowała do mojego pokoju dyrektorka. Szybko od siebie odskoczyliśmy.
-Witam pana. Myślałam, że mieliście się uczyć a nie obściskiwać! Nie życzę sobie tego w tym Domu! Kim wy jesteście?! Za kogo się uważacie?!
-Jak miło panią poznać. Widzę, że nie źle wiedzie się pani na starym stanowisku mojej mamy. Jednak nie rozumiem pewnej rzeczy. Dlaczego zachowuje się Pani jak suka dla takich cudownych podopiecznych?!
-Słucham?!
-To co słyszałaś ty...-już miał kończyć zdanie gdy ja się wtrąciłam
-Justin stop!!
-Przepraszam, ale to się w głowie nie mieści! Jak można traktować tak innych ludzi?! Oni nie są gorsi! Nie można tak ich traktować!
-Chłopcze czy mógłbyś na chwilę wyjść?
-Dlaczego miałbym?
-Justin na pięć minut, proszę-powiedziałam do niego
-Okej-westchnął. Wyszedł, lekko zamykając drzwi.
-No więc, słucham.
-Przemyślałam wszystko-powiedziała szeptem.
-I?
-Nie wiem co o tym myśleć...
-Co Pani sugeruje?
-Sama nie wiem... Ja zachowuję się tak bo... U mnie w domu nie było łatwo.
-Myśli Pani że mi jest łatwo?! Przez całe moje życie byłam wyśmiewana. Ostatnio pierwszy raz zostałam przyjęta do nowych ludzi. Przez całe życie dzieliłam się jedzeniem tylko po to by nikt nie zachorował.
-Przepraszam...
-Nie ma za co... Poza tym Justin to mój przyjaciel a jak pani weszła to go tuliłam w podzięce za to że jako jedyny podał mi lekcje.
-Ja nie wiedziałam, muszę go przeprosić.. -Koniecznie. On pomaga mi i jestem pewna, że pomógł by i tu.
-Naprawdę?
-Tak, jest naprawdę wspaniały.-uśmiechnęłam się szeroko
O wilku mowa. Nagle Justin zapukał do pokoju i wychylił przez drzwi głowę pytając:  
-Mogę już wejść?
-Pewnie Justin, mam Ci coś do powiedzenia, co na 100% Cię zaskoczy-powiedziała dyrektorka -Okej, robi się ciekawie.
-Chciałam cię bardzo mocno przeprosić.
-Naprawdę? Miała pani rację. Nie spodziewałem się tego. Szczerze mówiąc to też przepraszam za to że na panią naskoczyłem.
-Teraz może być już tylko lepiej, ale musimy się wspierać-wtrąciłam
-W 100% się z tobą zgadzam Av...-gdy Justin był w połowie swojej wypowiedzi zadzwonił jego telefon. Przeprosił nas i odebrał. "Halo?" "Coś się stało?" "Zaraz tam będę" i się rozłączył.
-Przepraszam muszę uciekać, moja mama miała wypadek. -Jadę z tobą!- krzyknęłam
-Av ale..
-Nie ma ale! Ona jest dla mnie jak matka!
-Mogę jechać?-zapytałam się dyrektorki
-Oczywiście! Zaraz sprowadzę wszystkie dzieci i się pomodlimy. Wiem jak one ją kochają! Uciekajcie!
Wybiegliśmy z domu i ruszyliśmy samochodem. Justin jechał jak szalony. Widziałam jak się denerwuje aż się trzęsie. Sama się bałam.
Po 15 minutach drogi dojechaliśmy do szpitala. Wybiegliśmy z samochodu i skierowaliśmy się w stronę rejestracji.
-W której sali jest pani Pattie Bieber?!
-Chwilkę....196. Drugie piętro, ostatnie drzwi po lewej.
-Dziękujemy-krzyknął Justin i ruszyliśmy w stronę schodów
Złapałam go za rękę i biegliśmy razem. Po chwili byliśmy już pod drzwiami. Nie wachalismy się i wpadliśmy do pokoju. Gdy Justin zobaczył swoją matkę czułam jak świat mu się zawalił mi także. Miałam łzy w oczach, on padł na kolana i płakał jak mały chłopak. Podeszłam do niego i zamknęłam go w szczelnym uścisku. Odwzajemnił uścisk. Przez szybę od drzwi do sali gdzie leżała Pattie zobaczyłam lekarza. Szybko oderwałam się od Justin i pobiegłam do niego z zapytaniem o stan Pattie.
-Pani Pattie, jest w bardzo strasznym stanie. Jest w śpiączce, ma połamaną lewą nogę w 2 miejscach, uszkodzone biodro i połamane żebra. -Jak to się stało? -Rozmawialiśmy z policją i określili, że Pani została potrącona przez samochód pędzący z prędkością około 80 km/h wyrzucając ją na wysokość 3 metrów.

-O matko! Kiedy się obudzi?
-Tego nie wiadomo, ale robimy wszystko co w naszej mocy.
-Dziękuję możemy jeszcze zostać przy Pattie?
-Tak ale nie długo.
-Okey
-Ja wpadnę później.
Wyszłam z gabinetu i ruszyłam w stronę sali. Gdy weszłam zobaczyłam jak Justin siedzi nad łóżkiem i obserwuje stan Pattie.
-Pamiętaj, że nie ważne co się stanie, ja będę przy tobie-szepnęłam
-Av... Dziękuję-spojrzał na mnie. W jego oczach było widać smutek i strach
-Będzie dobrze Juss-staję za nim, pocałowałam jego włosy i wtuliłam się w jego szyję. Po chwili odwrócił się i posadził mnie na swoich kolanach i wtulił się we mnie. Oddychał nie równo.
-Ava... Wiesz co?
-Tak?
-------------------------------------------------------------------------------------
Jeej w końcu wstawione :D. Jutro zakończenie roku szkolnego. WAKACJE!

3 komentarze:

  1. świetny rozdział! mam nadzieję, że Jus wyzna jej teraz miłość, a ona nie ucieknie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. eejjjj..... czekam i czekam i czekam na nowy rozdział!!!!! spinaj tyłek i pisz dalej :3 a tak w ogóle to popieram anonimka przede mną. Zajebisty <3 ruszaj się!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. KOCHAM TEGO BLOGA <3 pisz dalej proszeeeee *-*

    OdpowiedzUsuń